W dziwnej sprawie Skaczącego Jacka - Mark Hodder

Zastrzelę sobie królową, a dalej się zobaczy, czyli jak powinno się pisać steampunk


Sławomir Szlachciński


             Steampunk ostatnimi czasy nabiera rozmachu, powoli stając się modą. Wszędzie go pełno, coraz łatwiej trafić na pozycje należące do tego nurtu, coraz trudniej uniknąć. Masowość mody niesie zwykle ze sobą erupcję nijakości. Fabularną i koncepcyjną miałkość pokrywa się blaknącymi coraz bardziej kliszami. I interes się kręci. Naturalnie, nie każda pozycja musi być bezwartościową zapchajpółką. Szczęśliwie steampunk nie wkroczył jeszcze w erę dominacji epigonów, a W dziwnej sprawie Skaczącego Jacka w żaden sposób jej nie zapowiada.

            W lipcu 1840 roku Edward Oxford dokonuje nieudanego zamachu na życie królowej Wiktorii. Czy na pewno nieudanego? W swej powieści Hodder wprowadza małą modyfikację i królowa ginie. I to w zasadzie jedyna zmiana, którą autor wprowadza arbitralnie. Wszystkie pozostałe różnice jakie możemy zaobserwować, są konsekwencjami, logicznymi następstwami tego jednego wydarzenia. Autor nie każe nam akceptować świata jakim jest bez uzasadnienia. Tu każdy element jest bardzo solidnie umocowany. Dzięki temu zabiegowi – gruntownie przemyślanej konstrukcji świata – wizja Hoddera jest bardzo spójna i stanowi doskonałe tło prezentowanych wydarzeń.

            Słowa innowacyjny czy bogaty świetnie pasują do obrazu stworzonego przez autora. Oprócz typowego dla steampunku rozwoju techniki parowej wprowadził równolegle eugenikę – konkurencyjną technologię, opierającą się na genetycznym rozwoju istot żywych. Dzięki temu, obok coraz zmyślniejszych urządzeń parowych, powieść jest pełna również sztucznie wykreowanych zwierząt. Każde z nich jest przystosowane do specjalnie określonych zadań. Eugenika sięga również po ludzi. Owszem, można się przyczepić, że nie wszystkie pomysły autora wydają się do końca realne z punktu widzenia fizyki. Jednakże ich uroda i świetne umiejscowienie w powieściowej rzeczywistości powodują, że czytelnik zupełnie nie zwraca uwagi na drobne nieścisłości. Steampunkowy świat powieści to nie tylko gadżeciarskie koncepcje urządzeń czy istot ‘w stylu’. Hodder zwraca uwagę na przeróżne aspekty rzeczywistości. Analizuje zmiany nomenklaturowe, filozoficzne, ekologiczne, stylu życia oraz zjawisk społecznych i kulturowych. I nie jest to zastany, statyczny obraz. W czasie lektury obserwujemy procesy występujące w tych sferach, ich rozwój, istotne czynniki wpływające na przemiany. Uważny czytelnik z pewnością dostrzeże pytania jakie autor stawia na bazie tak stworzonego świata. Dotyczą one takich aspektów jak wpływ człowieka na ekologię, problemów etycznych związanych z ingerencją genetyczną czy porządkiem społecznym. Mówiłem już, że w przegródce ‘świat przedstawiony’, autor odwalił kawał dobrej roboty?

W którymś z ostatnich Science Fiction Fantasy i Horror Jarosław Grzędowicz narzekał na niestosowność pojęcia steampunk, że niby steam ok, ale punk to już nie za bardzo, bo wszędzie ślicznie i czysto, mahonie, mosiądze, damy i dżentelmeni, kultura, ceremonialność na co dzień, itp. Książka Hoddera wyłamuje się z tego schematu. Owszem wszystkie te rzeczy można w niej znaleźć, ale jest tu też wszędobylski bród, smród i smog, bieda i upokorzenie, zakazane spelunki i bandy rzezimieszków, cynizm i brak szacunku, życie jest ciężkie, a szans na poprawę nie widać. Żadna postać nie jest stuprocentowo pozytywna, nikt nie jest naprawdę szczęśliwy. 

Fabularnie rzecz zaczyna się niepozornie. Znany podróżnik i odkrywca, sir Richard Burton, dostaje specjalne zadanie od króla (pamiętajmy, że Wiktoria nie żyje). W charakterze agenta-detektywa ma rozwiązać zagadkę tajemniczych porwań. Zagłębiając się w sprawę, spostrzega, że rzecz jest znacznie bardziej skomplikowana niż na początku mogłoby się wydawać. Formalnie Hodder dokonał nietypowego zabiegu. Powieść podzielona jest na trzy odrębne części. Pierwsza, najobszerniejsza, jest typową historią awanturniczo-detektywistyczną umieszczoną w Londynie z quasi-wiktoriańskiej rzeczywistości. Czytelnik napotyka tu więcej zagadek niż wyjaśnień. W części drugiej poznajemy rzecz od innej strony, inne postaci grają główną rolę, a czytelnik nareszcie otrzymuje odpowiednią ilość informacji by mógł stworzyć sobie spójny obraz całości. Część trzecia to konfrontacja antagonistów i ostateczne wyjaśnienie. Brzmi dość prosto, ale tak nie jest. Retrospekcje, manipulacje czasem, przetasowania punktów widzenia mocno komplikują opowieść i pozwalają autorowi zaskoczyć nas, nie raz i nie dwa. Karty powieści zamieszkuje spora ilość doskonale skrojonych bohaterów, trudno mieć jakieś zastrzeżenia w tej kwestii. Nawet najmniej znaczące postaci mają wyraźnie zauważalny trzeci wymiar. Do spółki z doskonale zaprojektowanym światem tworzą żyjącą pełnym życiem rzeczywistość. Ciekawostką jest wprowadzenie postaci historycznych formatu Florence Nightingale czy Karola Darwina w dość nietypowych rolach.

W ramach tak przygotowanej konstrukcji autor wiedzie wartką opowieść pełną tajnych wypraw, pojedynków, zasadzek i podstępów, ucieczek i pogoni. I to wszystko ładnie, zgrabnie i z polotem. Trudno znaleźć moment w którym można by odłożyć książkę w celu zaczerpnięcia łyka herbaty. Pisarski talent Hoddera, językowa stylizacja świetnie pasująca do przedstawionej rzeczywistości, przedni (acz nienadużywany) dowcip, doskonale przemyślany i zaprojektowany świat, czynią z W dziwnej sprawie Skaczącego Jacka lekturę w którą łatwo wsiąknąć na kilka godzin.

             Z czystym sumieniem mogę tę pozycję polecić Jarosławowi Grzędowiczowi (może ktoś mu doniesie o tej recenzji ;) ) oraz pozostałym miłośnikom niegłupich opowieści. Nie powinni się zawieść.

 

Tytuł:  W dziwnej sprawie Skaczącego Jacka 

Tytuł oryginalny: The Strange Affair of Spring Heeled Jack

Cykl: Burton i Swinburne

Tom: 1

Autor: Mark Hodder

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Seria: Obca krew

Data wydania: luty 2012

ISBN: 978-83-7574-591-7

Liczba stron: 528

Wymiary: 125 x 195 mm

Tłumaczenie: Krzysztof Sokołowski