Złoty dom Goldenów - Salman Rushdie

Nie całkiem złote koleje losu

Magdalena Golec

Salman Rushdie kojarzy się chyba najbardziej z „Szatańskimi wersetami”. Pozycję tę wciąż mam na swojej liście „chcę przeczytać". Pisarza poznałam natomiast z jego nowszej powieści, „Czarodziejki z Florencji”. Zachwycił mnie językiem, atmosferą baśni, przenikaniem się w jego opowieści magii i rzeczywistości. I mimo że historia była dosyć prosta, to poruszała też poważniejsze tematy, jak chociażby rola kobiety w społeczeństwie, siła władzy, odmienność kultur. Z tego też względu, kiedy pojawiła się okazja przeczytania „Złotego domu Goldenów”, bez wahania z niej skorzystałam.

W dniu inauguracji Obamy jako prezydenta USA do Nowego Jorku przybywa tajemniczy bogacz, Neron Golden. Wraz ze swoimi trzema synami zamieszkuje w Ogrodach, zabytkowej dzielnicy miasta. Cała czwórka zostawiła za sobą przeszłość, odcięła się od swoich korzeni, by rozpocząć całkiem nowe życie. Początkowo było rzeczywiście bardzo udane, ale okazuje się, że zarówno od siebie samego, jak i od własnej historii nie da się uciec. Prędzej czy później minione dni dają o sobie znać, a skrywane tajemnice wychodzą na jaw. Trzeba stawić czoło dawnym problemom, wspomnieniom, niezamkniętym sprawom.

Kronikarzem losów rodziny Goldenów zostaje jeden z ich nowych sąsiadów, René, początkujący filmowiec. To dzięki niemu poznajemy historię czwórki mężczyzn, ich wzloty i upadki. Trzeba przyznać, że to dość nietypowa familia. Głową rodziny jest Neron – starszy mężczyzna, emanujący pewnością siebie, megaloman nieznoszący sprzeciwu i wzbudzający niepokój w innych, ojciec trzech synów.  Każdego z nich dręczą inne problemy. Najstarszy, Petroniusz (Pietia), zmaga się z alkoholizmem i strachem przed światem. Drugi syn – Lucjusz Apulejusz (Apu), to artysta, marzyciel, któremu zawsze brakowało uwagi ojca. I wreszcie najmłodszy członek rodu, efekt romansu seniora – Dionizos (D) – wieczny outsider, dręczony przez ból i problemy z odnalezieniem własnej tożsamości. Życie Goldenów przepełnia tragizm, który nieuchronnie ciągnie ich w przepaść. Może zabrakło w tej rodzinie jedności, większej czułości. Koleje jej losów pokazują bowiem, iż nadmierna kontrola, pieniądze i brak wspólnych rozmów nie są jednak dobrym sposobem na ochronę najbliższych przed upadkiem.

Ze „Złotego domu Goldenów" emanuje filmowy nastrój, co chyba nie dziwi, w końcu narrator pracuje właśnie w tej branży. Wspominane są różne produkcje, ale też niektóre fragmenty powieści mają w sobie coś ze scenariusza filmowego. I tak jak w filmie są sceny pokazujące szerszy plan, krajobraz, otoczenie, również w powieści autor oddala się od bohaterów, ukazując sytuację w Ameryce – aktualne trendy kulturowe, myślowe, politykę, sztukę. Czasem jednak przestaje być jedynie obserwatorem oraz komentatorem otaczającej go rzeczywistości. Stopniowo René staje się porte-parole autora – początkowy świadek życia rodziny Goldenów daje się ponieść emocjom, relacjonuje wydarzenia zgodnie ze swoimi poglądami, przede wszystkim politycznymi. Przyznaję, że nie byłam zachwycona tymi mocno subiektywnymi wtrętami, co nie zmienia faktu, że wiele zjawisk ukazał z niezwykłą trafnością. Chociażby wolność słowa czy poprawność polityczną, które potrafią przybrać wręcz absurdalne formy. Nie wystawisz sztuki, która w tytule ma słowo „wagina”, bo możesz urazić osoby, które czują się kobietami, a tego narządu nie posiadają. Nie możesz użyć słowa „zwariowałeś”, bo jest ono obraźliwe dla osób chorych psychiczne. Albo kwestia poszukiwania tożsamości – bardzo modny ostatnio temat, celnie skomentowany przez Rushdiego. W tej mnogości opcji nie ma miejsca na wahanie, niepewność, trzeba koniecznie przypiąć sobie konkretną łatkę. Nie ma mowy o poszukiwaniu siebie, jest tylko kwestia wyboru określonej roli. Czy to nie jest, paradoksalnie, ograniczenie wolności i indywidualizmu? Bo czyż ludzie nie składają się ze sprzeczności i wątpliwości? Czy naprawdę najważniejszą sprawą powinno być zmieszczenie się w wymyślonych przez kogoś ramach?

„Złoty dom Goldenów” to przede wszystkim powieść o rodzinie, braku porozumienia i demonach, czających się w każdym z nas. Ale nie tylko. Nie sposób bowiem nie odnieść wrażenia, iż rozpad familii Goldenów jest też metaforą rozpadu całego kraju. Rzeczywistość przedstawiona przez autora nie napawa optymizmem. Nastały czasy kłamców, ludzi bezmyślnych, skorumpowanych i zaślepionych nienawiścią. Szerzą się podziały, zamachy i zabójstwa. Nastąpił upadek moralności i wyższych wartości. Czy jest na to jakaś rada? Może chodzi o to, by najpierw przyjrzeć się relacjom panującym właśnie w rodzinie? Oceńcie sami. Ja na koniec powiem jeszcze, że Salman Rushdie nie zawodzi, jeśli chodzi o język, wykreowane postaci oraz poprowadzenie fabuły. Stworzył wciągającą, barwną, poruszającą powieść, po którą z pewnością warto sięgnąć, do czego Was szczerze zachęcam.

Tytuł: Złoty dom Goldenów
Tytuł oryginalny: The Golden House
Autor: Salman Rushdie
Tłumaczenie: Jerzy Kozłowski
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: listopad 2017
Liczba stron: 400
ISBN: 978-83-8062-197-8