Torpedo 1972 – Enrique Sánchez Abulí, Eduardo Risso

Strzeż się cyngla z Parkinsonem

Maciej Rybicki

„Torpedo 1936” Enrique Sáncheza Abulíego i Jordiego Berneta cieszy się od lat opinią jednego z najlepszych europejskich czarnych kryminałów… a może i nie tylko europejskich. Perypetie tytułowego Torpedo – płatnego zabójcy, żyjącego w nowojorskim półświatku czasów Wielkiego Kryzysu – przez lata zdobywały uznanie i sympatię tak fanów, jak i krytyków. Najlepszym tego przykładem może być uhonorowanie serii nagrodą dla najlepszego albumu zagranicznego na Festiwalu w Angoulême w 1986 roku Lata jednak mijały, a o kolejnych przygodach gangstera było niepokojąco cicho… aż do tego roku, gdy do hiszpańskiego scenarzysty dołączył znany choćby ze „100 naboi” rysownik Eduardo Risso. W efekcie ich współpracy powstała kontynuacja cyklu. Przed państwem „Torpedo 1972”.

Choć tytułowemu bohaterowi przybyło lat, zmarszczek i chorób, niewątpliwie nie ubyło mu charakteru, cynizmu i ciętego języka. A także znajomości meandrów przestępczego światka sprzed lat. Abulí rozpisał tu kameralną historię na kilka postaci; jej głównym motywem jest dziennikarskie śledztwo na temat gangsterskiego morderstwa sprzed lat. Mimo że świat się zmienił – wszak akcję osadzono w latach siedemdziesiątych – zasady rządzące przestępczymi porachunkami pozostały takie same. Między innymi takie, że wiedza kosztuje… czasem bardzo wiele. Hiszpański autor scenariusza trzyma się tu bardzo prostej formuły, w której poszczególne sceny bezpośrednio z siebie wynikają. Historia wydaje się więc dość liniowa i przewidywalna. Jest dosadnie, brutalnie i w punkt, z wyraźnym trzymaniem się konwencji. Fani postaci i jej przeszłych perypetii powinni więc być usatysfakcjonowani – dostaną ulubionego bohatera wraz ze swoim nieodłącznym towarzyszem Rascalem, tyle że w nowych okolicznościach. Gorzej jednak, że jako odrębne dzieło album ten już nie broni się tak dobrze. Postacie zarysowano raczej konturowo, podobnie jak ich motywacje. W zasadzie o głównych bohaterach więcej mówi wstęp niż właściwy komiks. Postacie drugiego planu także wydają się cokolwiek papierowe, a interakcje między nimi są zwyczajnie sztywne. Oczywiście kontekstu dostarcza tu konwencja, jednak w otoczce nieco odmiennej od klasycznego sztafażu noir; trudno oprzeć się wrażeniu, iż mamy do czynienia co najwyżej z wariacją na temat, jeśli nie pastiszem. Kuleje też nieco humor: jakby wymuszone cięte riposty przeplatane są slapstickiem lub kuriozalną brutalizacją. W efekcie powstaje komiks, którego potencjał i aspiracje zdecydowanie przerosły efekt końcowy.

Pewnym plusem wydają się być ilustracje Eduardo Risso. Czterokrotny laureat nagrody Eisnera i dwukrotny Harveya sprawnie przenosi stylistykę oryginału w kolorowe lata siedemdziesiąte. Bohaterowie są odpowiednio stetryczali, kadry zaś sugestywne, mimo graficznej prostoty. Ta zresztą podkreślona jest przez stonowaną paletę barw. W efekcie „Torpedo 1972” wygląda po prostu dobrze, adekwatnie do obranej stylistyki.

Dobra robota, którą wykonał przy tym komiksie argentyński rysownik to jednak trochę za mało. Nowe przygody (a w zasadzie przygoda) Torpedo nie intrygują i nie porywają. Pewnie fani serii znajdą tu coś więcej niż tylko namiastkę klimatu oryginału, muszą być jednak świadomi, że upływające lata odcisnęły piętno na tym komiksie. Lektura ma wiec szansę wywołać pewne miłe wspomnienia, obawiam się jednak, że równie łatwo doprowadzić może do wniosku, że to se ne vrati. Jako pojedynczy album „Torpedo 1972” prezentuje się bowiem poniżej oczekiwań.

Tytuł: Torpedo 1972
Scenariusz: Enrique Sánchez Abulí
Rysunki: Eduardo Risso
Tłumaczenie: Jakub Jankowski
Tytuł oryginału: Torpedo 1972
Wydawnictwo: Non Stop Comics
Wydawca oryginału: Panini
Data wydania: listopad 2017
Liczba stron: 64
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 200x265
Wydanie: I
ISBN: 978-83-8110-182-0