Ilium

Ocena: 
0
Brak głosów

Najsłabszą istotą na ziemi jest człowiek

Όμηρος

Ledwie nastał świt słońce, zalało pole palącym żarem. Jakby tego było mało, zawtórowała mu salwa ogniowej nawały Przymierza Ellady, zamieniając obwarowania niezwyciężonej fortecy Ilium w ściany piekarnika.

Kamienisty pył sypał się na hełmy żołnierzy, niewzruszenie rżnących w żolika i ćmiących nadgniłą machorkę. Dym wgryzał się w oczy i cuchnął niemiłosiernie jak stu szambonurków, ale na wojów to już od dawna nijak nie działało. Kwestia przyzwyczajenia.

Minęło raptem dziesięć miesięcy odkąd armie Ellady uderzyły na grube wały, najpierw zdobywając przyczółek Phoibos, a potem rozkładając się szerokim łukiem wokół miasta-twierdzy. Póki co nie zapowiadało się na wstrzymanie walk, nawet po niedawnej śmierci generała Hektora, wezwanego przez wrażego majora Achilla na pakty, zwieńczone masakrą i zbezczeszczeniem zwłok ciągniętych po krętej ścieżce za fordem FT-B wroga. Morale Ilium opadły na moment, podobnie jak bitewny kurz unoszący się tego dnia z gracją wiedeńskich tancerzy.

Śmiałym posunięciem okazało się przebranie się marszałka Pirama za elleńskiego oficera i wydarcie ciała z rąk raptusa. Wówczas Ilium powstało niby feniks z popiołów, choć skremowany Hektor nie miał najmniejszego zamiaru tego wizualizować.

Ostrzał nie ustawał. Przymierze widocznie żywiło jeszcze nadzieję na przebicie muru. Piram wyczuwał rychły tryumf w akcie desperacji wroga. Żołnierze mogli więc zajmować się swoimi sprawami. Twierdza Ilium nigdy nie została zdobyta. Ogień artylerii spływał po wałach wzorem jesiennego opadu.

Gdy zaczęło zmierzchać, nawała zelżała. Czyżby dopiero teraz Agamon zdał sobie sprawę, że to na nic? Czy może dostawy amunicji nie nadążały? – zaśmiał się w duchu Piram. A może zorientował się, że to nie Ilium z dnia na dzień traci dowódców? Po stronie Twierdzy zginęło dotychczas kilku pomniejszych oficerów i Hektor. U wroga mógł wyliczyć choćby Meneusa, Pandura, Glokasa, Agenora, Paroklesa i zdrajcę Dolona. Agamon nie był aż tak głupi, żeby poświęcać resztę za głupiutką heterę i nadgniłe jabłko.

Na przedmurze Ilium opadła kurtyna nocy. W oddali rozbłyskiwały ogniki obozowych palenisk. Elleńskie działa już tylko od czasu do czasu wypluwały pociski.

Nad ranem, gdy czujność opuszcza nawet najpilniejszych stróżów, stała się rzecz niesłychana. Ogniska mdlały, zgrzyt rozniósł się po przedpolach, a w oddali nad morzem trysnęły w niebo iskry, budząc przysypiające wachty murów Ilium. Sądzić by można, że Przymierze ruszyło wszystkimi siłami do natarcia, w odpowiedzi na co Twierdza zajęła pozycje i czekała.

Czas mijał. Słońce wzeszło, odsłaniając szkielety obozowiska i cmentarzysko bojowych machin. Ellada pod osłoną nocy skapitulowała, zebrała, co się dało i wyniosła się na okrętach z powrotem na półwysep.

Po południu zwiadowcy potwierdzili te przypuszczenia. Przeczesawszy teren, znaleźli wyłącznie rozrzucone w pośpiechu resztki i strzępy pancerzy, pozostawione części namiotów, polowych arsenałów, zdezelowane czołgi i rozwalone działa bodące niebo trąbami w kształcie ośmiornic. Martwych spalili na ogromnym stosie nieopodal klifu. Dym wychynął zza skał wraz z morskim wiatrem, oczadzając Twierdzę smrodem topiących się ciał.

Piram z uśmiechem przyjął uprzednio przewidzianą wieść.

Twierdza Ilium nigdy nie padła.

– Panie – rzekł wbiegający po stopniach kapitan Aleksander – u wschodniej bramy stoi paradny czołg Agamona. Saperzy sprawdzili wnętrze, nic podejrzanego, konstrukcja ichniejsza. Gabaryt wielki, ciasny w środku, ale…

Piram uciszył go gestem dłoni.

– Zebrać złom i przetopić. Czołg wprowadzić na Plac Gniewu.

*

– Ileż można?

Czasami dało się usłyszeć przekleństwa, złorzeczenia czy zrzędzenia na fatum. Generał Odrin słuchał ich od rana do… właściwie słuchał ich bez przerwy. W czasie snu i posiłku, wypróżniania i narad. Szczęściem tłumiła je czasem niesłabnąca muzyka wystrzałów i zgrzytu machin.

– Ognia!

Każdego dnia deszcz pocisków oblewał mury Ilium, a Twierdza stała niewzruszona, otrzepując się z pyłu i odłamków niczym cyklop po salwie pasterskich proc. Agamon zaliczał się do władców upartych, nie dawał za wygraną, nie godził się z porażką. Z lekkim sercem poświęciłby całą Elladę, żeby rozbić wały, zamiast wykorzystać Przymierze do wyższych celów. Większą lekkomyślnością wykazywał się jedynie Achill, chociaż jego podstęp okazał się cokolwiek skuteczny. Ale mógł przynajmniej przypilnować ciała, a nie rozpływać się w woni wina i kobiecym cieple.

Odrin miał tego dość. W domu czekał syn, żona, nawet stare psisko.

Nigdy nie zdobędą Twierdzy. Samowystarczalność Ilium zmywała nadzieję na wzięcie miasta głodem, zanieczyszczenie studni nie wchodziło w grę, a ostatnia zdrada skończyła się, jeszcze zanim się rozpoczęła. Nie pozostawało więc nic innego, jak łomotać dużym kalibrem po murach. Mrówka wybierająca piasek z fug też kiedyś osłabi konstrukcję…

Odrin musiał temu zaradzić, zakończyć bitewną wieczność. Nim jednak wpadł do głównodowodzącego, zatrzymał na dłużej wzrok na postawnym czołgu, bardziej zdatnym do defilad niż do faktycznego natarcia. Objawienie spłynęło nań z mocą godną rady Minerwy. Z rozmachem odrzucił poły namiotu i wyłuszczył zebranym plan.

Większość skwapliwie go przyjęła, Achill od razu uznał go za zbyt niedorzeczny i ryzykowny, podczas gdy Agamon musiał pomysł przetrawić, przepuścić go przez filtry swej dumy.

– Nie mamy nadajników dalekiego zasięgu – powiedział w końcu. – Ktoś musiałby zdetonować ładunek od środka, a to praktycznie niemożliwe. W mieście są ich setki, nikt nie przedostanie się nocą przez wysoki mur, choćby mieli świętować sześć dni z rzędu. To niewykonalne.

Odrin zastanawiał się chwilę, w duchu błagając boginię o oświecenie. Nie zawiodła go.

– Jest rozwiązanie, będziemy musieli działać szybko i ktoś rzeczywiście zdetonuje bombę od środka.

*

Odholowywany czołg Agamona wtoczył się na forum dojrzałym wieczorem. Otoczony dostojnikami Piram nigdy nie widział, aby tak wiele ludu cieszyło się na widok kawałka złomu. Świadom, że to symbol zwycięstwa nad całą Elladą, postanowił sprezentować go mieszkańcom, a może i przyszłym pokoleniom na wieki.

Wokół płonęły ogniska, żołdacy bratali się z cywilami, rozbrzmiewała swawolna muzyka, wino lało się do dzbanów, metalowych kubków, a nawet hełmów wartkim strumieniem. Ręce powoli wędrowały pod koszule, tuniki i mundury, mało kto zważał, że stoi przed marszałkiem, nie miało znaczenia, czy przyszłym kochankiem był mężczyzna, kobieta, żołnierz, kucharka, szewc, czy praczka. Liczyła się wygrana, której nikt im nie odbierze. W końcu to Ilium, niezdobyte miasto, do którego jak wrzód przylgnęło słowo Twierdza.

Czołg stał na środku. Piram zaczął przemowę godną dawnych eposów. Mało kto go słuchał. Nie na to czekali dziesięć miesięcy w pyle, dymie i pocie.

*

Na Odrina czekano, lecz nie miał nigdy wrócić do domu. Być może jakiś starzec skorzysta z okazji i poda się za niego, gdy zabłądzi na Akitę.

Jego wędrówka miała niebawem zawieść go w przeciwną stronę.

Wiwaty stanowiły dla uszu coś zupełnie odmiennego niż wojskowe pieśni, budzącego go każdego ranka pod murami Ilium. Tyle kobiet i dzieci wpatrywało się teraz w jego metalowy sarkofag. Jeszcze więcej czekało na elleńskich mężów.

Postanowił oddać ich ziemi całych i zdrowych.

Pstryknął przełącznikiem detonatora.

Ogień rozerwał pancerną skorupę i rozwinął skrzydła nad miastem.

Nie wiadomo dokładnie, jak Twierdza Ilium upadła. Wielu sądzi, że był to podstęp albo sprawnie poprowadzone oblężenie, obie te wersje swobodnie można włożyć między bajki. Do dziś pozostały notatki o potędze Ilium, z których wynika, że żadna z ówczesnych armii nie dysponowała siłą zdolną choćby naruszyć mury Twierdzy.

A mimo to padła, nie pozostawiając po sobie ani śladu.