Żab

Ocena: 
0
Brak głosów
– Idzie tu, idzie! – Franek jak zwykle wyskoczył z wody jako pierwszy. To on dzisiaj obserwował drogę i gdy tylko zauważył idącą w kierunku stawu dziewczynę, natychmiast zawołał kolegów.
Stefan nie podzielał entuzjazmu młodszego żaba. Dawno już stracił nadzieję, że jeden pocałunek może go przemienić w księcia z bajki. Widział to kiedyś, ale minęło już tyle czasu… W dodatku był głodny. Wskoczył jednak na kamień, żeby nie wyjść na aspołecznego typa. Wszyscy zawsze ustawiali się w linii i po kolei pozwalali, by przechodzące nieopodal niewiasty próbowały szczęścia. Którego na ogół nie znajdowały. Legenda magicznego stawu słabła wskutek tego z każdym rokiem.
Trzeba przyznać, że dziewczyna wyglądała nieźle. Nawet trochę lepiej niż nieźle. Długie, rude włosy, piegowaty, nieco zadarty nosek i kształtna figura. Stefan wolałby jednak, żeby miała cienkie skrzydełka i małe, soczyste ciałko, które mógłby połknąć w całości i zapełnić żołądek. Gdy całowała szóstego żaba, zauważył lekki ruch w pobliżu trzcin. Ledwie słyszalne bzyczenie było niczym najsłodsza melodia. Uradowany wystrzelił językiem i pochłonął wciąż szamoczącą się muchę. W tym samym momencie napotkał zaintrygowane spojrzenie dziewczyny. Ku oburzeniu pozostałych żabów, a zwłaszcza Franka, który był następny w kolejce, podeszła prosto do Stefana i bez słowa wyciągnęła ręce. Pocałunek był… niesamowity. Mucha już nie miała prawa się ruszać, ale żab miał wrażenie, że w żołądku trzepocą mu małe skrzydełka. Nie zamienił się w księcia. Ale mimo to dziewczyna zabrała go ze sobą.

***

Ilona delikatnie przesuwała palcami po jego żółtozielonym brzuchu. Wciąż miała zaróżowione policzki, dzięki czemu wyglądała jeszcze piękniej niż zwykle. Byli razem od ponad roku, ale Stefanowi coraz bardziej przeszkadzało, że nie może wziąć ukochanej w ramiona, objąć, przytulić. Potrafił sprawić jej przyjemność, miał do tego niezwykły talent, jednak wciąż odczuwał niedosyt.
– Coś cię gryzie, najdroższy? Jesteś taki zamyślony.
– Nic takiego, nie warto wspominać.
Pościel zaszeleściła, gdy Ilona ostrożnie podparła się na rękach i spojrzała zielonymi oczami w żółtawe ślepia Stefana. Nie potrafił jej okłamywać.
– Ilonka… Nie wolałabyś, żebym był mężczyzną?
– Ależ żabciu… Pokochałam cię od pierwszego wejrzenia, od pierwszego pocałunku. Szukałam księcia z bajki i wtedy, przy stawie, znalazłam go. Przecież o tym wiesz.
– Wiem, czuję to każdego dnia, ale…
– Ale co, najdroższy?
– Chciałbym móc wziąć cię w ramiona, wybrać się z tobą do najlepszej gospody na wytworną kolację… Obronić, gdyby groziło ci niebezpieczeństwo…
Milczała przez chwilę. W końcu zapytała poważnie:
– Czy to dałoby ci szczęście?
– Dałoby, nie dało, co za różnica? Jestem żabem. Nie przemieniłem się po twoim pocałunku. Dlatego nie chciałem o tym mówić. – Starał się, aby jego głos nie brzmiał szorstko, ale nuta goryczy była aż nadto wyczuwalna.
– Być może jest inny sposób, kochany – powiedziała cicho.

***

Babcia Irenka z zadowoleniem patrzyła na efekty swojej pracy. Co prawda dziwiła ją nieco prośba żaba, którą wypowiedział, gdy już znaleźli się sam na sam. Ale cóż począć, nasz klient, nasz pan. I to jeszcze jaki przystojny pan! Staruszka zachichotała, odpędzając zdrożne myśli i czym prędzej opuściła dworek, zabierając mieszek wypełniony złotymi monetami.

***

Ilona początkowo była dość onieśmielona jego nowym wyglądem, ale Stefan szybko przekonał dziewczynę, że wciąż jest tym samym żabem, którego pokochała. Zabrał ją na przepyszną kolację, zabawiał rozmową, dotykał i przytulał, gdy tylko mógł. Był taki szczęśliwy.
Wieczorem delikatnie rozebrał Ilonkę i poprosił, by się położyła. Patrzyła na niego z wyczekiwaniem. Stojące w wazonie czerwone róże, płonące świece, wszystko tworzyło niemal magiczną atmosferę. W końcu był to tak naprawdę ich pierwszy raz. Stefan usiadł koło ukochanej i uśmiechnął się ciepło.
– Dziękuję.
– Za co?
– Za to, że pokochałaś mnie jako żaba. I za to, że pokochałaś mnie jako mężczyznę, choć przecież zmiana, która we mnie zaszła, jest ogromna.
Ilona milczała, spoglądając na niego nieśmiało. Wiedział, że to dla niej trudne, w końcu teraz wszystko miało wyglądać inaczej. Uznał, że nadeszła odpowiednia chwila, by ujawnić niespodziankę.
– Wiem, że bardzo ceniłaś sobie moje zdolności w hmm… ars amandi. Dlatego też postanowiłem poprosić staruszkę o drobną przysługę.
Wystrzelił językiem i przyciągnął czerwoną różę z wazonu. Ilona widząc to, roześmiała się radośnie, a w jej oczach rozbłysły figlarne ogniki.
- Kocham cię, żabciu!

Odpowiedzi

:)

Bardzo dziękuję, cieszę się, że się podobało.