Przeklęty. Tom 1. Przed powodzią – Jason Aaron, r.m.Guéra, Giulia Brusco

Tego w „Księdze Rodzaju” nie napisali

Maciej Rybicki

Obserwując komiksowe premiery ostatnich kilku(nastu) miesięcy, trudno oprzeć się wrażeniu, że ofensywa Jasona Aarona trwa w najlepsze. Po nadgonieniu „Bękartów z Południa”, zakończeniu „Skalpu” oraz „Wolverine’a i X-Men”, dostajemy kolejne eventy Marvela (ze znakomitym „Grzechem Pierworodnym” na czele”), autorską kolekcję „Wolverine’a”, kontynuacje „Thora” i „Star Wars”, a nawet „Hulka” z WKKM. Brakującym ogniwem wydawała się druga z serii pisanych przez niego dla Image Comics.  Mucha nie dała nam jednak długo czekać i oto jest – pierwszy (i jak na razie jedyny) album „Przeklętego”.

Pochodzący z Alabamy scenarzysta zabiera nas w podróż w mityczną przeszłość, do czasów, które „Księga Rodzaju” traktuje wybitnie zdawkowo. Akcja bowiem toczy się w czasach poprzedzających potop, bohaterem historii jest zaś nikt inny jak pierwszy zabójca – Kain. Aaron podejmuje narrację znaną z Biblii i podkręca ją w swoim niepowtarzalnym i dosadnym stylu. Zwiastunem może być zresztą już pierwsza scena, przypominająca nieco początek „Bękartów z Południa” – tam mieliśmy wypróżniającego się psa, tu sikającego obdartego dzieciaka. O ile jednak Alabama ze wspomnianej serii była niekoniecznie przyjaznym miejscem, o tyle w porównaniu z przedpotopową scenografią „Przeklętego” jawi się wręcz sielankowo. Opisywany w „Księdze Rodzaju” upadek ludzkości i świata pokazano tu w pełnej krasie. Cywilizacja praktycznie nie istnieje, ludzie zbierają się w dzikie bandy, aby jakoś przetrwać, dzieci zaś sprowadzane są do roli siły roboczej… tudzież pożywienia. W środek tego wybitnie podłego miejsca wrzucony zaś jest Kain – zdrowy, silny, praktycznie nieśmiertelny, ale także znudzony światem i mający to i owo do zarzucenia Bogu. Zresztą w niewybrednych słowach. Nie jest to może wizja oszałamiająco oryginalna – wszak Kain jest bohaterem licznych tekstów kultury – ale bez wątpienia intrygująca, głównie dzięki swojej dosadności, a także przez to, że nie bardzo wiemy, o co właściwie mu chodzi. Ma to zresztą także drugą stronę – momentami można bowiem odnieść wrażenie, że i sam autor nie bardzo wie, o co Kainowi chodzi. Na razie to nie przeszkadza, myślę jednak, że jeśli seria będzie kontynuowana (dotąd ukazało się pięć zeszytów zebranych w omawianym tomie) umotywowanie działań głównego bohatera może stać się dla scenarzysty pewnym wyzwaniem. Aaron definiuje protagonistę przez kontrasty ze światem przedstawionym. Spore znaczenie grają więc tu opozycje: czysty–brudny, zdrowy–chory, cywilizowany–dziki itd. Przeciwwagą dla Kaina jest jednak druga z biblijnych postaci goszczących na kartach tego komiksu, a mianowicie Noe. Amerykański scenarzysta daleko odszedł od nobliwego obrazu znanego z przekazu biblijnego czy choćby eksplorującej podobną tematykę komiksowej serii Darrena Aronofsky’ego i Ariego Handela. Patriarcha jest bowiem dokładnie taki, jak dzikie czasy, w których przyszło mu żyć – tyle że lepiej zorganizowany, lepiej uzbrojony i ogarnięty poczuciem misji.  Muszę przyznać, że konfrontacja postaw tych postaci stanowi ozdobę „Przed powodzią”. Aaron stawia pytanie o to, czym jest moralność w zdegenerowanym świecie i o to, kto ponosi odpowiedzialność za jego stan. Odpowiedzi zaś, jakie zdaje się sugerować, nie napawają wielkim optymizmem.

Świat sprzed potopu nabiera barw także dzięki znakomitej pracy, jaką wykonali r.m.Guéra i Giulia Brusco. Serbski (choć mieszkający w Hiszpanii) rysownik znakomicie zna się z Aaronem ze wspólnej pracy nad „Skalpem”. Jego charakterystyczny styl – w równym stopniu surowy, co szczegółowy – zdaje się znakomicie pasować do niezbyt pięknej wizji biblijnego świata. Niebagatelne znaczenie odgrywa też stonowana paleta kolorów, zdominowana przez brązy, szarości i granaty. Wszystko to tworzy mocny, przekonujący przekaz także w warstwie wizualnej.

W tym miejscu pojawia się więc pytanie, czy można postawić „Przeklętego” obok najlepszych dokonań Jasona Aarona. Wydaje się bowiem, że seria ta ma wszystkie cechy, by zyskać poklask równie wielki jak „Skalp”, „Bękarty z Południa” czy „Thor”. Wydaje mi się jednak, że najlepszą odpowiedzią byłoby „obok tak, ale nie na równi”. „Przeklęty” ma swoje niewątpliwe zalety – mroczną konstrukcję świata i charakterystyczne dla scenarzysty pochodzącego z Alabamy przewrotność i dosadność. Wydaje mi się jednak, że brakuje tu nieco wyraźniej zarysowanego charakteru Kaina. Aaron wpada w pułapkę wzięcia na warsztat postaci przemaglowanych w kulturze na wszelkie możliwe sposoby. Seria płynie więc na potencjale samych bohaterów i niezłej kreacji świata przedstawionego, jednak nie ma tu czegoś ekstra. To tak, jakby do dania przygotowanego ze znakomicie dobranych składników najwyższej jakości zapomnieć dodać przypraw. Będzie smacznie i na poziomie, ale nie da się ukryć, że do ideału czegoś brakuje. Widać w „Przeklętym” spory potencjał i mam nadzieję, że Aaron rozwinie tę historię.. Na razie chyba sam nie bardzo wie, co z „The Goddamned” począć – ostatni (#5) zeszyt ukazał się bowiem w listopadzie 2016. Od tego czasu brak jakichkolwiek wieści o kolejnych częściach serii. Miejmy nadzieję, że tytuł ten nie okaże się przeklęty…


Tytuł: Przed powodzią
Seria: Przeklęty
Tom: 1
Scenariusz: Jason Aaron
Rysunki: r.m.Guéra
Kolory: Giulia Brusco
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Tytuł oryginału: The Goddamned #1-5
Wydawnictwo: Mucha Comics
Wydawca oryginału: Image Comics
Data wydania: marzec 2018
Liczba stron: 152
Format: 180x275 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Wydanie: I
ISBN: 978-83-65938-08-4