Co by było?

Ocena: 
0
Brak głosów

Co by było, gdybym rano, zaraz po przebudzeniu sięgał po kostkę i losował kim dzisiaj będę?

O co walczyć, przed czym się bronić? Pójdę w świat z imieniem Boga na ustach czy raczej będę wzywał Go nadaremno? Poprowadzi mnie niewidzialna ręka rynku czy dłoń Wielkiego Brata? Pro czy anty? A może niezaangażowany, niczym podstarzała aktorka porno? Trzeźwy czy zasłonięty chmurą zieloną?

Gdyby to wszystko uzależnić od rzutu kostką? Bez zbędnej racjonalizacji, bez ciągłej walki o to, żeby moje było na wierzchu, bez przekonywania siebie i innych, że to co mówię, jest Prawdą i Światłem, a nade wszystko bez pamiętania rzeczy, za które jeszcze wczoraj dałbym sobie urżnąć rękę.

Budzę się i wystawiam twarz do ciepłego słońca. Jemu jest wszystko jedno na kogo świeci. Powidoki sennych marzeń czają się jeszcze pod powiekami, sięgam do szafki i trafiam na niewielki, twardy sześcian. Nie ma we mnie nadziei, więc nie ma lęku, doskonale wiem, że każdy wynik jest równy. Żadna z możliwych wersji mojej osoby nie jest lepsza od innej. 6 = 0. Leniwym gestem rzucam kostkę na podłogę, rozlega się w stukot, który w końcu ustaje.

Kim jestem? – myślę, wysuwając nogi spod kołdry.

Zamiast od razu sprawdzić rozwiązanie zagadki, siedzę przez chwilę na łóżku, pozwalając promieniom ogrzać tę miękką powłokę, w której dzisiaj jeszcze nikt się nie zagnieździł.

W końcu zerkam. O nie! Znowu stanęła na krawędzi!