Dzień po...

Autor: 
Ocena: 
0
Brak głosów

Skutki nadużywania alkoholu można ogólnie podzielić na dwie grupy. Te, które powodują straszliwy ból głowy, suchość w gardle, światłowstręt i mniejsze lub większe drżenie rąk, czyli tak zwanego kaca, mijają zazwyczaj na drugi dzień. Znacznie gorsza jest druga grupa – tego, co można nawywijać podczas pijackiego szału, tak łatwo odkręcić się nie da.

I co ja teraz mam z tym zrobić? Nie dość, że w głowie huczy, że za cholerę nie mogę się skupić na niczym, to jeszcze to… A tyle razy sobie obiecywałem, że już tego nie powtórzę. Raz mi się przydarzyło – z bólem serca musiałem potem wszystko odkręcać. I jeszcze potem te krzywe uśmieszki, ukradkowe spojrzenia kolegów… „To ten partacz” – szeptali za plecami. Obiecałem sobie, że przed egzaminem już nigdy nie będę się bawił w taki sposób.

Ciekawość badacza… Kiedy na ćwiczeniach obserwowaliśmy próbki wyhodowane przez profesora, nie mogliśmy wyjść z zachwytu. Wszystko poukładane: bezproblemowy rozwój populacji, odpowiednio wyselekcjonowane środowisko naturalne, prawidłowo zbudowany łańcuch pokarmowy, pozwalający na - w praktyce ograniczony tylko wielkością próbki - błyskawiczny rozwój.

Jak to się miało do próbek hodowanych przez nas? Z reguły w jednej chwili stawały się jałowe, hodowane przez nas żyjątka nadmiernie się rozmnażając momentalnie ginęły z głodu. W innych próbkach fatalnie dobrane łańcuchy pokarmowe powodowały szybkie wymieranie jednych stworzonek i przekształcanie innych w karykaturalne formy. Sztuką było zrobić preparat, w którym koegzystowało kilkanaście tysięcy osobników. U profesora było ich setki milionów!

Czy nasze głupie zabawy brały się z zazdrości wobec osiągnięć profesora? Zapewne. Podkradaliśmy mu notatki, starając się zaplanować hodowlę choć w niewielkim stopniu przypominającą jego dokonania.  Oczywiście również eksperymentowaliśmy trochę na tych stworzonkach, zawsze jednak pamiętaliśmy, że są granice, których przekraczać nie wolno. Nawet tak marne żyjątka maja prawo do swobodnej egzystencji.

Ja jednak, po paru głębszych, postanowiłem złamać absolutny zakaz. Zrobiłem coś, czego na trzeźwo nigdy bym nie zrobił. Naruszyłem dwie zasady, za których nieprzestrzeganie obowiązywał bezwzględny nakaz usunięcia z Akademii.

Pierwsza – ukradłem profesorowi kompletną próbkę. Oczywiście w innych celach – chciałem ją dogłębnie przeanalizować, by zaskoczyć kolegów podczas ćwiczeń swoimi rozwiązaniami i uzyskać zaliczenie.

Druga – tak, wiem, że mieliśmy zakaz, absolutny zakaz obdarzania tych stworzeń inteligencją. Ale poniosło mnie. Podpuszczony przez kolegów, zdecydowałem się pójść na całość.

Obserwuję teraz, jak błyskawicznie rozmnażają się, egzystują  i – co najgorsze – nieuchronnie dążą ku samozagładzie.  Jak im wytłumaczyć, że to był tylko głupi dowcip?Nie mam śmiałości zwrócić się do nich i przeprosić. Widzę, jak kolejne pokolenia wyczekują mnie na tej…

Jak oni ją nazwali?

Ziemia?