Dan Abnett, Andy Lanning, Keith Giffen i inni w Subiektywnie

Niełatwy jest los mieszkańców marvelowskiego kosmosu. Serio. W kółko rozróby, awantury, wojny. A to Kree się tłuką ze Skrullami, a to ktoś próbuje zniszczyć imperium Shi’ar, innym razem wyjdzie na jaw kolejny ze spisków Thanosa… tylko po to, by do naszego (?) wszechświata wpadła ze Strefy Negatywnej Fala Anihilacji, siejąc zniszczenie i pożogę większą niż grupa dwulatków, której dano trzy pudełka plakatówek i piórkową miotełkę. Krótko mówiąc, przechlapane. Najlepszym przykładem może być choćby „Anihilacja”, czyli event, w którym praktycznie na pył rozniesione zostały największe gwiezdne imperia. Najwyraźniej jednak odpowiadający za kosmiczną część uniwersum Domu Pomysłów panowie Dan Abnett, Andy Lanning i Keith Giffen to patentowani sadyści (przynajmniej wobec bohaterów swych komiksów). Kurz nie zdołał bowiem porządnie opaść po tym, jak na herbatkę wpadł do nas ze swą armią Anihilus, a już dostajemy kolejny event o odpieraniu wszechgalaktycznego zagrożenia.

 

Dzisiaj Maciek subiektywnie o pierwszym tomie Anihilacji. Podboju.