Targowisko

Autor: 
Ocena: 
9
Average: 9 (1 vote)

Olbrzymie mrowisko w centrum wielkiego miasta tętniło życiem. Dziesiątki tysięcy kupujących bądź tylko zwiedzających tworzyło niesamowity hałas. Tu i ówdzie grupka mężczyzn zawzięcie grała w trzy karty, skubiąc naiwnych z pieniędzy. Sprzedawcy krzyczeli, zachwalając swój towar, niektórzy udawali się po chwili na zaplecze, wynosząc ukradkiem sprzedane dobra. Policjanci i ochroniarze pełnili role statystów w targowej enklawie. Trwały zawzięte kłótnie o ceny, o jakość towaru, a kupić można tu było naprawdę wszystko.

Ubrania i perfumy najlepszych marek po cenach kilkunastokrotnie niższych, przeważnie produkcji chińskiej lub tajwańskiej. Filmy i gry komputerowe, jeszcze przed oficjalną premierą. Spirytus, wyprodukowany w Polsce, importowany na Ukrainę i stamtąd ponownie przywożony, a  mimo to o połowę tańszy. Lokalni mieszkańcy odwiedzali kącik z żywnością, nie bacząc na wszechobecne muchy zaopatrywali się w mięso, warzywa, jaja czy mleko.

Krzysztof zapędził się tradycyjnie w ulubiony sektor targowiska – kolekcjonerski. Minął stanowiska archeologiczne, filatelistyczne i bibliofilskie, pewnie zmierzając ku wystawcom monet. Jak zawsze szukał perełek numizmatycznych, ostatnio interesowały go antyczne monety greckie i rzymskie. Dziś jednak, jak na złość, prawie żaden z wystawców oferujących ten towar nie pojawił się, postanowił wiec tylko pooglądać co ciekawsze egzemplarze i pospacerować.

Skręcił w nieznany sobie wcześniej zaułek. Nagle przytłoczyła go niespodziewana cisza, powietrze jakby zgęstniało, oblepiając jego ciało niby klej.

– Cześć kolego – mały, zarośnięty człowieczek w długim płaszczu stał obok niego, wpatrując się badawczo w twarz Krzysztofa. – Szukasz czegoś specjalnego?

Chłopak rozejrzał się, szukając drogi ucieczki, choć we wzroku nieznajomego nie było ani odrobiny agresji.  

– Nie bój się – mężczyzna najwidoczniej wyczuł jego intencje. – Chyba mam coś, co cię zainteresuje. Spójrz na to.

Rozprostował palce. Na dłoni leżał niewielki, przezroczysty kryształ. Promieniował ciepłym, białym blaskiem. Krzysztof, ku swojemu zdziwieniu, poczuł jakieś niesamowite uczucie, jakby radość, szczęście, bijące od kamyka.

– Co to jest? – zapytał.

Nieznajomy chwycił ostrożnie kryształ w dwa palce, podniósł go, i spoglądając na kamyk rzekł:

– Dusza. Czysta, nieskalana grzechem dusza. Kiedyś, w swej naiwności, sądziłem, że będę ją mógł sprzedać za duże pieniądze. Że będą na nią chętni. Im dłużej poznawałem jednak ludzi, tym bardziej musiałem obniżać cenę.

– A ile ona kosztuje?

– Nic… – uśmiechnął się gorzko mężczyzna. – Chciałbym ją ofiarować za darmo, godnej osobie. Przecież zdajesz sobie sprawę, że użytkownik nie może zrobić nic wbrew jej woli. Nie ma miejsca nawet na drobne grzeszki, kłamstewka, oszustwa. A ludzie potrafią tylko marzyć o szczęściu, szukać zła w innych, nie widząc swojego. Tęsknią za rajem, nurzając się w piekle. Potrzebują zła… O tak… A ja cały czas szukam tego jednego, uczciwego, który się o nią zatroszczy. W końcu być dobrym, to nie takie trudne prawda? Więc jak, kolego, bierzesz?

Krzysztof stał niezdecydowany, w głowie mu się mąciło. Przymknął oczy, głośno przełykając ślinę. W pierwszym odruchu już miał się zgodzić, jednak uzmysłowił sobie, co to oznacza. Tak, starał się żyć uczciwie, być otwartym, asertywnym, ale nie potrafiłby pozbyć się tej części duszy, która była jego wyłączną własnością. Wściekłość, krzyk, agresja… W każdym z nas jest miejsce na dobro i zło, grunt to znaleźć odpowiednie proporcje. Samo dobro to wypaczenie, podobnie jak samo zło. Stagnacja zamiast rozwoju, margines świata…

Chciał podziękować nieznajomemu, poinformować go, że jednak nie skorzysta. Jednak kiedy otworzył oczy, mężczyzny przy nim nie było. Stał przy stanowisku numizmatycznym, wpatrując się w stare, niemieckie banknoty.

– Ależ się pan zamyślił – uśmiechnął się do niego sprzedawca.