Innego końca świata nie będzie

Autor: 
Ocena: 
0
Brak głosów

Alina przepychała się przez tłum. Kule ognia opadały na dachy, miasto stało w płomieniach. Wycie rannych zagłuszało myśli. Dziewczyna przycisnęła się do ściany budynku, pozwalając przedostać się uciekinierom. Młoda kobieta z niemowlęciem na ręku ciągnęła za sobą kilkuletniego chłopca. Miał osmoloną buzię, ale poza tym nic mu się nie stało. Jeszcze.

Alina zaklęła pod nosem. Traciła czas. Do dwudziestej zostało tylko pięć minut. Za matką z dziećmi ciągnęła się grupa potężnie zbudowanych mężczyzn. Prawdopodobnie udało im się wydostać z pobliskiego zakładu karnego. Alina nie chciała stawać im na drodze. Nie wyglądali na zresocjalizowanych. Przeklęty czas gnał jak oszalały.

Trzy minuty.

Alina uznała, że nie ma już nic do stracenia. Torowała sobie drogę łokciami, bezlitośnie przeciskając się między ludźmi. Do rynku miała może dwieście metrów, ale przy takim tłumie...

Ratunku!

Chłopak, niewiele młodszy od Aliny, usiłował wydostać się spod przewróconego słupa. Co za łamaga, pomyślała dziewczyna, ale ruszyła na pomoc.

Na trzy! – wrzasnęła, z trudem przekrzykując wrzawę. – Raz, dwa...

Słup był cięższy, niż jej się wydawało, ale chłopak miał sprawne ręce i z całej siły popchnął przeszkodę. Unieśli słup tylko odrobinę, jednak nastolatek zdołał się wyczołgać.

– Możesz chodzić?

Kiwnął głową.

– Chyba tak... nie uderzyło mnie mocno...

Z trudem wstał.

– Dziękuję...

– Podziękujesz mi inaczej! Musimy biec na rynek!

Alina przeklinała w duchu własną wspaniałomyślność. Chłopak kuśtykał i poważnie ją spowolnił. Ale z drugiej strony, taka okazja zdarza się tylko raz w życiu.

Pociągnęła go z całej siły.

– Auuua!

– Biegiem!

Sytuacja pogarszała się. Mieli niespełna dwie minuty, a ludzie nadciągali ze wszystkich stron. Alina, na nic już nie zważając, odepchnęła jakieś dziecko, które stanęło jej na drodze. Usłyszała jego płacz, do którego dołączył kobiecy pisk. Walka z tłumem była nierówna, zwłaszcza, że wszyscy usiłowali wydostać się z miasta. Alina dziękowała Bogu za długie godziny spędzone na siłowni.

– Już... prawie...

Wydostali się z uliczki. Rynek wyglądał fatalnie, dwie kamienice płonęły, jedna zupełnie się zawaliła. Alina rozejrzała się. Tutaj nie było aż tak tłoczno.

Wyciągnęła telefon. Minuta po dwudziestej!

Spróbowała połączyć się z siecią wi-fi. Boże, cztery kreski zasięgu! Najchętniej wrzeszczałaby ze szczęścia.

Ustawiła przednią kamerę, wyregulowała obraz. Płonące kamienice dawały całkiem niezłe, klimatyczne oświetlenie. Starała się uchwycić je w kadrze.

– Witajcie w transmisji na żywo! – krzyknęła. – Musicie wybaczyć mi małe spóźnienie, ale sytuacja trochę się skomplikowała.

Zatoczyła ręką łuk.

– Jak widzicie, mamy koniec świata! Ze mną jest chłopak... jak ci na imię? Tomek. Jest ze mną Tomek, któremu pomogłam wydostać się spod gruzów. Biedaczek, mam nadzieję, że... eee... że już wszystko będzie dobrze. Naraziłam się, by mu pomóc. Mam nadzieję, że weźmiecie ze mnie przykład. Nie chcę się chwalić, ale sytuacja była naprawdę groźna. Musimy sobie pomagać, kochani! Zachowujmy się tak, by przyszłe pokolenia były z nas dumne!

 

* tytuł jest cytatem z wiersza Czesława Miłosza pt. „Piosenka o końcu świata”.