Uncanny X-Force. Sposób na Apocalypse’a – Rick Remender, Jerome Opeña, Esad Ribić i inni

Mutanci od brudnej roboty

Maciej Rybicki

X-Force od chwili swojego powstania kojarzeni byli jako grupa mutantów od „brudnej roboty” – kontrowersyjna, ale też ciesząca się sporą popularnością wśród fanów. W latach 90. „X-Force” był sztandarową serią spod znaku wielkich giwer, przepakowanych postaci i kieszonek na wyposażenie. W końcu grupie przewodził Cable (zresztą robi to ponownie, w odsłonie spod znaku Marvel Now!). Współcześnie pisanie tego tytułu daje scenarzystom możliwość tworzenia komiksów mniej ugrzecznionych, poważniejszych, czy po prostu brutalniejszych, skierowanych do dojrzalszego czytelnika.

Nie inaczej jest w przypadku serii autorstwa Ricka Remendera, uznawanej zresztą za jedną z najlepszych poświęconych zespołowi o tej nazwie. Celowo używam tu określenia „zespołowi o tej nazwie”, gdyż na dobrą sprawę chodzi tu nie tyle o towarzyszy Cable’a, ile o ekipę zbudowaną na bazie „uderzeniowej” części X-Men. Scenarzysta zreorganizował skład grupy kierowanej obecnie przez Wolverine’a, włączając w nią nie tylko stałych członków X-rodziny jak Psylocke i Archangel, czy niezwykle popularnego Deadpoola, ale także mniej znaną, choć intrygującą postać Fantomexa. Czy faktycznie ich perypetie zasługują na uznanie, jakim się cieszą?

W otwierającym serię tomie dostajemy dwie dłuższe i jedną krótszą historię, opatrzone kilkustronicowym wprowadzeniem z „Wolverine: Road to Hell”. Obserwujemy więc formowanie nowego składu niemal od początku, niejako w opozycji do aktualnych, oficjalnych działań mutantów (stąd też istnienie i działania obecnej inkarnacji X-Force trzymane są w sekrecie). Już od samego początku drużyna staje przed olbrzymim wyzwaniem – powstrzymaniem nowych Jeźdźców Apocalypse’a, który najwidoczniej odradza się po raz kolejny. W dalszej części, X-Force zmierzą się także z innymi zagorzałymi przeciwnikami mutantów – Reavers, a także pochodzącymi z innego świata kombinacjami Deathloka i znanych herosów. Choć same konfrontacje wypadają ciekawie (szczególnie pierwsza z nich), a w komiksie nie brakuje akcji, to jednak nie to jest największą siłą „Sposobu na Apocalypse’a”. To, co najciekawsze, to relacje między poszczególnymi bohaterami, a także wybory, jakich muszą oni dokonywać. Nic tu nie jest proste, oczywiste czy moralnie jednoznaczne. Jednocześnie nie można zapominać, że mamy do czynienia z osobami „z przeszłością”. Można by co prawda rzec, że wewnętrzna dynamika zespołu jest nieodłącznym elementem każdej drużynówki od czasów „Fantastycznej Czwórki”, jednak Remender robi na tym polu naprawdę znakomitą robotę. Czytelnik potrafi poczuć motywy postaci, zrozumieć dynamikę wzajemnych relacji. Jednocześnie nie ulega wątpliwości, że mamy do czynienia z konkretnymi herosami. Mają swój charakter, są rozpoznawalni, jest też znana ich przeszłość w marvelowskim światku. Scenarzysta, znany choćby z „Black Science”, potrafi także nieźle zaskoczyć, zarówno w przypadku dłuższej fabuły, jak i w ramach poszczególnych scen (Deadpool karmiący Archangela!!!).

Godna uwagi jest też oprawa graficzna, szczególnie część narysowana przez Jerome’a Opeñę. Filipińczyk, ilustrator między innymi „Nieskończoności”, ma znakomitą, delikatną, ale i wyjątkowo szczegółową kreskę, która przykuwa oko. Ciekawe kadry, fajne projekty postaci (nowi Jeźdźcy Apocalypse’a!) czy proste zabiegi typu wprowadzenie jednolitej kolorystyki trykotów drużyny – wszystko to działa na korzyść prac Opeñy. Oczywiście, swoje zrobiło też znakomite kolorowanie w wykonaniu Deana White’a. Album ten może być zresztą atrakcyjny także dla miłośników talentu Esada Ribicia, odpowiedzialnego za trzy z zawartych w nim zeszyty. Trzeba bowiem przyznać, że jego rysunki w „Uncanny X-Force” wyglądają nieco inaczej niż te z „Thora Gromowładnego” czy „Lokiego”. Prawdopodobnie znaczenie ma tu znacznie mocniejsze tuszowanie i oddanie kolorowania w ręce Matthew Wilsona. Choć da się styl Chorwata rozpoznać, jego szkicom tym razem daleko do wyrafinowania najlepszych z jego prac. Zespół rysowników tego tomu uzupełniają Leonardo Manco (znany przede wszystkim z przygód Johna Constantine’a dla DC/Vertigo), a także Rafael Albuquerque – jeden ze współtwórców „Amerykańskiego Wampira”. Trzeba przyznać, że krótka historia, narysowana przez Brazylijczyka, wyróżnia się wizualnie na tle reszty komiksu. Jest jakby dzika, nieokrzesana, brudna, ale nie da ukryć, że taka oprawa graficzna idealnie pasuje do opowieści o Reavers próbujących szturmować siedzibę mutantów.

„Sposób na Apocalypse’a” to bez wątpienia udane otwarcie serii. Remender nie lukruje, nie czyni swych bohaterów idealnymi – wręcz przeciwnie, gra ich ułomnościami i wykorzystuje je jako czynnik spajający tę niezwykłą drużynę. To, a także świetne rysunki Opeñy stanowią chyba największe zalety tego albumu. Oprawa graficzna, dobry pomysł, świetnie nakreślone postacie i relacje między nimi czynią z pierwszego tomu „Uncanny X-Force” lekturę, która powinna usatysfakcjonować miłośników dobrego, rozrywkowego, ale nie prymitywnego trykociarstwa. Fabuła (a w zasadzie fabuły) jest ok, ale chyba nie tak do końca tylko o nią chodzi. W każdym razie po lekturze „Sposobu na Apocalypse’a” apetyt na dalszy ciąg mam całkiem spory.

Tytuł: Sposób na Apocalypse’a
Seria: Uncanny X-Force
Tom: 1
Scenariusz: Rick Remender
Rysunki: Jerome Opeña, Leonardo Manco, Esad Ribić i Rafael Albuquerque
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Tytuł oryginału: Uncanny X-Force #1-4, #5.1, #5-7, Wolverine: Road to Hell (fragment)
Wydawnictwo: Mucha Comics
Wydawca oryginału: Marvel
Data wydania: wrzesień 2017
Liczba stron: 224
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Wydanie: I
ISBN: 978-83-61319-97-9