Bezsilność

Ocena: 
9
Average: 9 (1 vote)

Z satysfakcją zauważyła, że młoda aktorka wzięła głęboki oddech. Ta dziewczyna znała swoją robotę. Czekała ją długa kwestia dialogowa z ukochanym.

Wyglądało na to, że odtwórczyni roli Julii świetnie opanowała warsztat aktorski. Gdyby tylko w wypowiadane słowa wkładała jeszcze więcej uczucia, wyraziściej grała ciałem, popracowała nad  gestami… Na pewno szybko trafiłaby na plan filmowy. Podczas prób wielokrotnie rozmawiano o rolach w serialach i kinowych przebojach.

Skupiła się na słuchaniu.

Tekst brzmiał nieźle, nasycony uczuciem miłości – i zawodu, że stojący pod balkonem młodzieniaszek nosi znienawidzone w jej rodzie nazwisko.

W myślach wtórowała Julii.  Lubiła sztuki Szekspira. Nie wszystkie, bo uważała, że spłodził sporo tandety, pragnąc napełnić pusty trzos.

 

Romeo! czemuż ty jesteś Romeo!

Wyrzecz się swego rodu, rzuć tę nazwę!

Lub, jeśli tego nie możesz uczynić,

To przysiąż wiernym być mojej miłości,

A ja przestanę być z krwi Kapuletów.*

 

Głos wibrował, nasycony poczuciem rozczarowania, że ten, którego Julia pokochała całą duszą, jest śmiertelnym wrogiem jej rodziny.

Rozległy się brawa. Niespecjalnie intensywne, jednak z aprobatą kwitujące sposób przekazania jednej z najważniejszych scen znanej tragedii.

Niebawem ucichły, nie przemieniając się w owację.

Mogła z tej sceny wycisnąć dużo więcej – pomyślała. – Cholera, mimo wszystko spatałaszyła sprawę! Jednak powinna popracować nad  mową ciała. To takie proste, a ona tego nie rozumie! Mogła mieć wielką rolę, a gra zaledwie trochę lepiej niż dobrze.

Chciała wyrzucić z siebie serię bluzgów, ale się powstrzymała. Uważała, że wulgaryzmy uwłaczają jej godności.

Skupiła się na oglądaniu widowni. Szeleściły opakowania chipsów, niekiedy błyskał flesz smartfonu, co pewien czas oklaski wieńczyły dobrze zagraną scenę. Reagowano zbieżnie z jej odczuciami – jest interesująco, ale widowisko nie wywoływało fascynacji teatromanów, wypełniających rzędy foteli. Na pewno myśleli podobnie jak ona: ciekawy spektakl, jednak niespecjalnie poruszający. Niebawem uleci z pamięci.

Przeniosła teraz uwagę na osobę, którą bardzo lubiła – suflera. Pracował, dobrze ustawionym, wyraźnie słyszalnym szeptem przypominając aktorom tekst.

Jego twarz wykrzywiał nigdy do tej pory niewidziany, dziwny grymas.

Obserwowała go od lat, sama nie wiedziała, jak długo. Zdawała sobie sprawę, że nie rozumie miar czasu, ale tym się nie przejmowała. Istniało bardzo wiele spraw, absorbujących jej uwagę, znacznie przecież ciekawszych od liczenia tygodni i miesięcy. Pamiętała, jak się zdziwiła, gdy smoliście czarna czupryna tego podpowiadacza poczęła dziwnie blaknąć. Pojęła, że po prostu siwieje. Czoło i policzki powoli pokrywały zmarszczki. Zastanawiała się na tymi zjawiskami, i wtedy zrozumiała znaczenie cichcem wypowiadanego przez aktorów zwrotu – „chłop się nam starzeje…”.

              *Tekst tragedii Szekspira w tłumaczeniu Leona Ulricha.