Twoja kolej

Ocena: 
8
Average: 8 (1 vote)
„Ciemność — tylko wysoko semafor się pali,
Okiem zielonem patrzy na skroś przez człowieka w dno.”
Kazimierz Wierzyński


Automat o głosie upadłego kapłana zapowiedział przyjazd kolejki. Niestety do Gdyni. Do Gdańska, zgodnie z informacją wyświetlaną na tablicy, miała być za dziesięć minut. Było zimno. Przytupywanie pomagało nieco, ale przecież nie będzie tupał jak dziecko. Jakub dociągnął szalik. Po chwili z powrotem go poluźnił. Nie znosił ucisku na szyi, albo raczej nie lubił skojarzeń, które ten ucisk wywoływał. „Dziewięć minut”. Kolejka do Gdyni podjechała i odjechała, zabierając trójkę głośno rozmawiających Azjatów. Na peronie został tylko on i kobieta w płaszczu z futrzanym kapturem. Oglądała coś lub pisała na smartfonie. Pomyślał, że takie rękawiczki do pracy na ekranie dotykowym to świetna sprawa. Już wiedział, co zamówi sobie na prezent na Boże Narodzenie. Osiem minut. Zapatrzona w ekran smartfonu kobieta zbliżyła się o kilka kroków. Samsung, ale dość stary, odnotował odruchowo. Marzł coraz bardziej. A u Magdy było tak ciepło. Z żalem zbierał się do wyjścia. Impreza dogasała już wprawdzie, ale najfajniejsi ludzie wciąż siedzieli, rozmawiając i racząc się resztkami trunków. Robiło się kameralnie. Tak, jak lubił najbardziej. Gdy wychodził, Magda właśnie ogłaszała, że ma karimaty, więc wszystkich przenocuje. Spałby nawet na gołej podłodze – po co mu karimata – ale musiał zbierać się do domu. Rodzice… Pewnie tam teraz nabijają się z niego, że wraca do taty i mamy, pomyślał. Głupio zrobił, idąc na studia w swoim rodzinnym mieście. Leon, Michał i Jura wyjechali i są wolni. Śpią, gdzie chcą, studiują we własnym tempie. Ba, Jura ma już dziecko i będzie się żenił. A tu rodzice z ich śmiesznymi wymaganiami, zima i mróz. I siedem minut do kolejki. A ekonomię można studiować wszędzie. Choćby w Katowicach. Tam jest cieplej. Z ich licealnej paczki w Gdańsku został tylko on i Zbyszek. U Zbyszka spotkają się wkrótce, paląc znicze i rozmawiając o najnowszych grach. Potem pójdą pić do któregoś z pubów. Następny raz zbiorą się pewnie za rok.
W dali zamajaczyła kolejka. Jasne światła przyciągały wzrok i niepokoiły jak płomienie świec w bezwietrzną zaduszkową noc. Przypomniał sobie, że na tej stacji ktoś wczoraj skoczył pod pociąg. Podobno wszyscy go przeklinali, bo SKM-ki stały przez godzinę. Tak opowiadała Magda. Znów wróciły wspomnienia. Zbyszka nikt nie przeklinał. Przytupując, bezwiednie poluźnił szalik.
Spojrzał na tablicę informacyjną. Sześć minut. „Może to skład techniczny”, pomyślał z niechęcią. Było tak zimno. Zazdroszcząc sąsiadce z peronu, przemógł się i zdjął rękawiczkę. „Jak dojadę” pokazało mu to, co widział na tablicy. Sześć minut. Wkrótce pięć. Kolejka podjechała cicho. Była pusta. Wnętrze zapraszało blaskiem. Tym ciepłym i przyjaznym, jak listopadowe świece palone dla bliskich przez bliskich. Takie, przy których mimowolnie grzeje się dłonie. Nie było informacji, że to skład techniczny. Drzwi rozsunęły się bezszelestnie. Jakub wszedł do środka. Wkrótce będzie w domu.
Zuzanna zablokowała ekran i włożyła smartfona do torebki. Kolejka wjeżdżała na stację. Punktualnie, jak zwykle. Wkrótce będzie w domu. Nie lubiła nocy i zimy. Dobrze, że na peronie był ten sympatycznie wyglądający chłopak. Czuła się pewniej, nie czekając sama. „Ciekawe, co się z nim stało…? Ech, te media społecznościowe. Człowiek przestaje dostrzegać świat dookoła. Jeszcze kiedyś przegapię swoją kolejkę”, pomyślała, wsiadając.