Guardians of the Galaxy. Strażnicy w rozsypce – Brian Michael Bendis, Nick Bradshaw i inni

Dziel i rządź

Maciej Rybicki

W zasadzie od samego początku wydawanej w ramach Marvel Now! serii „Guardians of the Galaxy”, autorstwa Briana Michaela Bendisa grupa gwiezdnych herosów była stylizowana na kosmiczną wersję Avengers, jeśli wręcz nie na ich pozaziemski oddział. Zaangażowanie w sprawy naszej planety, kontakty z Tonym Starkiem, wreszcie czynny udział w wydarzeniach „Nieskończoności” czy „Procesu Jean Grey” pokazały, że związek Star-Lorda, Draxa, Gamory, Rocketa i Groota z naszą planetą jest znacznie ciaśniejszy, niż można by się spodziewać. Najnowszy tom serii nawiązuje nieco do jednej z najlepszych historii o Avengers nawet tytułem, choć, w polskim tłumaczeniu, może to umknąć czytelnikowi. W oryginale album ten został jednak wydany pod jednoznacznie kojarzącym się tytułem: „Guardians Disassembled”.

Obawy o to, że Bendis zacznie zjadać własny ogon, tworząc kopię opowieści znanej u nas jako „Upadek Avengers”, okazały się uzasadnione tylko częściowo. Faktycznie, Amerykanin rozdziela Strażników, zmuszając poszczególnych bohaterów do działania na własną rękę, jednak w tym przypadku jest to zasadnicza część historii, a nie jej efekt. W efekcie mamy zaś pewną powtarzalność motywów w przypadku wszystkich postaci, nawet jeśli każda z nich musi zmagać się z innym przeciwnikiem. Fabuła jest więc, co tu dużo kryć, średnio porywająca. Sporadyczne zaskakujące momenty lub te które można uznać za zwrot akcji, tak na dobrą sprawę opierają się na wykorzystaniu  deus ex machina. Chyba najlepszym punktem jest wprowadzenie na arenę wydarzeń Agenta Venoma/Flasha Thompsona – rekomendowanego przez Tony’ego Starka na nowego członka Strażników. Na pierwszy rzut oka nieco życia jest też w wątku oplecionym wokół Petera Quilla i jego konfliktu z ojcem – królem Spartaksu. Całość psuje jednak kuriozalne rozwiązanie. Poza tym postacie są wyjątkowo jednowymiarowe. Czy to Drax, czy to Angela, czy to Rocket, czy Gamora: wszyscy w zasadzie sprowadzeni są do tego, żeby dostarczać czytelnikowi okazji do oglądania efektownej rozwałki. Zasadnicza część historii fabularnie wypada więc raczej blado, a poza tym można zauważyć tendencję autora do korzystania z dziwacznych rozwiązań (czego ukoronowaniem jest zupełnie bezsensowne pojawienie się  Carol Danvers).

Zasadniczej części Bendisowskiego scenariusza niestety nie ratują też rysunki. Po pierwsze, Nick Bradshaw jest artystą co najwyżej poprawnym. Anatomia, ruch, dynamika, w większości przypadków jest w porządku, gorzej niestety bywa z rysowaniem twarzy, które czasem wyglądają nieco karykaturalnie. Gryzie się to ze stylem tego autora, bynajmniej nieaspirującym do miana kreskówkowego. Sytuacji nie poprawia chaos wywołany częstymi zmianami rysowników, gdyż historię tę ilustrowało jeszcze pięciu grafików. Gdy doliczymy do tego kolejnych pięciu tuszników, a także czterech kolorystów, nietrudno zgadnąć, że zasadnicze cztery zeszyty składające się na czwarty tom „Strażników Galaktyki” są po prostu estetycznym miszmaszem! Ten chaos i przypadkowość pogłębia wrażenie, że autorzy, tworząc poszczególne plansze, nie komunikowali się ze sobą a redaktor tomu pokpił sprawę. Zdarza się więc, że na przykład ta sama postać nosi na sąsiadujących stronach inny strój (w ramach jednej sceny!). Co gorsza, nawet gdy trafiają się lepsze momenty, nie zawsze można na podstawie  stopki zidentyfikować, który z artystów odpowiedzialny jest za te konkretne strony. Trudno więc oprzeć się wrażeniu, że komiks powstał nieco na siłę, jakby wydawnictwo ,chcąc dotrzymać terminów, oddało przygotowanie poszczególnych plansz ludziom z łapanki.

Na szczęście jednak zasadnicza historia pióra Bendisa to nie cały album. Zawartość „Strażników w rozsypce” uzupełniają bowiem miniaturki poświęcone Grootowi i oryginalnym Strażnikom, a także pierwsze występy obecnych inkarnacji Captain Marvel/Carol Danvers i Agenta Venoma/Flasha Thompsona. Rzut oka na rodzinną planetę Groota, duetu Andy Lanning/Phil Jimenez, jest po prostu uroczy. Za to krótka historia napisana przez Dana Abnetta, pokazująca klasycznych Strażników Galaktyki na zniszczonej Ziemi przyszłości, czaruje fantastycznymi rysunkami Gerardo Sandovala. Dość mieszane odczucia mam w przypadku fragmentów pokazujących debiuty najnowszych inkarnacji Captain Marvel i Venoma. Pierwszy zeszyt poświęcony nowemu wcieleniu Carol Danvers niewątpliwie wyróżnia się nostalgicznym tonem, a także niecodziennymi, jak na amerykański mainstream, rysunkami. O ile jednak klimat jest w nim naprawdę dobry, nieźle odzwierciedlający ewolucję tej postaci, o tyle już oprawa graficzna nieco rozczarowuje niekonsekwencją (patrz: zupełnie losowo zmieniający się wygląd kostiumu bohaterki na dwóch sąsiadujących stronach pokazujących ją w podobnej pozie… wykonanych przez tego samego rysownika!), choć widać, że artysta – Dexter Soy – ma niemały talent. Za to osiem stron pochodzących z pisanego przez Dana Slotta „The Amazing Spider-Man”, pokazujących przyjęcie symbionta przez Flasha Thompsona, wydaje się całkiem w porządku, choć spokojnie można by poświecić temu tematowi cały zeszyt.

„Strażnicy w rozsypce” rozczarowują. Co prawda album popycha do przodu fabułę serii i, jak przystało na ten tytuł, jest odpowiednio kolorowy i napakowany akcją. Trudno się jednak oprzeć wrażeniu chaosu. Jakby ani redakcji, ani Bendisowi specjalnie nie chciało się   przyłożyć do pracy. Niestety, komiksowi „Guardians of the Galaxy” coraz bardziej utwierdzają mnie w przekonaniu, że są niczym więcej, jak po prostu średniakiem. Kolorowym, dynamicznym, ale de facto mało ekscytującym. Dobrze chociaż, że jeszcze są w tej serii momenty, dla których warto po nią sięgać. Zobaczymy, jak wypadnie tom piąty, powiązany z „Grzechem pierworodnym”. Na okładce zapowiedzi widnieją Thanos i Nova, więc może, może… coś się zadzieje?


Tytuł: Strażnicy w rozsypce
Seria: Guardians of the Galaxy. Strażnicy Galaktyki
Tom: 4
Scenariusz: Brian Michael Bendis i inni
Rysunki: Nick Bradshaw I inni
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Tytuł oryginału: Guardians of the Galaxy: Guardians Disassembled(Guardians of the Galaxy, #14-17, Free Comic Book Day 2014 (Guardians of the Galaxy) #1, fragmenty Captain Marvel #1 I Amazing Spider-Man #654)
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: Marvel Comics
Data wydania: wrzesień 2017
Liczba stron: 156
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: kredowy
Wydanie: I
ISBN: 978-83-281-2711-1