Spider-Man i Czarna Kotka. Zło, które ludzie czynią – Kevin Smith, Terry Dodson

#onateż

Maciej Rybicki

Gdyby przyjrzeć się temu, jakie tematy najbardziej rozpalały publiczną debatę w drugiej połowie 2017 roku, na pierwszy plan bez wątpienia wysuwa się problem molestowania na tle seksualnym i budowania świadomości tego zjawiska. Tym bardziej, że temat okazał się uniwersalny bez względu na lokalizację, kulturę, status społeczny czy nawet orientację seksualną – od głośnych deklaracji i zarzutów stawianych gwiazdom Hollywood, aż po miliony kobiet (i mężczyzn), którzy zainicjowali w mediach społecznościowych akcję #metoo. Można by się zastanawiać, na ile wspominanie o tym jest adekwatne do recenzji komiksu. Okazuje się jednak, że jest – i to bardzo! Największy komiksowy wydawca na naszym rynku postanowił bowiem wydać album zatytułowany „Spider-Man i Czarna Kotka. Zło, które ludzie czynią” –  który do tego tematu odnosi się bezpośrednio.

Co ciekawe, choć zawarta tu sześciozeszytowa miniseria ma już swoje lata (publikację rozpoczęto w 2002 roku, zaś ostatnia część wylądowała na sklepowych półkach w pierwszej połowie 2006), to jej tematyka wydaje się nieodmiennie aktualna. Temat „na czasie” to zresztą nie jedyne elementy czyniące ten album interesującym. Pomijając nawet popularność głównego bohatera, magnesem może być także duet twórców, a szczególnie osoba scenarzysty. Choć Kevin Smith cieszy się opinią guru popkulturowych geeków, komiksów, które wyszły spod jego ręki, wcale nie ma tak wiele. Tym bardziej cieszy publikacja każdej kolejnej pozycji. Autor ten ma bowiem nie tylko wyjątkowe wyczucie komiksowej (czy szerzej: popularnej) konwencji, ale także niezwykły talent do poruszania w niej tematów poważnych i trudnych. Za przykład może tu służyć kapitalny „Diabeł stróż”, dotyczący katolicyzmu Daredevila. W przypadku „Zła, które ludzie czynią” okazję stanowi ponowne spotkanie dawnej pary: Spider-Mana i Czarnej Kotki, i śledztwo, które wspólnie podejmują. Na tym poziomie wychodzi kunszt Smitha: relacja między postaciami jest naprawdę świetnie rozpisana – widać tu zarówno chemię, niezręczność, jak i mnóstwo wątpliwości. Znakomity wydaje się też motyw, na którym zbudowana jest fabuła, a także kilka zaskakujących zwrotów akcji. Na słowa uznania zasługuje niewątpliwie odwaga, z jaką scenarzysta podjął tematy wcale nieoczywiste w przypadku Pajęczaka –  to postać wielbiona przez tę młodszą część czytelników Marvela, co siłą rzeczy nakłada pewne ograniczenia na opowieści, których jest bohaterem. Smith nie ma jednak skrupułów i konsekwentnie schodzi coraz głębiej w mrok: przez narkotyki, trudne relacje rodzinne, aż do zagadnienia wykorzystywania na tle seksualnym. Niestety, w tej beczce miodu znajdzie się łyżka (lub dwie) dziegciu. Po pierwsze, bez trudu zauważymy, że seria powstawała długo. W praktyce wyglądało to tak, że po napisaniu trzech zeszytów scenarzysta stracił zainteresowanie tym tytułem (a może zabrakło pomysłu). W efekcie między publikacją trzeciego i czwartego zeszytu była kilkuletnia przerwa. I choć sam Smith zarzekał się, że komiksowi wyszło to tylko na dobre, różnice między pierwszą a drugą połową serii są aż nadto oczywiste. Niestety, nie udało się także ustrzec przed nieco nachalną dydaktyką. Tym samym, choć słowa uznania należą się za samo podjęcie tematu i pokazanie, że problem może dotyczyć każdego – także wyidealizowanych superbohaterów – gdy przyszło do piętnowania zła, zabrakło Smithowi nieco subtelności. Można to oczywiście wybaczyć, choćby składając na karb specyfiki „pajęczej publiczności”, jednak trudno mi oprzeć się wrażeniu, że akurat ten scenarzysta mógł spisać się lepiej.

Ciekawy jest także wybór Terry’ego Dodsona na stanowisko rysownika. Co prawda nie znam dokładnie historii powstania tego komiksu, jednak powierzenie pracy nad serią podejmującą temat molestowania seksualnego artyście, który znany jest między innymi z rysowania ponętnie wypinających swe krągłości postaci kobiecych, może się wydać dość kontrowersyjny. Przecież to właśnie takie kadry, jak ten zdobiący tył okładki, przyczyniają się do obiegowej opinii o komiksach jako o medium adresowanym do dorastających chłopców, których trzeba zaintrygować odpowiednio wyeksponowaną pupą lub biustem. Inna sprawa, że postacie kobiece wychodzące spod ołówka Dodsona (i wspierającej go jako inker żony, Rachel) prezentują się naprawdę nieźle, co mogliśmy widzieć choćby w albumie „Sny: Coraline”. Z rysowaniem przygód Pajęczaka poradził sobie tu zresztą na tyle dobrze, że niedługo po wydaniu pierwszych zeszytów „Zła, które ludzie czynią” powierzono mu pracę nad „Marvel Knights Spider-Man”, pisanym przez Marka Millara. Komiks wygląda więc po prostu bardzo dobrze. Jak już zaznaczyłem, Dodson ma specyficzną kreskę, szczególnie gdy szkicuje kobiety. Jego styl charakteryzują też mocna praca konturem, mało skomplikowane tła (poza splash-page’ami) i przywiązywanie sporej wagi do mimiki. Graficznie jest więc na wysokim poziomie.

Trzeba przyznać, że Egmont niemal idealnie wstrzelił się z tym tytułem w dyskusje przetaczające się ostatnimi czasy przez media. I choć można mieć pewne zastrzeżenia co do sposobu, w jaki Smith i Dodson uprawiają dydaktykę, nie da się ukryć, że to dydaktyka ważna i potrzebna. Tym bardziej, że medium jest tu bohater (a dokładniej bohaterowie), popularny przede wszystkim wśród młodszej części fanów Domu Pomysłów. Biorąc powyższe pod uwagę jestem skłonny przymknąć oko na niedostatki tego komiksu. Koniec końców to mocna, poruszająca opowieść będąca kolejnym przykładem tego, że często infantylizowany Spider-Man znakomicie sprawdza się także w poważniejszych historiach.


Tytuł: Spider-Man i Czarna Kotka. Zło, które ludzie czynią
Scenariusz: Kevin Smith
Rysunki: Tery Dodson
Tłumaczenie: Kamil Śmiałkowski
Tytuł oryginału: Spider-Man/Black Cat: the Evil That Men Do #1-6
Seria: Klasyka Marvela
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: Marvel Comics
Data wydania: styczeń 2018
Liczba stron: 176
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Wydanie: I
ISBN: 978-83-281-2787-6