Czerwony śnieg – Ian R. MacLeod

Ewolucja potwora

Marcin Knyszyński

Dwanaście lat temu „Wieki światła” Iana R. MacLeoda otworzyły najlepszą jak na razie fantastyczną serię wydawniczą w Polsce. „Uczta wyobraźni” zwolniła obecnie tempo, ale jakość pozostaje wysoka. Ostatnio znów pojawił się w niej MacLeod. „Czerwony śnieg” to jego najnowsza powieść, literacka podróż przez ostatnie wieki ludzkiej cywilizacji i ponowne przetwarzanie toposu wampira. Trzeba jednak wyraźnie zwrócić uwagę na jedną rzecz – użycie figury krwiopijcy nie jest tutaj celem samym w sobie, lecz drogą do niego. Autorskim narzędziem do rzeźbienia wielce frapującej idei.

Trzy życia, trzy pragnienia i trzy tragedie. Troje bohaterów naznaczonych pierwotnym złem, uosobieniem idei antydobra obecnego w każdej kulturze od zarania dziejów. Trzy nici połączone ze sobą powstającymi i upadającymi ideologiami, splątane wiatrem historii i obciążone brzemieniem straszliwej klątwy wywiedzionej prosto z mitów.

Karl Haupmann, kapitan–medyk w wojskach Północy podczas Wojny Secesyjnej. Podczas jednej, najmroczniejszej nocy w życiu, spotyka przerażającą poczwarę żywiącą się krwią na zasłanym trupami polu bitwy. Karl jest od tej pory wieczny, potężny, nieustannie cierpiący, nieludzki i potwornie samotny. Ezekiel Morel, francuski osiemnastowieczny artysta malarz, restaurator dzieł sztuki. Pewnego dnia, w przededniu koszmaru epoki gilotyn, odwiedza go przepiękna Sybilla, zdająca się wymykać erozji upływającego czasu. Zlecenie namalowania serii portretów tajemniczej damy zmienia wszystko – Ezekiel skazany zostaje na ciągłą mękę i ból duszy. I w końcu Harriet „Harry” Mackenna, nowojorska rewolucjonistka i komunistka, pragnąca wypalić żywym ogniem zarazę rozhulanej Ameryki lat dwudziestych XX wieku. Gdy podczas próby podpalenia teoretycznie pustego zakładu krawieckiego ginie człowiek, Harry wpada w sidła szantażysty o bardzo demonicznej osobowości. Wyrusza w podróż, która pozwoli jej poznać samą siebie i zrozumieć własną historię, choć za bilet musiała zapłacić niewyobrażalnie wysoką cenę.

„Czerwony śnieg” to historie ludzi pragnących zmienić coś w otaczającym ich świecie. Karl chce leczyć, nieść pomoc rannym i chorym. Ezekiel chce tworzyć, ubogacać ducha. Harry chce wyzwolić biednych i uciśnionych. Jednak ciągle coś staje im na drodze, coś przeszkadza w realizacji ich szczytnych przecież celów. Bratobójcza wojna, rewolucja „teraz k… my”, naiwne nadzieje i opacznie rozumiane czerwone obietnice. Bo przecież to nie wampiry są tu największymi potworami, lecz idee. A dokładnie ludzka realizacja założeń tychże.

Autor wspaniale kreśli upływający czas, bardzo sugestywnie rysuje zmiany zachodzące na świecie przez stulecia. Widzimy starożytne lasy, gdzie celtycki druid ścina sierpem magiczne zioła; średniowieczne polskie zamczysko; Paryż śmierdzący rozkładem, rozpasaniem i krwią z gilotyn; lazarety pełne cierpiących żołnierzy Północy lub Południa; ulice Stambułu w dniu rozpoczęcia I wojny światowej i w końcu Nowy Jork w czasach, gdy zburzono hotel Waldorf Astoria, aby na jego gruzach powstał Empire State Building. Świat pędzi do przodu, wszystko ewoluuje, ludzie wyglądają inaczej niż kiedyś. Triumfuje nauka, a racjonalizm zdecydowanie wygrywa z zabobonami i mistyką.

Ale przecież tak naprawdę nic się nie zmienia. Ludzie pozostają tacy sami. Cały czas wierzą w siłę ideologii, w wielkiego wodza, który wie od nich lepiej, co jest dobre, a co złe. Wierzą w to, że niezależnie od skali problemu, można go usunąć, trzymając się sztywno mrzonek o utopii. Wolą w owczym pędzie pluć na skazanego niż na gilotynę. Wolą wrzeszczeć w zapamiętaniu. Zapominają, że czasem trzeba wyjść na spacer, pośmiać się z przyjaciółmi, pobawić z dzieckiem, spojrzeć w niebo, napić piwa, poczytać, potańczyć, zrobić jakieś głupoty, coś zupełnie nieistotnego i żyć po prostu, zamiast myśleć o nieziszczalnych fantasmagoriach. O potworach, których powinniśmy się nadal bać.

Bo co z tego, że jesteśmy coraz bardziej wykształceni, świadomi i nowocześni? Czy nauka wygrała tak naprawdę z mistyką? Co z tego, że stare legendy, ludowe podania i potwory zostają opowiedziane na nowo, w duchu racjonalizmu? Stwory z legend są tam, skąd ucieka nasz wzrok, gdy odwracamy spojrzenie. Żyją w tym krótkim wyrywku czasu potrzebnym na mrugnięcie okiem. Od zawsze. Tylko że teraz zamieniamy je na idee, które są o wiele bardziej przerażające. Teoretycznie, naukowo rzecz biorąc, nie ma się czego bać. Ani socjalizmu, ani kapitalizmu, ani liberalizmu. Tym bardziej wolności, równości i braterstwa. Teoretycznie. Dopóki nie pojawią się ludzie z przerażającą pewnością swoich przekonań w pustych łbach.

„Czerwony śnieg” to również historia o poszukiwaniu własnej tożsamości, o próbach dopasowania się do czasów, w których zupełnie się nie odnajdujemy. Wampir MacLeoda to oczywiście – standardowo – abominacja, wyrzutek, odszczepieniec i cierpiętnik. Ale to trochę inny obrazek niż ten wyśmiewany w trzecim tomie „Kaznodziei”, to nie oderwany od rzeczywistości, zapłakany, wieczny poeta z powieści Anne Rice. To właśnie brutalna rzeczywistość i jej właściwości najlepiej definiują cechy potwora i warunkują jego ewolucję.


Tytuł: Czerwony śnieg
Tytuł oryginalny: Red Snow
Autor: Ian R. MacLeod
Tłumaczenie: Wojciech M. Próchniewicz
Wydawca: Mag
Data wydania: luty 2018
Rok wydania oryginału: 2017
Liczba stron: 272
ISBN: 9788374809016