Spotkanie

Ocena: 
0
Brak głosów

– Kto idzie?! – zawołał sierżant Sacha, podrzucając karabin do ramienia. Kropka kolimatora zawisła na twarzy kobiety, wyłaniającej się spomiędzy drzew. Żołnierz odbezpieczył beryla i położył palec na spuście. – Kim jesteś i co tutaj robisz?! To teren zamknię… cholera jasna!

Sierżant cofnął się o kilka kroków. Nagle zawadził stopą o krawędź drogi i wywrócił się na plecy, uderzając hełmem o asfaltową nawierzchnię. Sacha przez chwilę patrzył na czerwone niebo, przecięte smugami chmur, po czym zerwał się na równe nogi, patrząc w oniemieniu na to, co przed chwilą wziął za kobietę.

– Nie skrzywdzę cię – powiedziała istota z akcentem, którego wojskowy nigdy nie słyszał, chociaż od lat służył za granicami Polski. – Czy rozumiesz, co mówię?

– Tak – odpowiedział odruchowo Sacha, powoli kierując lufę beryla na dziwadło. – Stój! Unieś ręce do góry albo otworzę ogień.

Maszkara zatrzymała się w miejscu, przyglądając się żołnierzowi czworgiem – pozbawionymi białek oraz tęczówek – oczu. Nie to jednak budziło u sierżanta największe przerażenie, nawet nie blada jak wapno cera i bezkrwiste wargi bestii, lecz ogromny pajęczy korpus, na którym osadzona była górna połowa, niemalże ludzkiego, ciała.

Stworzenie wysunęło przed siebie otwarte dłonie.

 – Czy ty – urwało, szukając odpowiedniego słowa – jesteś tutejszy? Nie pochodzisz z Vhrin?

– Co? Nie. Stój, ja zadaję pytania. – Sacha stanął na równe nogi, bezskutecznie starając się zachować zimną krew. – To jest żart prawda? Mogłem cię zastrzelić. Czym jesteś i co tutaj robisz?

– Przybyłam z Vhrin przez Bramę – odpowiedziała spokojnie istota, z wyraźną ciekawością przyglądając się postaci mężczyzny. – Nie sądziłam, że uda mi się zobaczyć człowieka.

Żołnierz nie odpowiedział, wciąż mierząc z karabinu w pajęczycę.

– Słyszałam opowieści. To zaszczyt – powiedziała istota z wyraźnym zadowoleniem, któremu najbliżej było do biologa, który właśnie obserwował nowo odkryty gatunek. – Wybacz mi proszę, iż obarczyłam cię urokiem zrozumienia. Inaczej nie moglibyśmy rozmawiać.

– Ja śnię, prawda? – Brwi sierżanta zbiegły się w jedną linię. To, co było dlań niewyobrażalne zaledwie pięć minut temu, teraz stało na ośmiu chitynowych nogach, lekko kiwając się na boki.

– Źle się czujesz? – spytała pajęczyca z troską tak autentyczną, iż Sacha wybuchnął niekontrolowanym śmiechem. – Powiedziałam coś, co znalazłeś zabawnym?

– To się nie dzieje. Nie ma prawa – odrzekł żołnierz, opuszczając karabin i uderzając pięścią w udo. Dopiero po chwili zorientował się, że upadek na asfalt powinien go obudzić, gdyby w istocie spał. – O kurwa. To się dzieje naprawdę. Czym… kim jesteś?

– Mam na imię Sigara. – Istota zgięła odnóża w głębokim ukłonie. – Jestem naukowcem. Od dwunastu lat badam antyczne Bramy, ale dopiero dziś udało mi się dokonać przełomu i uruchomić przejście do Ki. Czy dalej tak nazywacie swoje krainy?

– Nie. Mamy inne nazwy. Ziemia, Europa, Polska… – Sacha ze zdumieniem zorientował się, że, gdy minął pierwszy szok, sytuacja nie wydawała mu się aż tak niedorzeczna. Najwyraźniej jednego dnia człowiek pilnuje granicy, innego rozmawia z czterooką kobietą o ciele pająka. – To znaczy, że odwiedzaliście nas? Dawniej?

– Tak, w zamierzchłych czasach. Podobnie jak wy byliście gośćmi we Vhrin, jednakże zapomnieliśmy jak otwierać Bramy na wiele epok – przyznała Sigara ze smutkiem. – Przynajmniej do dziś. Ależ jestem ciekawa, ile się zmieniło w waszych krainach! Mamy tylko stare księgi, opisujące czasy, gdy nazywaliście się ùĝ saĝ gíg ga albo Shumer.

– Sumer – powtórzył sierżant mimowolnie. – To było… chcę powiedzieć, pięć albo sześć tysięcy lat temu? Chyba.

– Och. – Pajęczyca zasłoniła chudą dłonią usta. – Tak dużo? Nie szkodzi. Czy mógłbyś mi nieco pomóc? Przepraszam, że nie zapytałam wcześniej. Jak się nazywasz?

– Sacha.

– Będę potrzebować twojej pomocy, Sacho, jeżeli mam raz jeszcze otworzyć Bramę – wyznała Sigara z zakłopotaniem. – Udało mi się to zrobić trochę przez przypadek i nikt z Instytutu nie ma zapewne pojęcia, gdzie zniknęłam. To miał być zwykły test.

– Chcesz otworzyć Bramę? – spytał żołnierz.

– Tak. I raz jeszcze odtworzyć przejście między naszymi światami.

W jednej chwili przed oczyma wojskowego przemknął korowód makabrycznych obrazów, które pozostały w jego pamięci po służbie w Afryce: wypalone szkielety wiosek; ciała dzieci, wbite w ziemię gąsienicami czołgów; targi ludzi; wychudzone postaci, roznoszone na kawałki seriami z cekaemów; podmuch…

– To zły pomysł powiedział nagle.

– Nonsens.

– Nie mogę wam tego zrobić. Bez ostrzeżenia Sacha uniósł karabin i nacisnął spust. Brocząc opalizującą krwią, Sigara opadła na igliwie, wijąc się w konwulsjach. – Dla waszego dobra.

Niewiele później ciało pajęczycy spłonęło w białych objęciach fosforowego ognia, a sierżant zakopał głęboko w lesie to, co z niego pozostało. Nie było tego wiele, jednak żołnierz zdawał sobie sprawę, iż musiał uciszyć ostatniego świadka tych wydarzeń.

Wydobył pistolet z kabury i przyłożył lufę do skroni.