Gra ze śmiercią

Ocena: 
0
Brak głosów

Nareszcie przyszła. Drżącymi rękoma Olgierd odebrał przesyłkę od listonosza. Niemalże wyślizgnęła mu się ze spoconych dłoni, gdy biegł do pokoju. O nie, taki skarb, gdyby się rozbił, nie, nie przebaczyłby sobie tego…

Włączył telewizor, potem Playa Siedem i w końcu otworzył paczkę. Przez chwilę raczył oczy widokiem pięknego opakowania – potężni bohaterowie z ogromnymi spluwami stali nad truchłami kosmicznych monstrów, a wielki napis dumnie głosił, że oto na dysku wypalono dwudziestą część ich przygód. Olgierd otarł łzę. Od trzydziestu pięciu lat był wiernym fanem serii: był z nią od samego początku, od pierwszej części, jeszcze w 2D, jeszcze niedocenionej przez krytyków i graczy, on jednak już wtedy wiedział, że będzie to wielka saga, sukces komercyjny i artystyczny. Ach, ileż poranków i wieczorów spędził na masakrowaniu obcych! Ile razy odczuwał dumę z dobrze wykonanych (na sto procent i ze wszystkimi sekretami) misji! A teraz miał zagrać w część jubileuszową… To trzeba uczcić!

Z tej okazji wyjął drugiego pada. Potnie z kimś na co-opie, będzie zarąbiście. Sięgnął po komórkę i już miał wdusić jakieś cyfry, gdy wtem sobie uświadomił, że w sumie nie ma do kogo zadzwonić. Nie znał numerów połowy swoich dawnych znajomych. Pozostali opiekowali się dziećmi, niektórzy nawet wnukami, i nie mieliby czasu z nim zagrać… On jakoś tak do tego wszystkiego nigdy nie miał głowy, energii, chęci, a przede wszystkim: ciągle był zajęty. Ludzie  przychodzili i odchodzili, nikt nie zostawał, tylko jego ukochana seria zawsze z nim była. No cóż, to pogra jak zwykle: sam.

Już siadł na kanapie, już odpadał program, już sycił oczy widokiem pięknego menu, gdy wtem drzwi do jego mieszkania otworzyły się z hukiem. Zerwał się na nogi i z przerażeniem zobaczył, jak do pokoju ładuje mu się sama Śmierć. Zbladł, oblał go zimny pot.

– Przyszłaś po mnie? – jęknął Olgierd; życie przeleciało mu przed oczami, jak na filmach. I nagle wszystkie żale, wszystkie braki, cała ta pustka, lęk, smutek, do tej pory skrywane gdzieś w podświadomości, wypłynęły na wierzch, z pełną mocą. – Teraz już rozumiem! – skamlał. – Zmarnowałem czas na grach! Ale daj mi jeszcze rok, proszę, rok! Błagam! Nie dłużej, obiecuję! Chciałbym w końcu pożyć, choćby przez sekundę! Błagam! A jak chcesz, to mogę o wszystkim opowiedzieć innym, żeby nie marnowali ani chwili! Będę dla nich przestrogą! Och, jakiej nauczki udzielisz im za moim pośrednictwem…!

– Stary, co ty bredzisz? – zdziwiła się Śmierć, sadowiąc się na kanapie. – Kto ci pisze teksty, co? Jakiś niezły grafoman. Uspokój się, bo zawału dostaniesz i rzeczywiście zejdziesz.

– A… a więc nie przyszłaś po mnie? – Zdumienie Olgierda nie znało granic. Osunął się bezwładnie obok swego niecodziennego gościa.

– A skądże! Nie mam cię w planach. No, przynajmniej nie w najbliższej przyszłości… – Sięgnęła kościaną łapą po pada. – Akurat byłam w pobliżu, a wiedziałam, że ty jako pierwszy w okolicy będziesz miał tę gierkę, jeszcze przed premierą. No wiesz, ja też jestem fanką. Przeszłam wszystkie części! Tej jednak nie mogłam kupić, nie uwierzysz,  obsługa klienta u nich schodzi na psy, przepraszają, ale przestają prowadzić sprzedaż wysyłkową do Zaświatów, wyobrażasz to sobie? Że podobno mała opłacalność, duże koszty i takie tam pierdoły. A do ich siedziby nie mogę wejść, tak strzegą tajemnic handlowych, że nawet Śmierć się nie prześlizgnie! No to co miałam robić? Też chciałam pograć sobie jak najszybciej, wpadłam więc do ciebie.

Olgierd gapił się na nią i musiał wyglądać bardzo głupio, bo pokręciła czaszką, wyraźnie skonsternowana.

– Słuchaj, nawet Śmierć czasami może mieć dość roboty, nie? Nie rozdziawiaj tak gęby, tylko gramy. – To mówiąc, wcisnęła mu drugiego pada w drżącą dłoń. – Ty jesteś plajer tu, okej? I walimy na ko-opie. Zobaczysz, ze mnie żaden nub!