Bo dziadek nie umiał w grę

Ocena: 
0
Brak głosów
Listonosz przyniósł paczkę zaskakująco szybko. Wygrany w konkursie prestiżowego magazynu plecak z oprogramowaniem wraz z kamizelką oraz okularami wirtualnej rzeczywistości lśniły wśród zwojów gąbek i folii bąbelkowej. Andrzej ostatkiem woli powstrzymał się od chwycenia pojedynczych pęcherzyków powietrza w palce i zniszczenia ich w opuszkach. Choć tak długo oczekiwał na ten sprzęt najnowszej generacji, dziecinne instynkty wciąż brały nad nim górę. Wziął głębszy oddech i z namaszczeniem zaczął wyjmować zawartość pudła. Chyba dopiero wtedy zdał sobie sprawę z czym naprawdę ma do czynienia.
Komplet prezentował się imponująco. Andrzej oglądał go drżącymi dłońmi, zdjął przezroczyste osłonki z gogli i zabrał się za czytanie instrukcji. Papier sklejał się od potu skapującego mu z dłoni. Choć był profesjonalnym testerem oprogramowania, wiedział, że musi wypróbować sprzęt teraz, zaraz. Bez żadnych wskazówek od szefa. Jego decyzję przypieczętowała wyjęta z dna pudła dokładna replika karabinu AK-47.
Nie czekał ani chwili dłużej. Założył wysokie wojskowe buty i kamizelkę z czujnikami, które należało przyczepić do ciała. Wyregulował paski plecaka, dopasował gogle (wciąż zsunięte na czoło), chwycił karabin w dłoń i zbiegł po schodach na puste pole, znajdujące się tuż za jego domem. Wynajmował je pod dzierżawę starszemu zdziwaczałemu facetowi ze wsi, który mieszkał kilka domów dalej. Dlatego też nie czuł wyrzutów sumienia, że depcze czyjąś ziemię. Zresztą, był sierpień – zboża dawno zebrano, a za bieganie po ściernisku jeszcze nikogo nie zamknięto w więzieniu.
Z bijącym mocno sercem zsunął gogle na oczy i wcisnął guzik na wysokości skroni, by odpalić grę. Przed jego oczami pokazał się ekran startowy. W uszach brzęczały krzyki dowódców i rannych żołnierzy oraz wizgi przelatujących samolotów. Ruszając nieporadnie karabinem rozpoczął nową kampanię. Biegł przez bombardowane miasto. Tynk kamienic sypał mu się na pierś i ramiona, co czuł dokładnie dzięki nowoczesnym czujnikom.
– Odjazd – pomyślał, kuląc się przed pikującym lotniskowcem.
Wtedy też poczuł mocne szarpnięcie na wysokości piersi i przeszywający ból, promieniujący na całe ciało.
– Cholera. Niesamowite doświadczenie gry – mruknął do siebie, osuwając się na kolana. Łzy cisnęły mu się do oczu, a obraz powoli rozmazywał. Na oślep próbował zrestartować grę, żeby ból minął, jednak nie mógł znaleźć odpowiedniego przycisku. W końcu resztką sił zsunął z twarzy gogle. Ostatnią rzeczą jaką zobaczył była dymiąca jeszcze dwururka i zadowolona twarz zdziwaczałego dziadka.
– Bić Niemca! – zawył staruszek na pół pola, machając w powietrzu bronią. –  Mówiłem ci, Stasiu, że oni się tu jeszcze po wioskach kryją, a tyś mnie zawsze miała za wariata!

Odpowiedzi

choć trochę przewidywalne. Ale dobre. Jest twist, jest zabawa. Gratki :)