Trzy życzenia

Ocena: 
0
Brak głosów

– Wypuść mnie, a spełnię twoje trzy życzenia – powiedział błękitny obłoczek. Miał rozmiar dużego ziemniaka i falował.

Nie tego spodziewał się Wiktor wkraczając do pomieszczenia. Oczekiwał kolejnej cząsteczki antymaterii. Tymczasem w pułapce magnetycznej siedziało coś, co na pierwszy rzut oka nie było antycząsteczką. Antycząsteczki nie mówią.

Zawahał się, ale przypomniał sobie, kto jeszcze pracuje z nim w instytucie.

– Bardzo śmieszne. Ha, ha, boki zrywać – powiedział ostentacyjnie głośno, szukając wzrokiem kamery. Nie znalazł jej nigdzie, tym razem jego współpracownicy musieli ją ukryć wyjątkowo dobrze. Podszedł do komory pułapki i przyjrzał się chmurce, delikatnie kołyszącej się w centrum. Nie miał pojęcia, jak osiągnęli taki rezultat, ale tym razem przeszli samych siebie.

– Słucham? – W głosie obłoczka dało się wyczuć zmieszanie. Wiktor był gotów przysiąc, że dźwięk faktycznie dochodził ze środka komory. Obserwował jak mała chmurka zmienia nieco kolor w zależności od kąta, pod jakim na nią patrzył. Cały czas miała jednak odcień błękitu. Uśmiechnął się, nie mógł być zły na swoich kolegów za tak dobry żart. Postanowił się z nimi podroczyć.

– Pewnie powiesz mi zaraz, że jesteś dżinnem.

– Domyślnyś – skwitował dżinn.

– Dobrze, w takim razie spraw, żeby… Spraw, żebym znalazł w kieszeni sto dolarów.

– Rozumiem, że umowa stoi? Trzy życzenia w zamian za wolność?

– Tak, tak, oczywiście.

– Dobrze. W takim razie sprawdź prawą kieszeń.

Wiktor usłuchał. Faktycznie był w niej banknot, ale… Tak, to musiały być jego własne pieniądze. Chciał coś powiedzieć, lecz zamarł w pół słowa, gdy drzwi do sali otworzyły się. Zobaczył jak kilka ciemnych przedmiotów potoczyło się po posadzce. Nie zdążył zamknąć oczu. Granaty hukowe oślepiły go, w uszach piszczało. Poczuł mocne uderzenie o chłodną podłogę, czyjeś kolano wbijało mu się boleśnie w plecy. Szarpnięcie za wykręcone do tyłu ramiona niemal wyrwało mu je z barków. Został podniesiony i brutalnie rzucony na ścianę.

Stał, pochylony. Zmysły powoli wracały. Widział jak przez mgłę ludzi w czarnych garniturach. Część miała chyba przy sobie broń. Kilku z nich usiłowało dostać się do komory pułapki magnetycznej. Widział jak pod wejście przyniesiono skrzynię.

– Tylko ten? – rzucił jeden z mężczyzn, podchodząc do Wiktora. Ten widział już wcale wyraźnie. Na tyle wyraźnie, żeby móc rozpoznać w zbliżającym się agenta rządu federalnego. Słysząc władczy ton podchodzącego domyślił się, że był to ich dowódca.

– Tak jest! – odkrzyknął jeden z pozostałych ludzi stojących przy wejściu do komory. Wrota prowadzące do niej zostały właśnie wyłamane.

– Wiktor Jarzębski. – Dowódca przeczytał plakietkę identyfikacyjną. Spojrzał Wiktorowi w oczy. Jego spojrzenie było smutne i zimne. Zasalutował. – Obywatelu Jarzębski, giniecie dzisiaj dla chwały państwa! – Wyciągnął broń z ukrytej pod garniturem kabury i wycelował.

– Nie! Ratunku! – Krzyk rozpaczy wyrwał się z piersi Wiktora. Wiedział, że odruch ten był równie naturalny, jak bezsensowny. Zacisnął oczy w oczekiwaniu końca. Usłyszał strzał. Potem drugi, trzeci, nie był ich w stanie zliczyć, huk zlał się w jedno. Uszy bolały. Gdy hałas ustał i przez dłuższą chwilę nic już się nie działo, mężczyzna otworzył oczy.

Wszyscy agenci leżeli martwi na posadzce.

– Co… – Nie wiedział, co powiedzieć. Nogi ugięły się pod nim. Usiadł z trudem na krześle stojącym przy ścianie. Drżał jak w febrze.

– To było twoje drugie życzenie. – Głos dżinna otrzeźwił Wiktora momentalnie.

– Co?!

– Prosiłeś o ratunek. Myślę, że nie jesteś rozczarowany?

– Ty to zrobiłeś? – Mężczyzna dalej nie wierzył w to, co właśnie zaszło.

– Na twoje życzenie – zauważył dżinn. – Sam z siebie nie mogę zrobić nic. No, prawie nic. Na twoim miejscu nie miałbym do siebie pretensji. Chcieli cię zabić, działałeś w obronie własnej.

– Kto to był dokładnie? – Wiktor ochłonął w końcu. Wstał z krzesła i podszedł do szyby komory. Patrzył jak błękitny obłoczek pulsuje.

– Wasz rząd posiada agencję zajmującą się, hmm, niekonwencjonalnymi technologiami wojskowymi. Agencja jest bardzo tajna, a broń jaką się zajmują bardzo eksperymentalna. Od dawna chcieli mnie złapać. – Jeżeli dżinn miałby twarz, to teraz by się uśmiechał. – Mieli pecha, że trafili tu na ciebie, jeszcze sobie na mnie popolują. Pamiętasz, że obiecałeś mnie wypuścić, prawda?

 

Wyłączenia pułapki magnetycznej nie dało się zauważyć gołym okiem. Jedynym znakiem, że urządzenie zostało wyłączone, było trzeszczenie gwałtownie ocieplających się potężnych elektromagnesów ukrytych pod podłogą.

Dżinn podpłynął do Wiktora, zatrzymał się na wysokości jego twarzy. Mężczyzna przełknął ślinę.

– Mam jeszcze trzecie życzenie, prawda?