Komunikat o błędzie

  • Nie udało się utworzyć pliku.
  • Nie udało się utworzyć pliku.

Coś ohydnego

Ocena: 
0
Brak głosów

 

Bartoszowi

Leopold wszedł do herbaciarni. Uśmiechnął się do siedzących w pobliżu panów we frakach, dystyngowanych starszych pań w sukniach i sympatycznej, roześmianej młodzieży. Potem objął wzrokiem całą salę. Jest. Piękna dziewczyna zajmowała miejsce przy oknie.

– Pani pozwoli, że się przedstawię – rzekł, sadowiąc się obok niej. – Leopold Ziemiański, do usług.

Dziewczyna spojrzała na niego, sącząc herbatę. Uśmiechnął się szerzej.

– Azaliż musi pani wiedzieć, iż pragnąłbym z panią pokonwersować, o ile oczywiście takąż wolę wyrazi pani. In medias res, et cetera… Palmę pierwszeństwa przyznaję pisarstwu skandynawskiemu (choć Stendhalem także raczę się ekstatycznie, czasem wręcz: z afektacją!). W wigilię dnia dzisiejszego zakończyłem lekturę jednego z mistrzów tegoż…

Dziewczyna ziewnęła, wstała od stolika i wyszła na zewnątrz. Leopold jeszcze długo siedział z otwartymi ustami.

*

Następny dzień, następna dziewczyna.

– Czy raczyła pani zauważyć, że niedawno obchodziliśmy rok Conradowski? Ja przyznać się muszę, iż Jądro ciemności chłonąłem ponownie jak w jakimś transie, niczym niemalże somnambulik…! Czy nie zechciałaby pani oddać się wraz ze mną lekturze tej…

– A nie chcesz iść na Buildery? – spytała.

Zachichotał.

– Ach, rozumiem! Raczy pani żartować! Ja, człowiek w moim wieku…! Udać miałbym się na Buildery? Mężczyźnie w moim wieku i z moim doświadczeniem, przepraszam za dezynwolturę, także umysłowym…

– Dobra, dobra, zgredzie – mruknęła i wyszła.

– Ależ… ja mam dopiero dwadzieścia pięć lat! – krzyknął za nią, ale drzwi herbaciarni już się zamknęły.

*

Trzeci dzień, trzecia dziewczyna.

– Tuszę, iż pani ceni poetów – zaczął. – Iż posiada pani wielką wrażliwość. Ergo: napisałem o pani opowiadanie. Proszę posłuchać, to mówi pani, pani przedstawienie na kartach literatury: „– Ach, jakież to paradne! – rzekło dziewczę o przepięknej fizys. – Proszę zauważyć, iż rzecz ta nie do pomyślenia wręcz jest! Ach, piesek ten tak radośnie przemierza łączkę, jak gdyby żył tutaj od lat…!”

– Gościu, kuźwa, co to ma być? – warknęła trzecia. – Że co, kuźwa, że niby ja tak gadam? Pogięło cię? Spieprzaj, zanim cię mój Jarek przegoni!

Wyszedł więc.

*

– Andżeliko! – Leopold prawie łkał do słuchawki telefonu. – Co jest ze mną nie tak, powiedz mi?

Przez chwilę po drugiej stronie linii panowała cisza, w końcu jednak Andżelika ostrożnie zaczęła:

– No wiesz… Nie chciałam ci tego mówić… No bo wiesz, mimo wszystko… To znaczy: lubię cię… ale wiesz… Ty jakiś taki jesteś… No, po prostu masz w sobie coś ohydnego, co odstrasza innych! – W  końcu wybuchła. Leopold nie odpowiedział. Odłożył słuchawkę na widełki staromodnego telefonu, po czym usiadł w fotelu.

*

Długo tak siedział, patrząc przez okno, ale na ulicy nie dostrzegł niczego ciekawego. Tłum ludzi spieszących się dokądś, nowe samochody, których marek nie kojarzył, gdzieś w pobliżu wielkiego supermarketu gromadziła się jakaś manifestacja, ale po co, dlaczego? Tego nie wiedział.

Westchnąwszy ciężko, ruszył do łazienki i spojrzał w lustro. Był zmęczony, strasznie zmęczony…

Nagle zobaczył coś dziwnego. Z prawego ucha wystawała mu jakaś nić… Podejrzana sprawa, nigdy tego nie zauważył…

Pociągnął za włókno. Z otworu słuchowego wyskoczył  jakiś mały stworek o ośmiu nogach, podobny nieco do pająka, ale o głowie kruka. Stwór wylądował na umywalce, mieniąc się wszystkimi kolorami tęczy. Był piękny.

– Nie chcesz, żebym dalej był w tobie? – spytała istota. – No dobrze… Ale muszę cię uprzedzić, że złożyłem jajka. Nie spłodzisz już potomka. – To powiedziawszy, wyskoczyła z łazienki i ruszyła w kierunku kuchennego okna.

– Zaczekaj! Wracaj! – krzyknął Leopold, czując jakąś dziwną pustkę w sercu. Stworzenie jednak zanurkowało na zewnątrz, nawet na niego nie patrząc. Po chwili do Ziemiańskiego dotarły głosy przerażonych przechodniów.

– Co to jest?

– Jakiś potwór!

– Obrzydlistwo!

– Monstrum!

Leopold nie słuchał tych wrzasków zbyt długo. Mając jeszcze w pamięci i przed oczami piękno tej istoty, wrócił do łazienki i jeszcze raz obejrzał się w lustrze. Z ulgą zauważył, że w drugim uchu też ma niteczkę. Tym jednak razem wepchnął ją głębiej do przewodu słuchowego.