Science Fiction Fantasy i Horror - luty (76) 2012

Jest nieźle

Sławomir Szlachciński

 Mimo najszczerszych chęci przegrałem walkę z rzeczywistością i recenzja kolejnego numeru SFFiH znów opóźniona. Za każdym razem obiecuję sobie, że z następną będzie lepiej, a wychodzi jak zwykle. Ale już kolejna to na pewno… Tymczasem pismo zachęca bardzo udaną grafiką na okładce. Desperado, świetnie skomponowany ze smokami w tle, przynosi bardzo pozytywne wrażenia estetyczne. Szkoda tylko, że to reklama i związku z literacką zawartością pisma próżno się doszukiwać.

Numer zaczynamy bardzo dobrym Pustym ogrodem Romka Pawlaka. Z jednej strony zwykła opowieść post-apo. Z drugiej pytanie o rzeczy bardziej uniwersalne. Jakie? O tym trzeba się przekonać samemu. Nie będzie bolało, bo opowieść napisana z werwą. Rzemieślniczej strony komentował nie będę, zakrawałoby to z mej strony na pyszałkowatą arogancję.

Zabijając ptaki jest kolejnym świetnym opowiadaniem Marcina Rusnaka. Ślicznie napisane, ze zgrabną i zwartą historią, pełne emocjonalnego ładunku. Perełka. W przyszłości trzeba będzie się mocniej autorowi przyglądać.

Dalej mamy Podróżnego Kingi Tomczak. Ironiczny szorcik oparty na klawym pomyśle. Wykonanie bez zarzutu. W swej kategorii rzecz zdecydowanie warta polecenia.

Z twórczością Agnieszki Hałas mam problem od zawsze. Zdecydowanie potrafi pisać, trudno znaleźć zarzuty w stosunku do języka jakim się posługuje. Rzekłbym nawet, że w tej materii wyraźnie wybija się ponad przeciętność. Historie które opisuje są przemyślane, zgrabne; mają ręce i nogi mówiąc potocznie. Ale to wszystko do mnie nie dociera, gdzieś na którymś poziomie estetyki, emocji czy czegoś jeszcze, mocno się różnimy. O Córce sztukmistrza mogę powiedzieć, że mnie znudziła ale jestem przekonany, że miłośnikom prozy autorki zdecydowanie przypadnie do gustu.

Bożowola Anny Walczak to z mojego punktu widzenia najsłabsza pozycja w tym zestawieniu. Fajnie, że w klimacie SF. Ale poza tym to nudna, fabularnie wtórna niemal podręcznikowo, historyjka grozy. Na dodatek miejscami nie za bardzo wiarygodna. Na szczęście, stylistycznie napisana poprawnie i daje się przeczytać.

Ostanie opowiadanie, Judyta z Betulii Marcela Głaza to biblijna historia poddana kosmetycznym obróbkom. Napisane nieźle, sprawnie oddany dramat głównej bohaterki. Mimo wszystko, chyba nie zapamiętam tego opowiadania na dłużej.

Publicystyka, tradycyjnie zamyka się czterema pozycjami. Andrzej Pilipiuk równie tradycyjnie maluje sobie laurkę. Artur Szrejter prezentuje kolejny dobry i najlepszy w zestawie felieton. Spojrzenie na mitologię polskich Słowian i jej dzisiejszą kondycję na tle mitologii narodów postronnych. Dariusz Domagalski tym razem poruszył akademicko interesujący problem światów równoległych i konsekwencji wynikających z faktu potencjalnego ich istnienia. Rzecz pozaczynana na kilka sposobów w finale kończy się niewyszukanym dowcipem z poprzedniego sezonu. W sumie nie najgorzej. Jarosław Grzędowicz tym razem rozczarował banalnością tematu i dywagacji – opisuje swoją irytację faktem, że ludzie systematyzują wiedzę.

Prócz zwyczajnej, comiesięcznej, publicystyki mamy w numerze dodatkowo mini-wywiad z Mają Lidią Kossakowską przeprowadzony przez Marka Doskocza. Rzecz całkowicie do ominięcia, służy wyłącznie do reklamy ostatniej pozycji w dorobku autorki.

 

Pozdrawiam i do następnego razu.