Virginia C. Andrews – Mroczny las

Plastikowy świat

Jagoda Wochlik

Virginia Cleo Andrews jest znaną autorką powieści obyczajowych z gotyckim zabarwieniem. W jej powieściach standardem są stare domostwa z tajemnicami, wielkie fortuny zdobyte niewiadomymi sposobami, tajemnice rodzinne, które wychodzą na światło dzienne w najbardziej nieoczekiwanych momentach oraz związki kazirodcze. Najbardziej znana seria, która wyszła spod pióra autorki, to „Kwiaty na poddaszu”. Choć Andrews zmarła w drugiej połowie lat osiemdziesiątych XX wieku, zachęcone popularnością jej książek wydawnictwo zatrudniło ghostwritera. W ten sposób ukazują się kolejne powieści firmowane jej nazwiskiem.

„Mroczny las” jest kontynuacją „Willow” i wchodzi w skład nowego cyklu o rodzinie De Beers. W pierwszej części poznaliśmy główną bohaterkę i jej skomplikowaną historię – po śmierci ojca, znanego psychiatry, Willow dowiaduje się, że miał romans ze swoją pacjentką. Młoda kobieta postanawia odnaleźć matkę i w tym celu wyrusza do Palm Beach. Na miejscu poznaje super-hiper-przystojnego prawnika, w którym się (jakżeby inaczej!) zakochuje. „Mroczny las” opowiada o tym, jak  nawiązuje relacje rodzinne ze świeżo odnalezionymi krewnymi. Ważny jest także  rozwój związku Willow ze znanym z pierwszego tomu prawnikiem, Thatcherem.

„Mroczny las” to plastikowa książka. Plastikowa do granic możliwości. I nie chodzi tu nawet o to, że fabuła jest fatalna, kreacje postaci zupełnie niewiarygodne, ich problemy wydumane i dla zwykłego zjadacza chleba śmieszne lub nawet irytujące, a realizm oscyluje gdzieś w okolicach „kosmici właśnie wylądowali w moim ogródku i wszyscy to łyknęli”. Bo czyż normalnej, przeciętnej, pracującej kobiety, nawet takiej, która czyta książki tylko dla przyjemności, nie zdenerwuje Bunny Eaton, którą nieudane przyjęcie doprowadza do depresji i z tego powodu musi wyjechać do spa? Czy taka kobieta nie zacznie się zastanawiać: „Kto tak, do cholery, żyje, bo na pewno nie ja i ludzie, których znam?”

Mimo wszystko nie chodzi już nawet o plastikowy, nierealny świat, w którym rozgrywa się akcja tej książki. Ani o to, że na fabułę składają się w większości przygotowania do ślubu bohaterki – bo przecież trzeba wybrać salę, prezenty dla gości, suknie dla druhen i siebie, i teściowej, i matki, i niani, a narrator musi wszystko pieczołowicie powtórzyć spragnionemu szczegółów czytelnikowi (sic!). Najbardziej denerwowało mnie kreowanie Willow na mądrą, dojrzałą emocjonalnie młodą kobietę, kiedy w gruncie rzeczy to naiwna kretynka z tendencją do ignorowania niewygodnych dla niej faktów. Na dodatek narrator informuje nas, jaka jest ambitna i z jaką dociekliwością studiuje dodatkowe przedmioty, gdy tymczasem urządza sobie we własnej głowie sesje terapeutyczne ze zmarłym ojcem, które sprowadzają się do tak straszliwie podwórkowej psychologii, że wątroba wywraca się na drugą stronę, nawet u osób, które z napojów wyskokowych tolerują tylko herbatę lub kawę. Na dodatek większość z tych psychologicznych analiz tchnie nie tylko banałem, ale momentami wydaje się szkodliwa.

O pomstę do nieba woła także język tej powieści. Pompatyczny, napuszony i do bólu nierealistyczny. Język opisów niczym nie różni się od języka, którym posługują się poszczególne postaci. Tak samo kwieciście wypowiadają się wykształcony prawnik oraz chorujący na depresję młody mężczyzna. Bardzo przepraszam, ale kto normalny w stosunku do drugiej osoby używa na co dzień słów „wielbię cię” lub „miłuję”? 

„Mroczny las” to w zasadzie literatura pociągowa. Takie czytadło najgorszego sortu, które spokojnie można postawić obok Danielle Steel oraz Nory Roberts. Czyta się to i natychmiast zapomina. Potem z ciekawości można sięgnąć po następny tom (bo fakt, że będzie następny tom jest więcej niż pewny), ale w sumie wiadomo już, że bardziej robi się to siłą rozpędu niż z autentycznego przekonania.    


Tytuł: Mroczny las
Autor: Virginia Cleo Andrews
Tłumaczenie:Małgorzata Fabianowska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 13 czerwca 2017
Liczba stron: 520
ISBN 9788380971523