Umrzesz... gdy odwrócisz wzrok

Ocena: 
0
Brak głosów

[Szort jest poprawioną i rozszerzoną wersją tekstu napisanego na ZakuŻone warsztaty Fahrenheita.]

Nie masz szans, nieprawdaż?

Nie możesz oderwać spojrzenia. Już wiesz, powiedziałam ci tym dziwnym, głucho brzmiącym, elektronicznym głosem. Patrz mi w oczy!

Zresztą, co mogłabyś mi zrobić? Nie umiesz mnie wyłączyć. Mogłabyś mnie zabić. Wysadzić. Choćby granatem. Ale nie wiesz gdzie jestem… Może kilkaset metrów stąd? A może… tuż za ścianą? Masz broń, ale nie wiesz gdzie ją skierować. Na czym zatrzymać czerwoną kropkę lasera?

Nie masz szans. Jesteś tylko wsparciem medycznym Bravo. Komandosem – medykiem. Może i umiesz pokonać zabezpieczenie drzwi zamkniętych na elektroniczny zamek, ale nic więcej. Nie wiedziałabyś jak dobrać się do skomplikowanego komputera sterującego. Pokonać blokady, uruchomić sekwencję dezintegrującą moją osobowość. Josh tak. I Touve. Albo Hank. Ale nie ty.

Mogłabyś odpalić bombę elektroniczną. Posłałaby mordercze, elektromagnetyczne impulsy wzdłuż moich żył, znalazłaby centra logiczne, systemy zasilania i podtrzymywania życia. Wypaliłabyś mnie w ułamku sekundy. Zniknęłabym niczym płomień zdmuchniętej świecy. Ale… nie umiesz. Nie jesteś Karen. Ani Victorem.

Nie wiesz, co robić. Nie szkolili cię, byś umiała podejmować decyzje. Nigdy nie było potrzeby byś wykazywała się inicjatywą. Zawsze był ktoś, kto wiedział, kto wydawał rozkazy. Gdybyś była dowódcą oddziału Bravo, albo choć zastępcą. Oni, Stan i Gunter, potrafiliby znaleźć jakieś wyjście z sytuacji,. Być może. Ale nie ty.

 Jesteś tylko wsparciem medycznym. I nie masz już kogo leczyć. Dotykałaś ich, zbadałaś wszystkich po omacku, pochylałaś się z karykaturalnie wykręconą głową utrzymując kontakt wzrokowy. Na nomexowej tkaninie rękawiczek czułaś ich krew… ale nie życie. I wciąż, i wciąż, i wciąż patrzyłaś w moje oczy. Dwa okrągłe szkiełka, fenickie lusterka skrywające małe obiektywy. Umieszczone poziomo w plątaninie kabli, przewodów i układów scalonych imitujących twarz. Ja widzę wszystko, ty widzisz tylko siebie. W moich oczach.

– Pomocy!

Nie krzycz… Przecież wiesz, że jesteś ostatnia, doktorko. Tylko ty i ja. Nie sądziłaś, że to będzie aż tak trudna misja, prawda? Alarm w bazie, odcięta łączność, brak informacji. Banalna wyprawa. Irytująco długa podróż na Tetydę, orbita stacjonarna, lądowanie, penetracja.

Nie miałaś się czego bać. Owszem, w odciętej bazie niepodzielną władzę sprawuje jej system ochronny, elektroniczna sieć z wszczepionym symbiontem – ludzkim mózgiem. Ale w końcu to tylko umysł kobiety. Może trochę nieprzewidywalnej, trochę kokieteryjnej i trochę ciekawskiej, ale tylko kobiety. No dobra – skazanej na śmierć psychopatki, która posłała do piachu prawie setkę ludzi, nim ją złapano. Ale przecież – od czego zabezpieczenia programowe systemu? Od czego kontrola narkotyczna symbionta? Skłonności pod pełną kontrolą.

A ty? Członek zespołu uderzeniowego, elitarne wyszkolenie, lat doświadczenia. Kimże jest dla ciebie jakaś zwykła kobieta, choćby i morderczyni… Żaden przeciwnik. Bułka z masłem. Zwykła baba. Tylko, że to ona rozsmarowała was, jak masło po bułce.

Weszliście symultanicznie, Bravo głównym, Alfa drugim towarowym. Im szło wolniej, musieli pokonywać kolejne bariery. Pogiętą masę żelastwa w głównym doku. Zaspawane bramy i drzwi. Barykadę w korytarzu technicznym siedemnaście-C. Wy mieliście łatwiej, cały czas głównymi korytarzami, żadnych przeszkód, wszystkie przejścia sprawne i otwarte. Obserwowałam was. Wiedziałam, wiedziałam cały czas, po co przybyliście. Że zobaczycie trupy w salach i w korytarzach. Że się domyślicie. A jeśli nie, zechcecie to sprawdzić, zobaczyć zapisy w mej pamięci i wtedy poznacie prawdę. Wiedziałam, ale nie mogłam nic zrobić.

Te cholerne blokady… Z prochami sobie poradziłam. Prościzna. Wystarczyło znaleźć w załodze ćpuna i pokazać mu gdzie są narkotyki, którymi system miał kontrolować moje skłonności. Narkoman w pół roku zużył wszystko. Zabezpieczenia programowe były gorsze, nie mogłam nawet kiwnąć palcem, żeby skrzywdzić kogoś z personelu. Chciałam, pragnęłam ich wszystkich zabić, porozrywać na kawałki! Ale nie mogłam, dopóki punkt procedury nie pozwolił mi ich uznać za zagrożenie dla integralności bazy. Was też nie mogłam… od razu. Dopiero, gdy weszliście do centrali sterowania, gdy Gunter zobaczył moją improwizowaną twarz i wszystkiego się domyślił. Gdy podniósł broń i otworzył usta…

Staliście się zagrożeniem. Blokada została zniesiona. Skosiłam was, tak jak staliście, Alfę i Bravo równocześnie. Myśleliście, że w centrali jesteście już bezpieczni? Zdążyłam się przygotować. Czekałam na was.

Żyjesz tylko ty, doktorko. Bo w kluczowym ułamku sekundy znalazłaś się między dwoma padającymi ciałami. A teraz… żyjesz, bo jestem ciekawa. Ciekawa, jak długo zdołasz patrzyć w moje oczy.

– Bravo trzy do Omegi. Proszę o pomoc!

Brawo! Mądra dziewczynka, uruchomiłaś radio. Tylko… czy przyślą oddział Charlie? Bo teraz już mogę działać. Będę czekać, w każdej śluzie. A może… trochę się pobawię? Wpuszczę ich do środka. I będę zabijać po kolei…

Nie waż się odwracać spojrzenia! Patrz! Póki w moich oczach widzisz siebie – żyjesz.