Mroczna materia – Blake Crouch

Poszukiwanie najlepszego ze światów


Aleksander Księżopolski


    „Mroczna materia” autorstwa Blake’a Croucha to historia Jasona Dessena, wykładowcy fizyki, którego z pozoru można uznać za definicję zmarnowanego potencjału. Pewnego dnia na skutek swoich działań zostaje on niespodziewanie, przeniesiony do innego świata. Brzmi intrygująco, ale czy faktycznie tak jest?

    Przede wszystkim autor podejmuje problem możliwości poruszania się między światami równoległymi, ale przez dość płytkie podejście – i naukowe, i fabularne – trudno nazwać „Mroczną materię” książką science fiction. Crouch obficie korzysta z żargonu naukowego, opiera się na znanych teoriach i fizyce kwantowej. Mamy opis teorii kota Schrödingera, mamy teorię wieloświatów, a także okazjonalne mrugnięcia do czytelnika, jak w przypadku przypadkowo wplecionej w narrację definicji szaleństwa Einsteina. Nie mogłem jednak oprzeć się wrażeniu, że treść ta została ograniczona do minimum, aby uzasadnić podstawę fabularną, jaką jest, wykorzystywana przez bohaterów do podróży, kostka międzywymiarowa.

    Ale właściwie więcej autorowi nie trzeba. Jego styl – w książce dominują  jednozdaniowe, często niemające więcej niż cztery słowa akapity – dobrze odzwierciedla fabułę książki, a ta ma pędzić, trzymać w napięciu i oczekiwaniu na kolejny zwrot. Pod tym względem powieść zdecydowanie jest udana: kolejne strony czyta się z zapartym tchem, mimo że bohater przechodzi wszystkie stadia radzenia sobie z wieloświatami, które bardziej doświadczony czytelnik już gdzieś widział. W pierwszym odwiedzonym świecie Jason 2 osiągnął maksimum w kategorii „kariera naukowa”, wynajdując międzywymiarowy wehikuł. Jason 1, czempion życia rodzinnego poszukuje tam śladów swojego życia. Przeszkadza mu w tym oczywiście fakt, że to nie jego świat. Jego żona nie jest jego żoną, umawia się za to z kolegą ze studiów, który zawsze miał na nią ochotę; jego syn nie istnieje, i tak dalej….

    Nie mogło oczywiście zabraknąć złowrogiej korporacji, której dosłownym więźniem staje się Jason. Nie cofnie się ona przed niczym, by dowiedzieć się prawdy na temat wieloświatowego podróżnika. Przez to Jason nie ma innego wyboru, niż rzucić się w wir wydarzeń, który kończy się ucieczką z psychoterapeutką Jasona 2 i rozpoczęciem poszukiwań swojego świata. Zanim to jednak nastąpi (bo oczywiście nastąpi), nasz bohater przetrwa parę godzin w światach postapokaliptycznych, pójdzie na parę łamiących mu serce spotkań, przemyśli temat miłości i tego, co nim kieruje, zdążą się także rozejść drogi Jasona i jego towarzyszki, która przestanie mu być potrzebna. Kilka tygodni, które bohater przeżyje jako bezdomny, będzie ostatnim krokiem do odnalezienia uniwersalnej prawdy, że miłość do rodziny to jedyna słuszna droga, co podkreśla nawet zdjęcie na okładce.

    Żaden z powyższych elementów nie jest szczególnie odkrywczy. Podobne rozwiązania i morały można odnaleźć na przykład w filmie „Interstellar” czy „Dallas ‘63” Stephena Kinga, a wizja i rozmach wykonania na pewno są tam bardziej okazałe. Nie znaczy to, że to motywy do cna banalne i nudne. Zwrot fabularny po powrocie Jasona do domu jest naprawdę interesujący, bo autor zmusza siebie i swojego bohatera do popuszczenia wodzy wyobraźni i wyjścia poza swój sposób myślenia.

    Inną zaletą „Mrocznej materii” jest fakt, że zarówno Jason, jak i postacie drugoplanowe zostali odpowiednio pogłębieni i czytelnik potrafi się wczuć ich sytuację, co jest tym bardziej wartościowe, gdy mamy do czynienia z kilkoma wersjami jednej osoby.

    Jeżeli chodzi o tłumaczenie, to warstwie językowej nie można wiele zarzucić. Wiernie odzwierciedla momentami irytujący styl autora, a przez sito redakcji przeszło niewiele bubli, choć widać tendencję do uciekania w kalki językowe (na przykład przy bezwarunkowym przekładaniu „exciting” jako „podniecająco”). Tłumaczenia naukowe są jasne i klarowne. Nastąpiło parę interesujących przesunięć, jak na przykład w tytule („dark matter” to zazwyczaj materia ciemna, a nie mroczna), trudno jednak powiedzieć, czy miało być to nawiązanie do odkryć fizycznych, czy po prostu efekciarstwo..

    Czy „Mroczna materia” jest książką w jakiś sposób odkrywczą? Zdecydowanie nie. Ale nie musi taka być. Jej wykonanie pozwala na bezproblemowe wypełnienie celu, czyli wciągnięcia czytelnika na całe popołudnie i część wieczora. Mogę z czystym sumieniem polecić ją komuś, kto szuka dobrego thrillera z tłem science fiction.

   
Tytuł: Mroczna materia

Tytuł oryginalny: Dark Matter

Autor: Blake Crouch

Tłumaczenie: Paweł Wieczorek

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data wydania: 2017

Liczba stron: 343

ISBN: 978-83-8116-100-8