Spadek

Ocena: 
9
Average: 9 (1 vote)

Wolno przeciągam sztyletem wzdłuż osełki. Zgrzytliwy dźwięk trącego o chropowaty kamień metalu koi moje uszy i sprawia, że serce spływa miodem. Głownia  musi być dobrze naostrzona, aby przecinająca skórę szyi stal  łatwo sobie z nią poradziła.

Na samą myśl drżę cały. Odmierzam godziny, wiem, że to już niedługo. Gdy zapadnie zmrok wyjdę z domu. Zapolować. Bo kimże inny mógłbym się stać? Jeżeli nie łowcą.

Będąc dzieckiem seryjnego mordercy, szykanowany i  poniżany przez całe życie za nie swoje grzechy, ofiaruję wam teraz święty  gniew. Innego rozwiązania nie biorę pod uwagę. To moje brzemię, które sam muszę ponieść. Nie zawiodę cię, tato.