Fobia

Ocena: 
8
Average: 8 (1 vote)

Mikołaj szczerzył do niego zęby. „MAM” głosił napis na plakacie. Adam odwrócił wzrok i skupił się na kawie. Gorąca, ale miał jeszcze dwadzieścia minut. W barze był sam, nie licząc kobiety z obsługi. Za oknem blondynka w mini jednocześnie pchała spacerówkę i rozmawiała przez komórkę. Odruchowo zerknął na swój telefon. Jedno nieodebrane połączenie od „Agata”. Otworzył „Kontakty”, odnalazł Agatę na liście i wybrał „usuń”.

Blondynka za oknem zniknęła. Jej miejsce zajęła dziewczyna prowadząca na smyczy szczeniaka. Owczarek niemiecki na nieproporcjonalnie długich łapach, obserwujący wszystko wielkimi oczami. Proporcjonalnie długie nogi jego pani przyciągały i cieszyły oczy.

Zadzwoniła komórka. Numer nic mu nie mówił, więc na wszelki wypadek nie odebrał. Jeszcze kilkanaście minut i będzie mógł iść. Telefon zadzwonił ponownie. Numer chyba ten sam. Przełknął trochę kawy, którą wreszcie dało się pić, i skupił wzrok na idących za oknem matce i córce. Matka była bardzo ładna. Córka nie. Telefon znów zadzwonił. Odebrał.

– Adam, co się dzieje? – usłyszał Agatę. Dotknął przycisku „Rozłącz”. Będzie musiał sprawdzić jak blokować kontakty. Zresztą wkrótce zmieni numer. Pociąg odjeżdżał za piętnaście minut. Wypił kawę, wytarł czoło papierową chusteczką i wyszedł na ulicę.

Słońce raziło. Przyśpieszył, by jak najszybciej znaleźć się na dworcu. Wszedł w chłód i cień korytarza. Dawno tu nie był, ale pamiętał drogę. Prosto i w prawo, a potem już wyjście na perony. Bilet kupił wcześniej przez komórkę. Skręcił w prawo i omal się nie przewrócił. Potknął się o wystającą płytkę. Kilka metrów dalej w posadzce była olbrzymia dziura. Przed nią sznurek z tabliczką „brak przejścia”. Cofnął się, rozglądając się za znakami wskazującymi obejście. Żadnych oznaczeń, za to przechodziła para z podwójnym wózkiem i wielką walizką na kółkach. Skręcił za nimi w następny korytarz. Pojawiły się oznaczenia. Niestety zrobiło się też tłoczno. Wyminął rodzinę z walizką, przecisnął się między kobietą przebierającą na straganie w czapeczkach dla niemowlaków a drugą oglądającą grzechotki i utknął w dzieciach. Wszystkie trzymały torby z McDonald’s, wszystkie jadły, wszystkie mówiły. Trzy opiekunki starały się ustawić grupę w pary. Szło to powoli. W końcu, nie przestając jeść i mówić, kolumna ruszyła, a on mógł skręcić w następny korytarz. Kierując się wskazaniami na tablicach wyszedł na powierzchnię i w skwar. Zadzwonił telefon. Numer chyba inny, więc odebrał.

– Adam, jesteś? – Agata.

– Nie mogę teraz rozmawiać. Zadzwonię za jakieś dwadzieścia minut, dobrze? Nic się nie dzieje. Cześć, muszę kończyć.

W dali widział perony i ludzi czekających w słońcu. Wszedł w cień rzucany przez żłobek "Mały geniusz" i biurowiec firmy tworzącej gry komputerowe dla dzieci do lat trzech. Banner na biurowcu głosił: „Jesteś testerem z 3-letnim doświadczeniem? Dołącz do nas!”.

Budka z lodami, pod którą dwójka kilkulatków starannie liczyła swoje monety, sklep "Gumy świata" i wreszcie znów teren dworca. Zszedł pod ziemię i wyszedł na peron. Pociąg do Berlina właśnie wjeżdżał.

– Przepraszam, mam prośbę. Czy mógłby pan sprawdzić już teraz mój bilet? Komórka zaraz mi się rozładuje, a nie mam kabla do ładowania. Bilet mam tylko w telefonie.

Konduktor przyłożył czytnik do ekranu.

– Nie ma problemu. Za chwilę przyniosę panu zaświadczenie, które pokaże pan mojemu koledze po niemieckiej stronie.

Adam wrócił na swoje miejsce. Wydobył z kieszeni telefon, wyłączył go i – po chwili namysłu – wyjął kartę SIM. Pociąg mknął.