Zapowiedź Wydawnictwa Literackiego

Madeleine Thien - Nie mówcie, że nie mamy niczego (25 października 2017)

Nowa gwiazda kanadyjskiej i światowej literatury. Ścisły finał Nagrody Bookera

Przejmująca saga o chińskich rodzinach złamanych przez historię – od rewolucji kulturalnej po czasy współczesne. Zaprzepaszczone talenty, uczucia wystawione na największą próbę i rozbrzmiewające na każdej stronie sonaty Bacha. Talent, który zachwycił samą Alice Munro. Powieść Madeleine Thien Nie mówcie, że nie mamy niczego w przekładzie Łukasza Małeckiego ukaże się 25 października nakładem Wydawnictwa Literackiego.
 
W tej powieści Madeleine Thien zabiera czytelnika do Chin ukazanych z punktu widzenia dwóch utalentowanych muzycznie rodzin i dwóch nierozerwalnie splecionych pokoleń – ludzi, którzy przetrwali rewolucję kulturalną Mao Zedonga oraz ich dzieci, które w 1989 roku protestowały na placu Tiananmen, tworząc jeden z najważniejszych ruchów politycznych ubiegłego wieku. Posługując się wyrazistym, subtelnym i dowcipnym stylem, w narracji pełnej moralnej złożoności Thien zdołała stworzyć postaci, które ożywają na kartach powieści, jednocześnie twarde i uparte, marzycielskie i kruche, mądre i lekkomyślne.
 
Opowieść rozpoczyna się w Vancouver w roku 1990, kiedy dziesięcioletnia Marie i jej matka przyjmują pod swój dach gościa – młodą kobietę imieniem Ai-ming, która uciekła z Chin po masakrze na placu Tiananmen. Zaprzyjaźniwszy się z Marie, Ai-ming wtajemnicza ją stopniowo w losy swoich bliskich, od zatłoczonych herbaciarni dawnych dni, gdy Mao Zedong dochodził do władzy, przez Szanghajskie Konserwatorium Muzyczne lat sześćdziesiątych aż po demonstracje roku osiemdziesiątego dziewiątego. Wspaniała i przejmująca proza Thien pozwala zatracić się w dramatycznych losach trojga muzyków zmagających się z codziennością tamtych czasów: nieśmiałego, choć genialnego kompozytora Wróbla, utalentowanej skrzypaczki Zhuli i ambitnego pianisty Kaia. Ta trójka stara się pozostać wierna sobie nawzajem i muzyce, która ich definiuje, lecz niepowstrzymana fala rewolucji kulturalnej zmusza bohaterów powieści do zredefiniowania własnego życia i więzi z ukochanymi, co często niesie za sobą niespodziewane, dalekosiężne konsekwencje.
 
Nie mówcie, że nie mamy niczego to porywająca wizja potęgi i traumy rewolucji politycznej, a zarazem wyjątkowa opowieść o dwóch żywotnych rodzinach, pochwyconych przez rwący nurt historii. Jej lektura budzi pytania zarówno osobiste, jak i uniwersalne: czy da się formułować myśli, kochać, przekazywać dalej swoją przeszłość i tworzyć sztukę, będąc zmuszonym do ukrywania własnego ja?

Madeleine Thien (ur. 1974) – kanadyjska pisarka o chińsko-malezyjskich korzeniach, ma w swoim dorobku cztery powieści i zbiór opowiadań, za które otrzymała wiele prestiżowych nagród i wyróżnień. Jest finalistką Nagrody Bookera. Powszechnie uważa się ją za najlepiej zapowiadającą się autorkę młodego pokolenia w Kanadzie. Jej książki doczekały się tłumaczeń na dwadzieścia pięć języków, a eseje ukazywały się w „Granta”, „The Guardian”, „Financial Times”, „Five Dials”, „Brick” i Al Jazeera. Studiowała taniec współczesny i literaturę. Mieszka w Montrealu.

Odpowiedzi

„Nie mówcie, że nie mamy niczego” to powieść, która znalazła się w finale Nagrody Bookera. I nie bez kozery, gdyż to książka wybitna, wielowarstwowa, napisana z rozmachem, w dodatku niezwykle barwnym i kunsztownym językiem.

Akcja obejmuje pół wieku, od Wielkiej Proletariackiej Rewolucji Kulturalnej w Chinach po czasy współczesne.
Na przestrzeni tych lat poznajemy skomplikowane losy dwóch chińskich rodzin, uwikłanych wbrew własnej woli w bezwzględną historię, w której człowiek jest tylko nic nieznaczącym pionkiem.

Wydarzenia nie układają się tu w sposób chronologiczny. Poznajemy je wyrywkowo, głównie dzięki wspomnieniom studentki, która po masakrze na Placu Tiananmen w 1989 roku uciekła do Kanady. Tu znalazła chwilowe schronienie u rodziny, która znacznie wcześniej wyrwała się z komunistycznych Chin.

Jak się okazuje, obie familie łączy bolesna, owiana tajemnicami przeszłość, która stopniowo wychodzi na jaw. By ją poznać w całości, trzeba jednak uzbroić się w cierpliwość. I starannie poskładać fabularne puzzle, które tworzą tworzą niezwykle barwną opowieść o ludziach kochających muzykę, wolność i swoich bliskich.
Bohaterowie ci, poddani niezwykle ciężkim próbom, nie zawsze mogą nim sprostać, tym bardziej, że reżimowe państwo najczęściej nie pozostawia im żadnego wyboru, stosuje za to drakońskie metody pozbawiania ludzi godności, niezależności i możliwości decydowania o elementarnych sprawach.

Wiele postaci to ludzie złamani i zniszczeni przez system. Są tu jednak i tacy, którzy za wszelką cenę chcą zachować chociaż odrobinę wewnętrznej swobody.
Jedną z prób przeciwstawienia się despotyzmowi jest ręczne powielanie rozdziałów tajemniczej książki, której motyw przewija się przez całą akcję, odgrywając w niej ważną, symboliczną rolę.

Powieść Madeleine Thien to utwór wielopłaszczyznowy, który można odczytywać na różnych poziomach.
Na pewno jest to wstrząsająca, ale i fascynująca saga, której bohaterowie na długo zapadają w pamięć.
To także pełna dramatyzmu opowieść o trudnych życiowych wyborach, miłości, przyjaźni, lojalności i rodzinnych więzach, które nie zawsze udaje się utrzymać.

I wreszcie jest to ważny głos w dyskusji na temat szeroko rozumianej wolności człowieka, jego miejsca w wielkiej historii i możliwości jej kreowania.
Z jednej strony ludzie są tu zabawkami w rękach polityków i tyranów, z drugiej jednak stanowią siłę, która jest w stanie wzniecić rewolucję. Problem w tym, że rewolucja ta nieraz polega tylko na zamianie ról, a z czasem pożera własne dzieci.

„Nie mówcie, że nie mamy niczego” to, oczywiście, książka, której akcja rozgrywa się na tle ważnych wydarzeń politycznych, jakie miały miejsce w ostatnim półwieczu w Chinach.
Można jednak odczytać ją znacznie szerzej – jako uniwersalną, ponadczasową i historiozoficzną opowieść o tyranii, zniewoleniu, walce o wolność, która jest przynależna każdemu człowiekowi, a także o doniosłej i ocalającej roli sztuki.

Lektura powieści Madeleine Thien nie jest lekka i łatwa, warto jednak się z nią zmierzyć, gdyż dostarcza czytelnikowi mnóstwa emocji i refleksji, które zostają nawet po odłożeniu książki na półkę.
To również książka, której językiem można się delektować od pierwszych do ostatnich stron. A to we współczesnej literaturze rzadkość.
BEATA IGIELSKA