Przepowiednia

Ocena: 
7.5
Average: 7.5 (2 votes)

Kiedy byłam mała, babcia powiedziała mi, że jestem przeznaczona królowi elfów. Według pradawnej przepowiedni musiałam zostać jego żoną i zasiąść na tronie Krainy Półświatła, by uchronić miliony istnień przed pogrążeniem w chaosie. Pamiętam, że jako mała dziewczynka wyczekiwałam, aż następca tronu pojawi się na progu naszego domu, cały w czerni i srebrze, poprosi mnie o rękę i wraz ze mną pogalopuje w stronę zachodzącego słońca. Wyobrażałam sobie długie, srebrzyste włosy opadające na kołnierz czarno-srebrnej tuniki. Niemal słyszałam dzwoneczki na końskiej uprzęży i miarowy tętent kopyt.

Wreszcie nastał dzień, w którym miała dopełnić się przepowiednia.

Na progu stał przeznaczony mi przez los  książę. Tak jak w opowieściach babci, srebrzyste włosy niemal całkowicie zasłaniały szpiczaste uszy. Przepastny, aksamitny płaszcz spięty był diamentową zapinką, rękawy tuniki wykończono srebrną nicią. Maja i Sara patrzyły na niego oczarowane, wyglądając  zza moich nóg. Żadna z nich nie śmiała pisnąć nawet słówka, mimo że na ogół były aż nadto bezpośrednie wobec gości.

– To ty – powiedział po prostu książę. Spoglądał na mnie wielkimi, migdałowymi oczami w kolorze intensywnego błękitu. – Moja wybranka z przepowiedni.  – Ostrożnie potwierdziłam to ruchem głowy. Wszystko wskazywało na to, że ma rację. Tak wiernie pasował do znanego mi opisu. – Moja pani. Pójdź ze mną, mój koń czeka pod tym…

– Blokiem – podpowiedziałam, widząc, że elf zastanawia się, jak nazwać przedziwną budowlę, przed którą musiał się zatrzymać, by mnie odnaleźć. – Właściwie wieżowcem.

Książę poruszył ustami, próbując powtórzyć wymowę obcego, nieznanego mu słowa.

– Chodź ze mną, pani. Czas nam ruszać w drogę do Krainy Półświatła. Gęstnieją nad nią ciemne chmury chaosu, musimy je rozegnać.

Popatrzyłam niepewnie to na niego, to na moje córki, wciąż zafascynowane strojem elfa. Młodsza, Sara, z przejęciem ssała kciuk. W pokoju grał telewizor. Syn oglądał mecz wraz z moim obecnym partnerem.. Cieszyłam się, że spędzają czas razem, dopiero niedawno zaczęli się dogadywać.

– Spokojnie, powoli. – Pogłaskałam pięcioletnią Maję po jasnych, kręconych włosach. – Nie ma sensu się tak spieszyć, wyjaśnijmy sobie najpierw kilka spraw. Może wejdziesz do nas na herbatę?

– Moja pani. – Elf skłonił głowę – gnałem, co koń wyskoczy, by cię odnaleźć. Nie ma czasu do stracenia!

– Tylko że ja w tym momencie nie bardzo mogę… – Spojrzałam znacząco na Maję i Sarę, które wciąż tuliły się do moich nóg. – To wszystko jest trochę skomplikowane. Gdybyś tylko przyjechał kilka lat wcześniej…  Myślałam, że przyjedziesz wcześniej.

Myślałam, że pojawisz się na progu mojego liceum i odciągniesz mnie od złego towarzystwa. Myślałam, że odnajdziesz mnie w akademiku, zanim pójdę na imprezę do klubu i wpadnę z pierwszym napotkanym chłopakiem. Myślałam, że uratujesz mnie od toksycznego związku ojcem dziewczynek lub wyciągniesz ze szponów depresji, w którą wpadłam po urodzeniu Sary! Dlaczego musiałeś pojawić się akurat teraz, kiedy mam Roberta, kiedy wszystko zaczyna się układać?!

Elf najwyraźniej zdołał odczytać te wszystkie oskarżenia z mojej twarzy. Błękitne oczy pociemniały.

– Wybacz, moja pani – Uderzył się w pierś dłonią w skórzanej rękawiczce. – Czas w Krainie Półświatła płynie inaczej. Dopiero teraz stałem się godzien tego, by zasiąść na tronie i najszybciej jak mogłem, ruszyłem na poszukiwania przeznaczonej mi wybranki.

– Cóż, spóźniłeś się.

– Wybacz mi, pani, i chodź ze mną jak najszybciej. Mój lud cię potrzebuje!

– A ty? – spytałam. – Potrzebujesz mnie?

– Oczywiście, moja pani. Od kiedy tylko usłyszałem treść przepowiedni, śniłem jedynie o tobie.

Kochanie, kto to? – rozległ się w przedpokoju głos Roberta. – Z kim rozmawiasz?

– Jakiś gość od kablówki, zaraz go spławię – odkrzyknęłam. Popatrzyłam surowo na elfa. – Cóż, moja rodzina potrzebuje mnie bardziej – powiedziałam , biorąc tulącą się do mnie Sarę na ręce.

Piękne oblicze elfa było tak smutne i pełne rezygnacji, że niemal zrobiło mi się go szkoda. Rozważałam nawet, czy nie nagrodzić go za długą, męczącą podróż i przynajmniej nie zaprosić na stygnące na kuchennym blacie ciasto. Mógłby usiąść na kanapie obok Adriana i Roberta, obejrzeć mecz razem z nimi, a później ruszyć na dalsze poszukiwania wybranki. Może Andżelika spod czwórki byłaby chętna uratować Krainę Półświatła? Kiedy to zaproponowałam, popatrzył na mnie z niedowierzaniem.

– Moja pani, nie ma czasu na jadło i odpoczynek! – oburzył się. – Musimy natychmiast ruszać, mojej krainie grozi zagłada!

– Przykro mi – odparłam. – Nigdzie się stąd nie ruszam, nie mogę ich zostawić.

Dłoń w skórzanej rękawiczce schwyciła Maję za szyję. Mała wrzasnęła, przestraszona i zdezorientowana. Nie spodziewała się, że piękny królewicz coś jej zrobi. Ja też się nie spodziewałam, opowieści babci mówiły zupełnie co innego. Elfy są dobre i szlachetne! Nie łapią bezbronnych dzieci i nie próbują ich dusić!

– Co tu się dzieje? – Do przedpokoju wpadł Robert. Zatrzymał się jak wryty na widok wycelowanej w niego kuszy. Maja wykorzystała to, że ręce elfa zajęte są bronią i wtuliła się we mnie, szlochając. – Co to za jeden?

– Jestem władcą Krainy Półświatła – odparł elf, nieubłaganie mierząc w jego serce. – I przybyłem po moją panią, przeznaczoną mi mocą pradawnej przepowiedni.

Robert błądził wzrokiem między mną, moimi córkami a stojącym w progu uzbrojonym przybyszem. W gęstej, czarnej brodzie wciąż tkwiły okruchy chipsów, a koszulka z logo jego ulubionej drużyny piłkarskiej była poplamiona sosem czosnkowym. W dłoni trzymał puszkę z piwem.

– W sensie, że kto? – spytał.

Elf ruchem głowy wskazał na mnie.

– Marta? – upewnił się Robert. Zmarszczył brwi, podrapał się po ogolonej na łyso głowie i popatrzył na mnie podejrzliwie. – Czegoś jeszcze mi nie powiedziałaś?

– Kochanie, wszystko ci wyjaśnię…

Elf najwyraźniej nie zamierzał mi na to pozwolić.

– Pójdziesz ze mną po dobroci, moja pani! – powiedział – Albo go zastrzelę i zabiorę cię stąd tak czy inaczej.

– Nie! – zaprotestowałam.

Z salonu wypadł Adrian i zatrzymał się niepewnie w progu, próbując swoim czternastoletnim umysłem ogarnąć, co się właściwie dzieje. Ciemna grzywka jak zwykle opadała mu nieporządnie na twarz.

– Mamo?

– Nie rób tego, proszę! – zwróciłam się do elfa, gestem nakazując synowi powrót do pokoju. – Nie widzisz? Nie jestem już gówniarą gotową, by z tobą odejść cholera wie gdzie! Mam trójkę dzieci, dobiegam czterdziestki! Poszukaj kogoś innego, na pewno znajdziesz dużo dziewczyn gotowych ci towarzyszyć!

– O tobie mówi przepowiednia! – sprzeciwił się elf. – Żadna inna nie może cię zastąpić! Pójdziesz czy mam go zastrzelić?!

– Wy tak na poważnie? – zdziwił się Robert. Dopiero teraz naprawdę dotarło do niego, co się dzieje. – Odczep się od mojej kobiety! – warknął.  Uderzył dłonią o dłoń, prężąc pokryte tatuażami ramiona i ruszył w stronę elfa. – Wynocha! Już! Won, przybłędo!

Rozległ się świst, a następnie gardłowy okrzyk. Strzała wystrzelona z kuszy przebiła ramię Roberta. Osunął się po ścianie na pokrytą wykładziną podłogę. Adrian przypadł do niego, próbując jakoś zatamować krew.

– Następna będzie śmiertelna – ostrzegł elf, sięgając do kołczanu i ponownie ładując broń. Sara i Maja płakały w moich ramionach. Robert klął w sposób, którego dzieci absolutnie nie powinny słyszeć. – Więc jaka jest twoja decyzja, pani?

– Dlaczego to robisz? – spytałam, krok za krokiem przesuwając się w stronę Roberta. – Po co ci to? Jakie to ma znaczenie, czy z tobą pójdę, czy nie?!

– Pani, nie jestem bez serca – zadeklarował elf, przecząc wszystkim swoim dotychczasowym działaniom. – Nie posuwałbym się do tego, gdyby nie racja stanu! Moja kraina jest w niebezpieczeństwie, setki istnień zostaną pochłonięte przez chaos, jeśli razem nie zasiądziemy na tronie! Zostałem wysłany z misją ostatniej szansy i żałuję, że nie mogę odejść z kimś innym! Twoja ofiara i poświęcenie, szlachetna pani, uświęcą nasze małżeństwo i pozwolą ocalić Krainę Półświatła przed zagładą!

– Gówno, nie poświęcenie! – odwarknęłam, spoglądając na niego wrogo sponad głowy Sary. – Nic mnie nie obchodzi twoja kraina i twoi ludzie, nigdy nie widziałam ich na oczy, jak dla mnie mogą nawet zdychać! – wyrzuciłam z siebie. – Nie chcę z tobą iść!

Twarz przybysza wykrzywiła się, jakby właśnie otrzymał siarczysty policzek. Błękitne oczy zaszkliły się łzami.

– Błagam, zaklinam na wszystkie świętości, zaklinam na twoja rodzinę!  – Elf  wskazał na Roberta i próbującego go opatrzyć Adriana. – Wiesz, że jestem w stanie go zabić. Wiesz, że nie zawaham się przed tym, jeśli sytuacja będzie tego wymagała. Idź ze mną dobrowolnie, nie każ mi go zabijać! Nie jestem mordercą, chcę tylko ocalić moich podwładnych!

Mocniej przytuliłam dziewczynki.  Elf był zdesperowany. Częściowo rozumiałam jego stanowisko, nie osłabiało to jednak nienawiści, jaką w tym momencie go darzyłam. Nie chciałam i nie mogłam odejść, ale nie wątpiłam, że intruz zabije Roberta i siłą wsadzi mnie na konia, jeśli tylko zdoła usprawiedliwić to racją stanu.

Mogłam w ramach dramatycznego protestu powiedzieć, że prędzej umrę niż z nim pojadę, ale jaki to miało sens? Martwa nie pomogę mojej rodzinie bardziej niż uprowadzona przez elfa. Kto się zajmie dziećmi? Jeśli rzeczywiście miałam stąd odejść, Robert musiał przeżyć. Nie kochałam go, nie tak bardzo jak moich poprzednich mężczyzn, ale był dla mnie dobry i potrafiłam znaleźć przy nim spokój. Potrafiłby zaopiekować się dzieciakami.

Spojrzałam w oczy elfa, szukając jakiegokolwiek potwierdzenia. Jego oczy widziały przyszłość. Mówiły mi, że wcale nie będzie dobrze. Że Robert nie będzie miał do nich serca. Nie skrzywdzi ich, ale zniknie, gdy tylko Adrian osiągnie pełnoletniość. Że Maja wpadnie w złe towarzystwo, a Sara prawdopodobnie prędzej czy później będzie potrzebować opieki psychiatry.

– Nie ułatwiasz mi tego – wyszeptałam, spoglądając na elfa załzawionymi oczami. Wiedział o tym i również cierpiał, wciąż celował jednak kuszą w serce Roberta.

– Mogę się chociaż pożegnać?

Krótko skinął głową, nie opuszczając broni. Tuliłam moje dzieci po raz ostatni, nienawidząc się za podjętą właśnie decyzję. Dziewczynki prawdopodobnie i tak były za małe, by zapamiętać, co się stało. Adrian powie im kiedyś, że ich mamę porwał piękny, srebrnowłosy elf w czarnych szatach, została jego żoną i ocaliła Krainę Półświatła przed zagładą. Pokiwają głowami, przekonane , że brat opowiedział im to, by ukryć bardziej bezlitosną prawdę, że mama umarła lub po prostu je porzuciła. Nie uwierzą, że naiwna, słodka historia, którą próbowano zamydlić im oczy to najprawdziwsza prawda.