Zamach

Ocena: 
6.5
Average: 6.5 (2 votes)

Staruszek z westchnieniem ulgi usiadł na sofie. Położył wysłużoną laskę obok siebie, rozprostował nogi i rozejrzał się wokół.

W centrum handlowym było gwarno i panował nieustanny ruch. Ludzie przemieszczali się między kolejnymi sklepami, zapatrzeni w wyświetlające reklamy witryny sklepowe, a także w ekrany smartfonów, tabletów i innych mobilnych urządzeń. Tuż przy skwerku i położonej nieopodal fontanny grupka dzieciaków wyświetlała przy pomocy niewielkiej holokostki jakąś pełną wizualnych fajerwerków bajkę.

Obok sklepu z elektroniką kilku młodzieńców grało w grę symulującą wyścigi myśliwców orbitalnych, kłócąc się przy tym i śmiejąc jednocześnie.

Młoda para wykorzystując podłogę, przeglądała najnowszą ofertę sklepów meblowych. Wizualizowali kolejne projekty wnętrz, nie zważając na chodzących wokół ludzi.

Mężczyzna podrapał się po głowie i zaczął żałować, że wybrał się w to miejsce. Nadchodziły siódme urodziny wnuczka, a kochający dziadek pragnął podarować chłopcu coś wyjątkowego. Z tej okazji postanowił udać się do centrum handlowego, jednak jego rozmiar oraz ogrom towarów do wyboru przytłoczyły go. Kiedyś starał się nadążać za postępem technologicznym, jednak od kilku lat nie potrafił poradzić sobie z codziennie wchodzącymi na rynek nowościami.

Staruszek zaczął zastanawiać się czy po prostu nie dać córce pieniędzy na prezent dla wnuczka, kiedy usłyszał niepokojące hałasy. Z prowadzącej do podziemnego parkingu windy wybiegł śniady mężczyzna. Wykrzykiwał coś po arabsku, a w dłoniach trzymał podłużne urządzenie wielkości portfela. Nikt nie zwracał na niego uwagi, ludzie pogrążeni byli w swoich zajęciach.

Allahu akbar – krzyknął mężczyzna i nacisnął przycisk znajdujący się na niesionym przez niego przedmiocie.

Na chwilę w całym centrum handlowym zapadła cisza, ludzie stanęli w miejscu, jakby zatrzymał się czas. Dopiero po kilku sekundach wybuchło prawdziwe pandemonium. Wszystkie wizualizacje w witrynach zgasły, dzieciaki krzyczały, część osób zaczęła kręcić się w kółko, jakby nie mieli pojęcia, gdzie się znajdują.

Staruszek przyglądał się wszystkiemu z niepokojem. Nie czuł, żeby coś się zmieniło, nie wiedział, co za paskudztwo aktywował zamachowiec, ale najwidoczniej na niego nie działało.

Mężczyzna cisnął urządzeniem w jedną z witryn i wyraźnie ucieszony z sukcesu akcji zaczął wykrzykiwać jakieś hasła. Widząc podążających ku niemu strażników, rzucił się do ucieczki. Pościg nie trwał długo. Zamachowiec szybko został obezwładniony, jednak widząc skołowanych ludzi, wyraźnie się cieszył.

Staruszek wstał, chcąc pomóc osobom, które ucierpiały w zamachu. Ludzie nie nosili na sobie żadnych ran, jednak ciągle zachowywali się dziwnie. Część wpadła jakby w katatonię. Pewna kobieta rozglądała się wokół przerażonym wzrokiem i mamrotała coś pod nosem. Inna biła rękami o podłogę i krzyczała, że chce wrócić. Pewien chłopak siedział i kołysał się w przód i w tył, zawodząc przy tym i płacząc.

– Nic panu nie jest? – spytał jeden ze strażników mających zająć się opanowaniem powstałego zamieszania. – Wszystko w porządku?

– Tak. Wszystko dobrze. – Staruszek lekko się zachwiał i podparł na lasce. – Co się stało tym wszystkim ludziom? Nie było przecież żadnego wybuchu ani eksplozji? Co za ładunek odpalił zamachowiec?

– Odłączył wi-fi.