Kiedy przyjdą podpalić dom

Ocena: 
10
Average: 10 (1 vote)

– Połączenie za dwie minuty! – zakomunikował przez głośnik porucznik Sił Kosmicznych.

Niemal natychmiast pokój konferencyjny zaczął zapełniać się oficjelami. Zastępcy dowódców wszystkich rodzajów sił zbrojnych, podsekretarze departamentów – na końcu przyszedł wiceprezydent. Rosły, czarnoskóry mężczyzna o stalowym spojrzeniu podszedł do stołu i usiadł na jego szczycie. Poczekał, aż podadzą mu tablet i zaczął przeglądać astromapę.

– Minuta do połączenia!

Wiceprezydent spojrzał na zebranych. Co chwila ktoś wycierał spocone dłonie w mundur lub garnitur albo odbywał nerwowe konsultacje z asystentami.

– Pięć sekund.

Wszyscy umilkli. Oświetlenie przyciemniało, gdy uruchomił się projektor holograficzny na środku stołu. Ukazał twarz młodej, przerażonej kobiety. Przełknęła ślinę i próbowała coś powiedzieć, ale strzał z lasera wypalił jej twarz.

Nerwowy szum przeszedł między zgromadzonymi. Kamera zmieniła położenie i ukazała pokryte bliznami oblicze starego mężczyzny, którego szyję owijała chusta z napisem „Krew i Honor dla WRM”.

– Wierzę, że nie muszę się przedstawiać, wiceprezydencie Peturra – powiedział z uśmiechem.

Czarnoskóry mężczyzna oparł łokcie na stole i podparł rękami podbródek. Kątem oka spojrzał na jednego z podsekretarzy pokazującego mu na ekranie tabletu dane rozmówcy.

– Nie, nie musi pan, panie Olustaja.

– Świetnie. W takim razie wiecie, że nie będę się cackał. – Starzec odpalił cygaro. – Mam waszego prezydenta z rodziną, cały sztab generalny, kody do relatywistycznych rakiet. Centralne stanowisko dowodzenia Zjednoczonych Narodów Ziemi jest w całości pod moją kontrolą.

Wypuścił dymek i kontynuował:

– Więc teraz słuchajcie mnie uważnie. Macie wycofać ziemskie jednostki kosmiczne ze strefy zdemilitaryzowanej przy Wolnej Republice Marsa. Ponadto nie będziecie ingerować, gdy jej siły rozpoczną proces zjednoczeniowy z sąsiednim Królestwem Deimosa.

Ponownie zaciągnął się.

– Naturalnie nie musicie tego robić. Możecie powiedzieć „nie”, ale wtedy… – Olustaja zawiesił głos. – Zacznę od zabijania zakładników. Najpierw generałowie, potem wasi sekretarze. A na koniec… Na koniec zostawię prezydenta. I specjalnie postawię go przed kamerą, żebyście mogli dokładnie obejrzeć jego śmierć.

– Rozumiem. – Wiceprezydent wyprostował się. – Nie czekaj więc i zrób to.

Olustaja zamrugał kilka razy.

– Słucha…

– Słyszałeś mnie wyraźnie – powiedział Peturra. – Z łaski swojej, zamiast ciągnąć to przedstawienie, zabij zakładników.

Terroryście wypadło cygaro z ust.

– Kurwa, cykora dostałeś – rzucił wiceprezydent. – Dawaj kogoś przed kamerę, na przykład sekretarz obrony. Nie znoszę suki. Odstrzel jej łeb.

– Pan chyba nie rozumie…

– Ależ doskonale rozumiem. Postanowiłeś ofiarować Wolną Republikę Marsa na talerzu, dając casus belli do ostatecznego zmiecenia jej z mapy kosmosu. – Wiceprezydent rozłożył ręce. – Chłopie, dostałbyś medal, gdyby nie to, że będę musiał po wszystkim skazać cię na krzesło elektryczne.

– Ale prezydent…

– Ty myślisz, że państwo to jakiś gang? Od czego mamy linię sukcesji? I propagandę, by tę śmierć zaprząc do celów politycznych?

Terrorysta wytarł ręce w spodnie.

– Zmieciemy Marsa tak szybko, że ciało prezydenta nie zdąży upaść na podłogę – dopowiedział Peturra, cmokając na koniec.

– Ciągle mam relatywistyczne rakiety ­– wybąkał terrorysta.

– I rozumiem, że uzyskasz do nich dostęp torturami? Za dużo filmów się naoglądałeś? – Wiceprezydent wybuchł śmiechem. – Zmieniliśmy kody zaraz ataku.

– Zhakujemy je!

– Mam nadzieję, że jesteście gotowi czekać całą wieczność, bo podobno tyle zajmuje złamanie kodu opartego na nowoczesnych algorytmach. A i tak jedynie wydałbyś rozkaz, którego nikt by nie wykonał.

Ustawiona na śledzenie twarzy kamera zmieniła położenie, gdy Olustaja usiadł. Patrzył w podłogę, co chwila przecierając oczy.

– Ja…

– No i co dalej? Skończ tę farsę i zabij zakładników. – Peturra uniósł tablet z wyświetloną astromapą, na której widać było czerwone strzałki wskazujące na Marsa. – Czy ktoś jednak odciął ci jaja?

***

– Mam potwierdzenie, terroryści poddali się – oznajmił przez głośnik porucznik Sił Kosmicznych.

Pierwszy wstał jeden z młodszych podsekretarzy, głośno krzycząc:

– Tak!

Gratulacjom nie było końca. Relacje prasowe pokazywały uwolnionych zakładników, prezydenta oraz pojmanych terrorystów.

– Dobrze poszło – przyznał jeden z generałów. – Skąd pan wiedział, że plan wypali?

– Nie wiedziałem. – Peturra zamknął grę strategiczną, którą miał przez cały czas włączoną na tablecie. – Po prostu podjąłem ryzyko.

– Jakie?

– Że tak zuchwali terroryści są jak kiepscy scenarzyści. Nigdy nie robią dokładnego „riserczu” na wybrany temat.