Trudne decyzje

Ocena: 
9
Average: 9 (2 votes)

Moja pierwsza praca. W umowie napisano dumnie „asystent kancelarii”, choć byłem tylko zwykłą „sekretarką” - trybikiem w machinie, ale dosyć szybko znalazł się ktoś kto uświadomił mi, że nawet ja mógłbym wiele zmienić podmieniając od czasu do czasu pewne dokumenty. I mógłbym mieć z tego wymierne korzyści finansowe. Szlag by to trafił! Zawsze starałem się być uczciwy, ale to mogło przyspieszyć operację ojca. Jeden durny świstek…

- Ja tam bym się nie zastanawiał – niski głos sprawił, że podskoczyłem. Mężczyzna był czarnowłosy i brodaty. Nikt z urzędu, na pewno rozpoznałbym te lenonki.

- Słucham? Kim pan jest? – I skąd do cholery wiesz o czym myślę, dodałem w głowie.

- Przyjacielem. I jako dobry przyjaciel uważam, że powinieneś wziąć tę „drobną fuchę”. Dla ojca. – No pięknie, mafia postanowiła szantażować akurat mnie.

Nie zdążyłem jednak odpowiedzieć, bo zza moich pleców rozległo się głośne chrząknięcie.

- Ja bym tego nie robił. Pewne wartości są ważniejsze niż własna korzyść. – Uwagę wygłosił długowłosy rudzielec. Gość najwyraźniej wszedł przez okno. Wojna gangów czy co?!

- Chwilunia, życie ojca nie jest ważniejsze niż jakieś tam zasady? – Brodacz wyraźnie się zirytował.

- A co z ludźmi, który stracą dach nad głową przez tę fałszywą umowę? Ich życie się nie liczy? – Rudy zrobił się czerwony na twarzy, co upodobniło go do pochodni.

Kłótnia rozgorzała na dobre. Dyskutanci przestali zwracać na mnie uwagę, a ja nie wiedziałem czy śmiać się na widok dwóch obcych przerzucających się argumentami i obelgami, czy srać po gaciach ze strachu przed tajemniczymi organizacjami, które reprezentowali.

- Przepraszam – wtrąciłem nieśmiało, gdy obaj łapali oddech. – Kim panowie są, do cholery?

- No jak to? To ja. Twój Anioł Stróż – rudy był wyraźnie zdziwiony moją ignorancją. - Diabeł Stróż do usług. Właśnie pomagamy ci podjąć decyzję – roześmiał się brodacz na widok mojej reakcji.

- To jakiś głupi program wkręcający urzędników, prawda? – To musiało być to. W każdym razie na pewno jakiś absurdalny dowcip.

Poczułem ulgę. Cała sytuacja z łapówką z pewnością jest podpuchą. Mina mocno mi zrzedła, kiedy brodacz w lenonkach prychnął pogardliwie w odpowiedzi na moją sugestię i wyciągnął z rękawów dwa wąskie sztylety. Spojrzał wyzywająco na długowłosego, który w pustych jeszcze przed chwilą dłoniach ściskał spory miecz.

Kiedy wylazłem spod biurka po rudym nie było śladu. Na widok triumfalnego uśmiechu brodacza potulnie sięgnąłem do plecaka i podmieniłem dokumenty.

Niedługo później okazało się, że moi „goście” wcale nie kłamali. Ilekroć musiałem podjąć wątpliwą moralnie decyzję pojawiali się obaj żeby stoczyć pojedynek. Zawsze kiedy brałem stronę zwycięzcy decyzja okazywała się słuszna. Kiedy tylko spróbowałem wybrać stronę przegranego kończyło się to katastrofą.

Teraz, w wieku 80 lat, jestem wystarczająco doświadczony żeby samemu podejmować decyzje. Ale oni, choć też już niemłodzi, ciągle walczą. Najśmieszniej jest, kiedy zaczynają się okładać laskami.

Garbaty diabeł i bezzębny anioł.