Niektóre rzeczy się nie zmieniają

Ocena: 
8
Average: 8 (1 vote)
– No ja pierdolę – zdenerwował się Tomek. – Znowu się poplątało. Przecież na to nic się nie złowi.
Włóczka zahaczyła się o sztywne badyle, gdy Tomek łupnął kijem o ziemię. Bartek bez słowa podniósł prowizoryczną wędkę i rozsupłał linkę.
– Jak chodziliśmy z wujkiem na bolenia – powiedział, sprawdzając, czy zrobiony z kolczyka haczyk wystarczająco mocno tkwi w węźle – to najpierw zanęcaliśmy. Przez kilka dni rzucaliśmy żarcie, żeby ryby się przyzwyczaiły i straciły czujność.
– A co je taka ryba? – Basia po raz kolejny przeszukała torebkę.
– Takie żółte ciasto.
Tomek wybuchnął śmiechem.
– To bardzo dobrze, że mamy mnóstwo ciasta. Całą torbę.
Kopnął leżący pod drzewem plecak i usiadł pod pniakiem.
– Jakbym miał ciasto, to sam bym zjadł, a nie dawał głupiej rybie.
– Nie krzycz na niego. – Basia wcisnęła palec w tubkę po szmince i rozsmarowywała na wardze resztki pomadki. – Przecież to nie jego wina, że nie mamy co jeść.
– Pewnie, że nie jego, tylko tej krowy. – Wskazał na Zośkę. – Zachciało się idiotce włazić w pieprzone światło. Pójdźmy tam – parodiował głos dziewczyny – to takie piękne.
– Zostaw ją w spokoju. – Baśka wyjęła z torebki lusterko i zrobiła do niego serię min. Wyszczerzyła zęby, stuliła usta w dziubek, na koniec uśmiechnęła się i, wyraźnie zadowolona z efektów, zaczęła układać grzywkę. – Nie musiałeś iść za nią. To była twoja decyzja.
– Moja? Moja decyzja? Żadna decyzja, ja tylko chciałem zatrzymać idiotkę. Byłem dżentelmenem.
– Nie bój się – prychnęła Zosia. – Nikt się na tego dżentelmena nie nabrał. Niepotrzebnie się fatygowałeś.
Wydawało się, że Tomek rzuci się na dziewczynę, ale tylko zaklął. Miał ich wszystkich serdecznie dosyć. Najchętniej poszedłby sobie w cholerę, ale wtedy skazałby się na samotność. W miejscu, które tylko na pierwszy rzut oka wyglądało normalnie. Gdzie przeniósł ich owalny portal z tramwajowego przystanku i gdzie byli uwięzieni od pół roku, a nie natknęli się na najmniejszy ślad innych ludzi.
Najpierw zdziwiło ich, że wprost z grudniowej pogody trafili na rozkwieconą łąkę. Dziwne, ale jeszcze nie przerażające. Zaczęli się bać, gdy dostrzegli dwa słońca po przeciwnych stronach nieboskłonu, a wpadli w panikę, gdy okazało się, że portal, przez który przeszli, zniknął bez śladu.
– Mam go! – Bartek stał w wodzie, a w jego wyciągniętych nad głową rękach trzepotała ryba.
– To boleń? – Ucieszyła się Basia.
– Raczej pstrąg. – Bartek, dumny jak paw, wyszedł na brzeg i zaprezentował zdobycz.
– Pstrągi mają ciapki – powątpiewała Zosia. – Czy to w ogóle jest jadalne? Ktoś się na tym zna?
– No ja pierdolę. – Tomek krytycznie obejrzał rybę. – Znowu dostaniemy sraczki.
Wtem na niebie pojawił się dziwaczny wehikuł.
– Ho, ho, ho, moi mili. – Usłyszeli.
Bartkowi pstrąg wysunął się z ręki i upadł w trawę. Basia się przeżegnała, a Zosia zamarła z naręczem chrustu, który miała wrzucić do ognia. Przed nimi, na brzegu rzeki, wylądowały zaprzężone w renifery sanie. Brodaty grubas machał do nich ręką i śmiał się jak szaleniec.
– Ho, ho, ho. – Gramolił się na zewnątrz z wielkim workiem. – Ho, ho, ho, czy byliście grzeczni w tym roku?
– Stój i nawet nie drgnij – krzyknął Bartek.
Podniósł grubą lagę i wystawił przed siebie.
– Kim jesteś? – spytała Basia.
– No, ho, ho, ho, Mikołajem.
– Ale jest czerwiec. – Bartek postąpił krok naprzód, nie opuszczając kija.
– No, fakt. – Mikołaj zdjął czapkę i otarł spocone czoło. – Trochę się was naszukałem. Ale, ho, ho, ho, już jestem. I mam dla was prezenty. Pod warunkiem – spojrzał na nich z porozumiewawczym uśmieszkiem – że byliście grzeczni.
– Ja byłam grzeczna – zapewniła Zosia. – Chcę wrócić do domu. Do naszego świata.
– Hm – zacukał się Mikołaj – to tak nie działa. Od życzeń jest rybka. Złota zresztą. Ja, ho, ho, ho, przynoszę prezenty.
– Możesz wziąć nas na sanie i zabrać do domu. – Tomek gorączkowo zbierał swoje rzeczy.
– Ho, ho, ho, na pewno byliście grzeczni, a ja się spieszę – powiedział Mikołaj, zadziwiająco dziarsko wskakując do sań.
Patrzyli, jak odlatuje coraz wyżej i wyżej. Wreszcie zatoczył nad nimi koło, pomachał ręką i rzucił im cztery pakunki.
– Podpisane – ucieszyła się Basia.
– No, ja pierdolę – jęknął Tomek – znowu skarpety.

Odpowiedzi

Świetnie napisane! Wykreować ciekawy świat w tak krótkiej formie, to sztuka. A króciak nie dość, że zainteresował, to rozwalił na łopatki fantastycznym zakończeniem :) Dobra robota!

Ogromnie mi miło :D