Sprawy urzędowe

Ocena: 
10
Average: 10 (3 votes)
– Gratuluję – oznajmiła urzędniczka odrobinę znudzonym tonem. – Poproszę formularze.
Mężczyzna podsunął jej papiery. Nie przeszkadzało mu, że blat biurka upstrzony był kółkami po kolejnych filiżankach kawy. Nie przeszkadzał mu odpychający grymas siedzącej przed nim kobiety.
Nic mu nie przeszkadzało, bo po zarejestrowaniu chłopaków szykowało się spotkanie z kumplami.
Wódka już się mroziła. Żeby oblać bliźniaki, trzeba już tylko odbębnić ten głupi Urząd Stanu Cywilnego...
– Wpisał pan imiona „Kastor” i „Polluks”?  – upewniła się urzędniczka.
– Tak, tak, to imiona greckie, ale...
– Wiem, znam mitologię – przerwała mu obcesowo kobieta. – Ale jest mały problem.
Mówiła trochę nosowo, przeciągając samogłoski, co nie wiedzieć czemu, irytowało świeżo upieczonego ojca.
– Problem? Jaki problem? Sprawdzaliśmy wcześniej i wszystko powinno być w porządku, imiona nie naruszają żadnych norm, nie zawierają żadnych niepolskich znaków.
– Owszem. – Urzędniczka pokiwała głową ze zrozumieniem. – Ale w rubryce „obowiązki rodziców” zaznaczył pan, że dzieci nie będą szczepione ze względów – cytuję – „światopoglądowych”.
– Tak, to prawda, bo my z żoną...
– Wobec tego – znowu przerwała mu urzędniczka – zgodnie z najnowszym prawem o odporności zbiorowej imiona dzieci zostaną nadane z urzędu.
– Co?!
– Tak, proszę pana, z urzędu. Jednak proszę się nie niepokoić, dostaliśmy specjalny katalog ministerstwa. Otóż... Co my tu mamy... Kastor i Polluks. Mogę pójść panu trochę na rękę i wybrać coś zbliżonego, na przykład... Krztusiec i Polio. Ładne imiona dla chłopców.
– Ale... Ale proszę pani, to niemożliwe, ja...!
– Nie podobają się?
– Ale przecież... Tam na korytarzu, przede mną, był facet, który też twierdził, że nie zaszczepi córki, a daliście jej zwykłe imię! Najzwyklejsze! Róża!
– Ach, proszę pana... Nie „Róża”, tylko „Różyczka”. Ale ja go rozumiem – westchnęła z udawanym współczuciem urzędniczka – Nie miał zbyt dużego wyboru. Zawsze to lepiej brzmi niż „Świnka”.