Prawie cała świta

Ocena: 
8
Average: 8 (1 vote)
Miotał się, gorączkowo uderzał o przezroczyste ściany więzienia z nadzieją, że rozbije grube tworzywo. Nic z tego, obijał się o szkło i osuwał na podłoże.
Musiał się uwolnić. Dał się zwabić i wpadł w pułapkę jak naiwniak, pozwolił się zamknąć w tym ciasnym pomieszczeniu. Postanowił przyjrzeć się widokom za ścianami.
Nagle zamarł. Ujrzał rusałkę. Wisiała przed nim jak bezwładna lalka: prawdziwa piękność odziana w dostojną czerń i pomarańcz, przytwierdzona do drewna grubym, długim kołkiem. Oprawca precyzyjnie przebił środek korpusu.
Chciał krzyczeć, lecz wtedy coś poruszyło górną ścianę celi.
– Admirała już mam, teraz pora na ciebie, paziu królowej – usłyszał cichy głos.