Kaznodzieja Tom drugi – Garth Ennis, Steve Dillon

Aż do końca świata

Marcin Knyszyński

Pierwszy tom nowej edycji „Kaznodziei” kończy się bardzo znaczącą popkulturowo widokówką. Jesse i Tulip obejmują się na tle trawionej przez iście piekielny ogień rezydencji Babci i przysięgają sobie miłość aż do końca świata. Garth Ennis wie, jakie obrazki działają na odbiorcę, zna spuściznę popkultury i nie waha się jej użyć. Drugi tom opowieści o przygodach nietypowego Kaznodziei to dalszy ciąg atrakcyjnej i wyjątkowo udanej żonglerki ogranymi motywami. Bohaterowie powinni dalej poszukiwać Boga, tymczasem muszą szukać po prostu sposobu na przeżycie.

Jesse i Tulip otrzymują od życia nową szansę. Długo tłumione uczucia eksplodują i dwójka bohaterów zaczyna bardzo namiętnie nadrabiać stracone lata. Ekstaza, szczęście, sielanka – w powietrzu wisi wyraźna zapowiedź nadchodzących problemów. To wszystko musi się spieprzyć, o czym byśmy czytali w przeciwnym razie? Nasza zakochana na nowo para spotyka ponownie irlandzkiego wampira Cassidy’ego i szybciutko wpada w kłopoty. Heroina, znaleziona w mieszkaniu dziewczyny Cassidy'ego, okazuje się własnością Jesusa de Sade, króla perwersji, przy którym organizatorzy imprezy z „Salò, czyli stu dwudziestu dni Sodomy” to niewinni żartownisie. Dodatkowo, na Jessego zagina parol organizacja Graal, będąca czymś w rodzaju sekretnej loży, pociągającej za wszystkie możliwe sznurki w świecie polityki i Kościoła. Jesse, Tulip i Cass będą musieli stawić czoła ogólnoświatowemu spiskowi, spiskowi wewnątrz tego spisku, poznają karykaturalnego ojca D'Aronique, „seksualnych detektywów”, znerwicowanego Herr Starra, wysoko postawionego członka Graala, ukrywającego w torbie kuriozalny przyrząd nabijany ćwiekami i szokującego więźnia celi numer 99. Ponownie zobaczymy Świętego od Morderców, stojącego za stosem podziurawionych ciał.

Oprócz wprowadzenia całkiem sporej liczby nowych bohaterów, Garth Ennis i Steve Dillon poszerzają nieco charakterystyki tych już dobrze znanych i pokazują ich nam w innym świetle. W najpoważniejszym odcinku drugiego tomu „Kaznodziei” Jesse spotyka na lotnisku kolegę swojego ojca i słucha historii o zawiedzionych nadziejach żołnierzy z Wietnamu. Dowiadujemy się trochę więcej o zakazanym romansie, którego owocem jest rezydujące w kaznodziei Genesis oraz dokładamy nowe puzzle do układanek jakimi są Święty od Morderców i rodzina Jessego Custera. Jednak najwięcej do powiedzenia o sobie ma Cassidy. Dwa ostatnie odcinki tomu to origin tego bohatera – mówi on o tym, jak stał się wampirem, jak próbował godzić swoją długowieczność z upływającym czasem i jak radził sobie z nieuchronną samotnością.

Może się wydawać, że „Kaznodzieja” zbyt mocno epatuje seksem, przemocą, gore, frazesami o „miłości aż po grób”, kanciastymi żartami opartymi na rozporkach nagle rozpinających się w ciemnych zaułkach czy humorem w stylu „sparafrazujmy znaną piosenkę na imprezie u de Sade'a i zaśpiewajmy zgodnym chórem Come on let's fist again, like we did last summer!”. Ennis jednak, w pewnej świetnej scenie rozmowy Cassidy’ego i Jessego, daje nam małą podpowiedź, jak należy podchodzić do jego dzieła. Chłopaki siedzą w barze i oglądają „Flipa i Flapa”, uosabiających w ich rozumieniu prostotę i jednoznaczność przekazu. „Jeśli ktoś lubi Flipa i Flapa, oznacza to, że lubi też dobrą fabułę i wyrazistych bohaterów. Jeśli nie cierpisz, kiedy treść gubi się w formie, jesteś porządnym gościem. A jeśli ktoś woli Chaplina...” – to, jak zdanie Jessego uzupełnił Cassidy radzę sprawdzić już w komiksie. Właśnie o to chodzi – Garth Ennis używa fabularnego slapsticku, karykatury i przesady, motywów kina exploitation, grindhouse'u, wielkich giwer, girls i gorzały – choć mniej w stylu Franka Millera, a bardziej na wzór serialu „Banshee”. I podkreślmy to – robi to z pełną tego świadomością i kieruje swój zwariowany przekaz do równie świadomego tego faktu odbiorcy.

Ale w melodiach wygrywanych w „Kaznodziei” słychać też poważne akordy. Obserwujemy rozwój związku Jessego i Tulip, którzy stawiają czoło od wieków pochrzanionej logice damsko-męskiej. Tulip to silna, samodzielna kobieta potrafiąca wybić zęby napastnikowi lub podziurawić go ze swej broni. Chce iść za swoim mężczyzną na samo dno piekła i stać przy nim, gdy dookoła świszczą kule. Jesse o tym doskonale wie, ale strach przed tym, że mogłoby się jej coś stać, nie pozwala mu na traktowanie tej propozycji serio. Jeśli umrze Tulip, umrze cały świat, więc Jesse robi wszystko by odwieść ją od tego karkołomnego zamiaru. Według niego ludzie przesadzają ze słowem „partner”. Partnera miał Kojak – on ma swoją kobietę, którą kocha ponad życie, nawet jeśli ona tego nie rozumie. Albo rozumie, tylko kocha go tak, że nie może zostawić samego.

Jesse i Tulip dochodzą do wniosku, że dorośli. To już nie te czasy, kiedy ruszało się bez kasy, ale z bagażnikiem pełnym prochów i wódy, na wycieczkę po Ameryce. Są ważniejsze rzeczy niż szaleństwa młodości – miłość, przyjaźń, oddanie i związek. Nie warto ginąć za kraj,, zapomnijmy o poświęceniu, dyktowanym przez rzekomo wzniosłe idee, a tak naprawdę puste frazesy. Warto zginąć dla swojej kobiety, mężczyzny, przyjaciela – wtedy miłość i przyjaźń będą faktycznie trwały aż po koniec świata, a hasło to nabierze głębszego, znaczenia. I to wydaje się być motywem przewodnim drugiego tomu „Kaznodziei”. Motywem, który łatwo zauważyć, jeśli patrzy się na całość przekazu a nie tylko na niektóre, przyciągające swą krzykliwością, obrazki.

Przed nami jeszcze cztery tomy przygód Kaznodziei. Mam nadzieję, że grać będą na tej samej, kontrowersyjnej, trochę jarmarcznej, ale dającej dużo radości nucie do samego końca.


Tytuł: Kaznodzieja Tom drugi
Seria: Kaznodzieja
Tom: 2
Scenariusz: Garth Ennis
Rysunki: Steve Dillon
Tłumaczenie: Maciej Drewnowski
Tytuł oryginału: Preacher Book Two (Preacher #13-26)
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: DC Vertigo
Data wydania: wrzesień 2017
Liczba stron:
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 175 x 265
Wydanie: II
ISBN: 978-83