Pigmej – Chuck Palahniuk

Borat-Dzong-Un z pasem szahida

Marcin Knyszyński

Czy prawdą jest, że Stany Zjednoczone to najwspanialszy kraj na naszej planecie? Istny raj na ziemi? Chuck Palahniuk tak nie uważa. Co prawda w poprzednich powieściach nie uderzał swoją antykonsumpcyjną i antycywilizacyjną tyradą bezpośrednio w Amerykę, ale nietrudno było się domyślić, jakie społeczeństwo krytykuje. W „Pigmeju” chodzi o USA, które pisarz pokazuje wręcz palcem. Ustami bardzo oryginalnego i groteskowego narratora opowiada historię absurdalną, komiksową, obrazoburczą i prześmiewczą. Uwaga! Rozpoczyna się szeroko zakrojona operacja „Chaos”!

Bezimienny narrator jest jednym z kilku nastolatków, którzy przybyli do Stanów Zjednoczonych w ramach uczniowskiej wymiany. Przybysze pochodzą z nieokreślonego bliżej kraju (choć kojarzy się on jednoznacznie z Koreą Północną z małym dodatkiem terrorystycznej ideologii Państwa Islamskiego), w którym jedyną siłą cementującą społeczeństwo jest nienawiść do wszystkiego co amerykańskie i przerażająca indoktrynacja od najmłodszych lat. Narrator, który z racji swojego niskiego wzrostu zostaje szybko nazwany „Pigmejem”, próbuje zaaklimatyzować się w swoim nowym domu i wraz z innymi przybyłymi uczniami wykonać tajne zadanie. Pigmej trafia do takiej, a nie innej rodziny nieprzypadkowo – jej głowa („Krowi Ojciec, śmierdzący wołowiną i przetrawioną viagrą”) pracuje w jakiejś naukowej placówce i ma dostęp do neurotoksyn. Stany Zjednoczone muszą upaść, legowisko żmij musi zostać unicestwione.

Wizja Ameryki, którą roztacza Chuck Palahniuk, jest oczywiście przejaskrawiona i karykaturalna. Wszystko oglądamy przecież oczami Pigmeja, człowieka jakby wyjętego prosto z kontrowersyjnego i nieszanującego żadnych świętości serialu „South Park”. To wręcz kosmita a nie obcokrajowiec. Nie wie, co to świeczka („sznurki osadzone w cylindrach z parafiny”), piłka („napompowany lateksowy pęcherz”) czy gwizdek („metalowy ślimak”). Pigmej w każdym przedmiocie i w każdej osobie widzi zgniliznę Zachodu, czuje smród zepsutej kultury. Zna sztuki walki („Cios Morderczej Modliszki”, ciach-bum!) i umie robić materiały wybuchowe domowymi sposobami, niczym rysunkowy Tyler Durden z „Fight Clubu”. Zna wszelkie seksualne techniki mające pomóc w uwiedzeniu wybranych przedstawicieli amerykańskiego społeczeństwa, wiadomo przecież, że każdy dorosły, nowoczesny mężczyzna patrzy lubieżnie na nastoletnie ciała. Pigmej zawsze określa swoje przyrodzenie „bronią” – jednym z elementów jego tajnego planu jest „Manewr Pompującego Królika” i zapłodnienie jak największej liczby młodych amerykańskich dziewcząt. Opisy szkoleń i indoktrynacji młodego pokolenia w kraju Pigmeja jeżyłyby włos na głowie, gdyby nie były tak ekstremalnie cudaczne i przesadzone. Palahniuk wystawia tu wiarygodność swej kreacji na wielką próbę – taką, której nie ma szansy przejść. Znaczy, robi to celowo.

Ech, ta Ameryka. Jaskinia zła, gniazdo korupcji, źródło rozkładu. Niszczy świat swoją upadłą kulturą masową, włazi z buciorami tam, gdzie panuje ład i harmonia, żre bez opamiętania światowe zasoby, zatruwa inne kraje swoimi chorymi ideałami. To pasożyt, którego nosicielem jest reszta świata. Mieszkańcy Stanów Zjednoczonych to kompletni idioci i debile. Dzielą świat na Amerykę i resztę świata, gdzie latają jeszcze smoki. Pigmej jest dla nich jednocześnie żółtkiem, żydkiem, czarnuchem, Meksykiem czy jakimś innym indiańcem. To młody mężczyzna, brudny, obdarty, śmierdzący łajnem i dymem z ognisk, na których gotuje się jedzenie w jego prymitywnej ojczyźnie. (…) produkt ponurej, wstecznej kultury, nieszczęsny ludzki śmieć, (…) otrzymał wielkie dary opieki medycznej, pożywnego jedzenia, bezpiecznego schronienia, darmowej edukacji, religijnego przewodnictwa i wielkiej miłości. Ameryka jest krajem pełnym rasistów, ksenofobów, lekomanów, zaćpanych zombie, zakompleksionych onanistów z wibratorami przyrośniętymi do rąk, dewotów, frustratów, hipokrytów, dewiantów, seksualnych maniaków (często ubranych w sutanny) i oszalałych konsumentów. Świat, w którym żyją, składa się przede wszystkim z produktów kuszących bezwstydnie z półki coraz niższymi cenami i promocjami. Towary te są dokładnie takie same w oczach Pigmeja, to amerykańskie zniewolone umysły tworzą ułudę różnicy.

Wszyscy mieszkańcy Stanów Zjednoczonych są nieodróżnialnymi od siebie produktami kultury masowej. Ubezwłasnowolnieni, nakręceni ciągłym pościgiem za nic nieznaczącymi ideałami. Nabuzowani xanaxem, zoloftem, prozacem, viagrą, estrogenem, marihuaną, tłuszczem, alkoholem, nikotyną, mięsem, kokainą. Masochiści, przejawiający syndrom ofiary, niepotrafiącej żyć bez swego prześladowcy. Niewolnicy, uwielbiający ulegać brutalnej sile ponowoczesności, kochający ciężki but swego pana. Przemoc jest językiem urzędowym USA, ten kraj po prostu musi upaść!

Palahniuk często wpędza w zakłopotanie. No bo jak to? Przecież znowu czytamy o tym samym. W przypadku „Pigmeja” warto jednak zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze, to jak dotąd najoryginalniejsza pod względem formy  powieść pisarza. Język Pigmeja, czyli język narracji, jest tak groteskowy i odmienny od wszystkiego, co do tej pory stworzył, że nie sposób przejść obok niego obojętnie. Brawa dla polskiego tłumacza. Po drugie, absurdalność postaci Pigmeja i jego relacji jest tak wielka, że siłą rzeczy łagodzi obraz zepsutej Ameryki. Wydaje nam się nam w pewnej chwili, że nie jest to stanowisko jakiegoś Koreańczyka z Północy, lecz wizja skrajnego amerykańskiego antykomunisty, opętanego teoriami spiskowymi. Próbuje on tłumaczyć, jak pracuje umysł fikcyjnego terrorysty zagrażającego Stanom Zjednoczonym i mówi „to właśnie tak nas widzą te czerwone diabły!”.

Palahniuk puszcza nam kreskówkę dla dorosłych, tłumacząc gdzieś między wierszami, że jest źle, ale pamiętajmy, że gdzieś tam może być jeszcze gorzej. Jednak  to już nie ten grzmiący głos z „Niewidzialnych potworów” czy „Rozbitka”. Autor się już wykrzyczał, teraz patrzy, jakie dziwne i szokujące formy może przyjąć echo jego głosu. „Pigmej” to jedna z jego lepszych powieści, w moim przypadku strony przewracały się same.


Tytuł: Pigmej
Tytuł oryginalny: Pygmy
Autor: Chuck Palahniuk
Tłumaczenie: Krzysztof Skonieczny
Wydawca: Niebieska Studnia
Data wydania: maj 2011
Rok wydania oryginału: 2009
Liczba stron: 286
ISBN: 9788360979204