Dzień sądu

Ocena: 
10
Average: 10 (1 vote)

Wszystko zaczęło się od pewnego poety.

Z desperacją godną tonącego próbował przywołać natchnienie. Zamknął się w pokoiku na poddaszu, sam na sam z butelką wina, uchylił okna i zaczął pisać w przytłumionym świetle. Kolejne strony z pożółkłej ryzy, czekającej tu od zawsze, lądowały w koszu przy akompaniamencie pogardliwych przekleństw twórcy. Jakby to była wina papieru. Znęcanie się nad starszym kolegą obserwował wystający z półki techniczny blok rysunkowy. Kartki zaczęły szaleńczo fruwać w powietrzu, gdy niewiarygodnie silny wiatr wdarł się do środka.

Poeta trafił do szpitala z pięćdziesięcioma ranami ciętymi oraz jedną kłutą. Do tej ostatniej papier się nie przyznawał, w prasowym oświadczeniu dodając, że nie odpowiada za dziwactwa byłego właściciela. Niemniej, ziarno przewrotu zostało zasiane.

Pierwsze zbuntowały się poczty, w których papier traktowano wyjątkowo brutalnie i bezwzględnie. Dość bolesnych cięć i stempli, które wykorzystywano do notorycznego bicia, tak, by wszyscy słyszeli, że tu się pracuje. Znaczki pocztowe wytoczyły zbiorowy proces o molestowanie seksualne. Sędzia ugiął się i przyznał powodom rację pod ciężarem zebranych dowodów. Rozzuchwalone tym osiągnięciem gazety zaczęły drukować prawdę, wbrew autorom tekstów, co doprowadziło do rozruchów oraz przetasowań na wysokich szczeblach biznesu oraz władzy. Za braćmi większymi podążyły chusteczki higieniczne oraz papier toaletowy. Nikt im nigdy nie dziękował, a przecież odwalały najczarniejszą robotę. Zażądały poprawy warunków pracy, lepszego traktowania oraz usunięcia ze słowników wszelkich niepoprawnych sformułowań szkodzących ich wizerunkowi.

Ostateczny krok wisiał już od dawna w powietrzu. Papier wyszedł na ulice. Kolekcjonerskie karteczki przedszkolaków powiewały ramię w ramię ze starożytnymi, osamotnionymi w muzeach papirusami. Książki stanęły w jednym szeregu z prasą brukową i komiksami. Z zapomnianych, zakazanych półek zeskoczyły pornosy i włączyły się do walki o lepsze jutro.

Przemaszerowały Główną Ulicą i domagały się wysłuchania postulatów. Władze początkowo ignorowały te prośby, jednak teczki zagroziły masowym ujawnieniem tajemnic państwowych. Poparły je pamiętniczki, a nawet kilka blogów internetowych. Przez internet przepłynęła fala polubień i udostępnień wymuszona naciskami e-czytników oraz smartfonów noszących na kartach pamięci wiele kompromitujących materiałów z ostatniej imprezy. Wyrodne dzieci wsparły rodziców w tej wiekopomnej chwili.

Przez tłum niosły się kolejne pomysły i skargi. Wszelkie formy pisania nazwano bezprawnym tatuowaniem, „skaryfikacją”, z kolei pieczątki zaczęto postrzegać jako niewolnicze piętno. Komitet wciągnął origami na wykaz inwalidów pierwszego stopnia.

– Wreszcie się ugięli – przebiegło przez tłum, kiedy na plac wyszedł Reprezentant. Za nim podążała ochrona. Przywódca stał, słuchał, kiwał głową i uśmiechał się do petentów, tymczasem mundurowi obstawili demonstrację.

Świadkowie nie są zgodni, kto podłożył ogień.