Droga do Odrodzenia. Superman: Ostatnie Dni Supermana – Peter J. Tomasi, Mikel Janin i inni

Zmiana warty

Marek Adamkiewicz

„Nowe DC Comics” przechodzi powoli do historii. Egmont zamyka kolejne tytuły i przygotowuje czytelników do następnej inicjatywy, „Odrodzenia”. Niedawno recenzowałem pierwszy tytuł, który wprowadza do tego wydarzenia. „Superman – Lois i Clark”, bo o nim mowa, okazał się ze wszech miar udany, głównie z tego powodu, że nie skupiał się wyłącznie na zaprezentowania drogi do głównego wydarzenia, ale przynosił autonomiczną historię, która w ciekawym świetle przedstawiała postać Supermana. Teraz nadszedł czas na kolejne preludium. Jego centralną postacią ponownie jest Człowiek ze Stali, ale tym razem musi się zmierzyć z zagrożeniem ostatecznym.

Superman uświadamia sobie, że umiera. Kilka wydarzeń i walk, w których brał udział, nałożyło się na siebie, dając w połączeniu śmiercionośny efekt. Jednak zanim bohater opuści świat, którego przysiągł bronić, musi rozwiązać kilka spraw . Przede wszystkim chce pożegnać się z przyjaciółmi i przekazać misję ochrony Metropolis i całego świata nowej osobie. Ostatnie dni niosą jednak ze sobą również duże zagrożenia. Pojawia się tajemnicza postać zbudowana z czystej energii, która twierdzi, że jest Supermanem. Jak jednak mogłaby być herosem, skoro zabija niewinnych ludzi? Potyczka, która nadciąga, może znacząco przyspieszyć odejście Clarka Kenta.

„Ostatnie Dni Supermana” – jaki może być komiks o takim tytule? Na usta cisną się takie przymiotniki jak „sentymentalny”, „patetyczny” czy „wzruszający”. I tak jest w istocie. Peter J. Tomasi zadbał o to, by zakończenie przygód odmłodzonego eSa, jakiego znamy z „Nowego DC Comics”, niosło ze sobą odpowiednią dawkę emocji. Na kolejnych kartach znajdziemy kilka scen, które mają za zadanie oddziaływać na uczucia odbiorców, jak wtedy, gdy Człowiek ze Stali odwiedza swoich przyjaciół i przedstawia im, jak prezentuje się sytuacja. Rozstania nigdy nie są łatwe, a gdy mamy do czynienia z pożegnaniem persony tak charakterystycznej, emocji przybywa. Inną sprawą jest, że żegnamy się z tą wersją Supermana, która udzielała się w komiksach z „Nowego DC Comics”, a której odejście to zarazem otwarcie nowego rozdziału w Uniwersum DC, jak i ponowne przywitanie „starego” Kenta, tego sprzed Flashpointu. Jak więc można było się spodziewać, na dobrą sprawę zmieni się nie tak znowu dużo. Ten superbohater, który na scenie pozostanie, będzie summa summarum tym, którego fani dobrze znają.

W „Ostatnich Dniach Supermana” czytelnik ma okazję spotkać aż trzy wersje tej postaci. Ta najistotniejsza to odmłodzony Kal-El, który pojawił się po wydarzeniach rozpoczynających zamykaną właśnie linię wydawniczą. Przedstawiony został w znany sposób – dobry, altruistyczny, a los ludzkości jest dla niego na tyle istotny, że chce zapewnić jej ochronę nawet po swojej śmierci. To najbardziej typowy, a zarazem także nieco nudny, Superman. Kolejny z eSów to intrygująca postać złożona z czystej energii. Przekonany, że jest prawdziwym Człowiekiem ze Stali, nie postępuje jednak tak, jak można by się spodziewać po tym bohaterze. Życie przypadkowych ludzi nie ma dla niego znaczenia, co zupełnie nie licuje z mianem, które chce nosić. Czy zapadnie w pamięć na dłużej? Niekoniecznie. Nieco brakuje mu charyzmy, a jego czyny nie powodują niestety większej ekscytacji. Ostatni z Kentów (choć nosi on akurat inne nazwisko) to ten znany ze starej Ziemi, który już niebawem powróci na pierwszy plan. Jego jest tu najmniej, ale kiedy się pojawia, sprawia dobre wrażenie, prezentując charakterystyczne dla postaci wartości, takie jak odpowiedzialność i odwaga. W jego przypadku jednak, może właśnie z powodu krótszego „czasu antenowego”, cechy te nie powodują znudzenia. Obok Supermanów w komiksie pojawia się także szereg postaci drugoplanowych, wśród nich zaś znajdzie się miejsce między innymi dla Wonder Woman, Batmana i Supergirl, a co istotne, wszyscy stanowią dobre tło dla pożegnania najbardziej rozpoznawalnego superbohatera na świecie.

Jak przystało na komiks prezentujący przygody Supermana, otrzymamy dosyć dużo akcji. Czy jest ona jednak odpowiednio angażująca? Trzeba przyznać, że nie do końca. Wspomniany wcześniej manewr polegający na zamknięciu starego i wprowadzeniu nowego powoduje, że od samego początku dobrze wiemy, co się stanie i odpada element zaskoczenia. Ta przewidywalność jest niestety cechą, która nie pozwala w pełni docenić opowieści, bo o ile fragmenty celowo sentymentalne spełniają swoją rolę dobrze, o tyle reszta wciąga już nieco mniej.

Cała zawarta w tym tomie historia ukazywała się pierwotnie na łamach kilku tytułów poświęconych Supermanowi. Co za tym idzie, widoczne jest w nim spore stylowe rozstrzelenie kolejnych ilustracji. Mnie najbardziej do gustu przypadły prace Mikela Janina, który może i nie zawsze odpowiednio dba o tło, ale za to ładnie rysuje twarze i dobrze oddaje targające bohaterami emocje. Trend angażowania do jednego projektu kilku artystów jest niestety ostatnio w komiksie superbohaterskim dosyć popularny (na przykład „Wieczni Batman i Robin”) , ale nawet jeśli rysownicy pracują na łamach różnych serii, to mogą się chociaż postarać o to, by efekty ich starań były bardziej ujednolicone. Mnie takiej artystycznej konsekwencji na łamach „Ostatnich Dni Supermana” zdecydowanie zabrakło.

Komiks Petera J. Tomasiego jest dosyć istotny dla Uniwersum DC, przede wszystkim z tego względu, że zamyka historię Supermana w „Nowym DC Comics”. Zawarta w nim opowieść nie zaskakuje, choć jej sentymentalny wydźwięk może się wielu czytelnikom spodobać. To także projekt, który stanowi płynne wprowadzenie do startującego już za chwilę „Odrodzenia” i głównie z tego powodu warto go poznać. Nie sądzę jednak, by ktokolwiek uznał „Ostatnie Dni Supermana” za dzieło przełomowe.

Tytuł: Superman: Ostatnie Dni Supermana
Seria: Droga do Odrodzenia
Tom: 2
Scenariusz: Peter J. Tomasi
Rysunki: Mikel Janin, Ed Benes i inni
Kolory: Jeromy Cox, Mikel Janin i inni
Tłumaczenie: Jakub Syty
Tytuł oryginału: Superman: The Final Days of Superman
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: DC Comics
Data wydania: sierpień 2017
Liczba stron: 204
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 170 x 255
Wydanie: I
ISBN: 978-83-281-2704-3