Wiedźmy – Scott Snyder, Jock, Matt Hollingsworth

A Ty kogo byś ofiarował?


Marek Adamkiewicz


Scott Snyder należy do najbardziej rozpoznawalnych scenarzystów komiksowych naszych czasów. Popularność przyniosła mu przede wszystkim praca przy postaci Batmana, ale ma w swoim dorobku także dzieła mniej spektakularne, w których kładzie nacisk na inne elementy niż te prezentowane zazwyczaj w komiksie superbohaterskim, jak choćby nastrój grozy („Severed”) czy intrygujący, futurystyczny świat przedstawiony („Przebudzenie”). Najnowsza propozycja amerykańskiego twórcy to horror czystej wody, którym stara się namieszać w nieco skostniałym gatunku i pokazać czytelnikowi coś świeżego, intrygującego i przerażającego.


Rodzina Rooksów przeprowadza się do nowego miejsca – małego amerykańskiego miasteczka na obrzeżach cywilizacji. Chce zostawić za sobą problemy, które dręczą każde z trojga domowników. W największym stopniu chodzi jednak o córkę, Sailor, cierpiącą na stany lękowe i wyjątkowo strachliwą. W dodatku niedawno była prześladowana przez starszą dziewczynę, która zginęła w tajemniczych okolicznościach. By przezwyciężyć tę traumę, Charlie i Lucy Rooks podjęli decyzję o zmianie otoczenia. Szybko okazuje się jednak, że także po przeprowadzce kłopoty ani myślą ich opuszczać. Różnica jest taka, że tym razem będą miały o wiele bardziej złowieszczą naturę.


Twórcy dzisiejszego horroru (nieistotne, czy mówimy o komiksie, filmie, czy powieści) dosyć często korzystają z motywów, które były wcześniej po wielokroć ogrywane. Pomysłów nowych i świeżych jest jak na lekarstwo. Trudno się takiemu stanowi rzeczy dziwić – podobnie jak trudno wymyślić coś oryginalnego. Snyder stanął więc przed zadaniem niełatwym, jednak, jak się szybko okazało, potrafił zaskoczyć odbiorców i zaproponować coś ciekawego. W czym tkwi ta siła? W znacznej mierze w nieszablonowym zaprezentowaniu wiedźm. Nie są to osoby, które służą Szatanowi, organizują sabaty i odprawiają plugawe rytuały w noc Walpurgii. Nic z tych rzeczy. Bliżej im do wykoślawionych potworów, które straszą zmutowanym, zdeformowanym fizys i przerażają okrutną bezwzględnością. Podobnie jak w przypadku „Severed”, zło jest tu nieuchronne i obrzydliwe. Nie ma prób jego racjonalizowania i pokazania w romantycznym ujęciu. Jest przy okazji wyjątkowo nieludzkie i obce, chociaż potrafi przyciągnąć do siebie. Obietnica rozprawienia się z problemami, jakiekolwiek by one nie były, okazuje się dla niektórych na tyle kusząca, by wejść w kontakty z tymi niebezpiecznymi potworami. Wszystko ma jednak swoją cenę, a by zyskać sobie pomoc wiedźm, trzeba złożyć ofiarę i kogoś poświęcić. Czy z tej możliwości się skorzysta – to już zależy od człowieka.


„Wiedźmy” to, w znacznej mierze, opowieść o ludziach, tym, co nimi kieruje i jak wiele są w stanie zrobić, by zyskać to, czego łakną najbardziej, a co dla każdego jest czymś innym. Z drugiej strony niezwykle istotna jest tutaj relacja wewnątrz rodziny Rooksów. Autor powoli odsłania kolejne karty oraz ujawnia coraz więcej szczegółów na temat przeszłości bohaterów i wydarzeń, które ukształtowały każdego z nich. Warstwa obyczajowa stoi w „Wiedźmach” na naprawdę wysokim poziomie – kolejne zagadnienia są przedstawione w wiarygodny sposób i dotyczą problemów, które mogą dotknąć każdego z nas. Autor dużo mówi o odpowiedzialności wynikającej z rodzicielstwa, podejściu do własnego dziecka i sposobach radzenia sobie z przeciwnościami.


Całość nie byłaby tak dobra, gdyby Snyderowi nie udało się wykreować interesujących bohaterów. Tymczasem wszyscy członkowie rodziny Rooksów przyciągają uwagę. Relacje między tą trójką są wiarygodne. Dużo w nich miłości, ale obecna jest także troska i niepewność, wywołane przez wydarzenia z przeszłości, oraz coś jeszcze innego, bardziej mrocznego, kiełkującego wraz z rozwojem akcji. Dobrze nakreślono również tło. Populacja miasteczka spełnia swoja rolę, jej reakcja na nowoprzybyłych, to, w jaki sposób przyjmuje ich w swojej społeczności – wszystko składa się w intrygującą całość i ma niebagatelny wpływ na fabułę.


Pojawiło się wiele głosów, że tym razem Snyder nie miał problemów z zakończeniem. W mojej opinii mogło być nieco inne, ale to chyba kwestia osobistych preferencji. Jednak gdyby bohaterowie w pewnym momencie fabuły dokonali innego wyboru, niż ten, który ostatecznie przeznaczył dla nich Snyder, „Wiedźmy” byłyby o wiele bardziej poruszające, a całość zyskałaby bardziej dosadny i ponury wydźwięk. Inna sprawa, że wówczas mielibyśmy do czynienia z zamkniętą opowieścią, a wedle notatek Snydera, zamieszczonych w ramach dodatków, szykuje nam się cykl. Czy to dobra decyzja, pokaże przyszłość.


Warstwa graficzna „Wiedźm” to istotny element całości. Praca Jocka jednak, trzeba to uczciwie przyznać, jest dosyć specyficzna i nie każdemu fanowi spodoba się w równym stopniu. Owa dziwność nie dotyczy wszak surowych rysunków, te są dosyć standardowe, stanowią robotę rzetelną i miłą dla oka. Ciekawiej robi się, gdy akcja przyspiesza i skręca w mroczniejsze rejony. Wtedy pojawia się tzw. rozbryzg, zawierający akwarelę i farbę akrylową, mający na celu uwypuklenie szaleństwa i grozy, gdy na scenę wkraczają wiedźmy. I co istotne – ten konkretny zabieg kolorysty (spod ręki Matta Hollingswortha) jest naprawdę udany i faktycznie robi się surrealistycznie. Na uwagę zasługuje także kreacja samych wiedźm – niby człekokształtne, ale zarazem niepokojąco obce, wywołują podskórny lęk i wywieraja duże wrażenie na czytelniku.


„Wiedźmy” potwierdzają tezę, że Scott Snyder doskonale czuje się w komiksowym horrorze. Twórcy udało się wykreować niesamowity nastrój nadnaturalnego zagrożenia i pokazać, że zło, mimo odpychającej natury, potrafi kusić i nęcić, gotowe wypaczyć każdego. Warto dodać, że polski wydawca całości, Mucha Comics, zdecydował się zaprezentować ten tytuł w powiększonym formacie, co z jednej strony może irytować kolekcjonera (stojąc obok innych „muszych” albumów na półce, „Wiedźmy” wyraźnie wystają), ale z drugiej zapewnia lepszy ogląd tej niezwykle wciągającej opowieści.


Tytuł: Wiedźmy

Scenariusz: Scott Snyder

Rysunki: Jock

Kolory: Matt Hollingsworth

Tłumaczenie: Robert Lipski

Tytuł oryginału: Wytches

Wydawnictwo: Mucha Comics

Wydawca oryginału: Image Comics

Data wydania: lipiec 2017

Liczba stron: 192

Oprawa: twarda

Papier: kredowy

Format: 180 x 275

Wydanie: I

ISBN: 978-83-61319-92-4