Top 10 – Alan Moore, Gene Ha, Zander Cannon

Superbohaterowie

Aleksander Kusz

Nie lubię komiksów o superbohaterach, ten amerykański trend jakoś nigdy do mnie nie przemawiał. Nie rozumiem tej idei, zabawy konwencją. Jednak podobały mi się niektóre filmy z superbohaterami, bo współczesne kino z dużą ilością efektów specjalnych potrafi czasem zachwycić. I nie chodzi tu o zachwyt nad pomysłem czy przesłaniem – tego zazwyczaj tam brakuje. Filmy o herosach ogląda się przede wszystkim dla efektów specjalnych.

Na Szortalu mamy mocną ekipę recenzującą komiksy superbohaterskie, więc nie ma potrzeby, żebym ja to robił. Brakuje mi wiedzy, wiadomości, które mogłoby mi pomóc przy pisaniu, inni robią to o wiele lepiej. Zazwyczaj omawiana jest część ósma części drugiej, podrozdział siedemnasty, więc skąd mam wiedzieć, o co chodzi? Gubię się w tym i doceniam tych, którzy potrafią się znaleźć. Żyje się jednak raz, zatem postanowiłem zaryzykować.

I zaryzykowałem, ale zachowałem ostrożność. Bo nie wszedłem od razu do świata typowych herosów, ale sięgnąłem po „Top 10” Alana Moore’a. To komiks na pozór superbohaterski, ale jak się zagłębić, to okazuje się, że jednak nie. Jest raczej, nie wiem jak to opisać, bardziej ironiczny? Taki z przymrużeniem oka, widać, że autor bawi się tematem. Bo przecież superbohater jest zwykle poważny, jak każdy wyzwoliciel albo obrońca, nieprawdaż?

Wiedziałem, że Alan Moore to autor sławnych „Strażników” – naprawdę dobrego komiksu. Nie znam jego innych prac, ale mogę się tylko domyślać, że powinny trzymać równie dobry poziom. Tak więc z dużą pewnością sięgnąłem po „Top 10”. I nie zawiodłem się, bo to komiks równie dobry jak „Strażnicy’, a może nawet lepszy, naprawdę! To zabawa konwencją, gra obrazami, słowem, wspomnieniem, nawiązaniem. To gra wielu tysięcy smaczków, z których większości pewnie nie wyłapałem, więc pewnie sięgnę po ten komiks jeszcze nie raz i nie dwa.

Cóż… przez przypadek w połowie omówienia pojawiło mi się podsumowanie, więc dokończę je już w tym momencie. To bardzo dobry komiks. Zdziwiłem się mocno, że wciągnął mnie tak bardzo, że pochłonął mnie prawie w całości, że uwierzyłem w to, co się dzieje, pomimo tego, że to mocno niewiarygodne. To siła scenariusza, jak wspomniałem, autorstwa Alana Moore’a, ale także rysunków dobrze mi znanego z serii „Baśnie” Billa Willinghama – Gene Ha, który tam był rysownikiem stojącym u boku Marka Buckinghama. Wraz z nim „Top 10” rysował Zander Canon, którego do tej pory nie znałem.

Myślę, że aby komiks się udał, niezbędne jest połączenie wyobraźni scenarzysty z rysownikiem, żeby powstała jedność. Udawało się to Gaimanowi w „Sandmanie”, udaje się to rewelacyjnie Willighamowi z Buckinghamem w „Baśniach” i dokładnie tak jest w „Top 10” Moore’a i Ha. Idealna para – można napisać. Dobrali się jak w korcu maku, jak się kiedyś mawiało.

Kilka słów o treści też Wam się pewnie należy, bo przecież chcecie wiedzieć, o czym jest ten komiks. Dobrze! Krótka relacja też jest potrzebna. „Top 10” był wydawany w Polsce już wcześniej, także przez Egmont. Ale wtedy, niestety, nie dokończono całości, ukazało się tylko 7 z 12 zeszytów. Niby szkoda, ale przecież wtedy mi na tym nie zależało, więc spokojnie, cieszę się, że ten komiks został wydany w całości teraz. Wracam do fabuły. Historia zaczyna się podczas II wojny światowej, może tuż po niej. Na świecie pojawia się tylu superbohaterów, że włodarze nie wiedzą, co z nimi zrobić. Tworzą więc nowe miasto, wręcz uniwersum, w którym można było ich ulokować, że tak napiszę. Tak więc powstało Neopolis, które jest miastem superbohaterów, rządzonym przez innych superbohaterów. Sam pomysł – rewelacja! Jedyny w swoim rodzaju. Muszę przyznać, że myśli kłębiące się głowie Alana Moore’a są doskonałe. Na dzień dobry kupił mnie pomysłem. Mamy taki wysyp superbohaterów, że trzeba stworzyć specjalne miejsce, w którym można ich ulokować, bo inaczej będą przeszkadzać w życiu „normalnym” obywatelom. Nie mówiąc już o tym, że okazuje się, że istnieje wiele światów równoległych, które również są zamieszkałe przez superbohaterów…

Wiem, że nie wychwyciłem wielu smaczków, nie zrozumiałem wszystkich niedopowiedzeń, no i otoczki. Ale i tak pozostaję pod bardzo mocnym wrażeniem. Opowiedziana historia jest dość standardowa. Mianowicie funkcjonariuszka Robyn Slinger, tuż po ukończeniu akademii trafia na posterunek 10 Policji, zwany Top 10. Jest rok 1985. Po wojnie stworzono Neopolis, niedawno miasto przyjęło jurysdykcję policyjną i strzeże ziem położonych w różnych wymiarach. Obserwując pracę Robyn, śledzimy jednocześnie działanie całego komisariatu, pełnego przedziwnych istot, które rozwiązują problemy, na pozór zwyczajne, ale w istocie niesamowite. W uniwersum stworzonym przez Moore’a właściwie można wszystko i właściwie wszystko zostaje tutaj wykorzystane. Każdy z odcinków serii jest bardzo ciekawy i wciągający, jednocześnie dotykając innego problemu. Widać, że autor bawi się przeróżnymi konwencjami. W każdym odcinku ja, laik, domyślałem się, do czego może być nawiązanie! A co by było, gdybym wiedział trochę więcej? Chyba spałbym z tym komiksem pod poduszką, żeby czerpać z niego pomysły na dzień następny.

Co do bohaterów, nie ma co ich nawet opisywać, bo mamy wszystkich, których mogliśmy sobie wyobrazić. To samo stwierdzenie można odnieść do przedstawionych sytuacji. Skoro mamy superbohaterów, skoro istnieją światy równoległe, może zdarzyć się wszystko, każda, nawet niewyobrażalna sytuacja. I tak dokładnie się dzieje. Z każdym odcinkiem Moore i Ha rozkręcają się i serwują nam niesamowite opowieści. Czytając kolejną z nich, zachwycając się nią, zastanawiałem się niejednokrotnie, czy mogą mnie jeszcze czymś zaskoczyć. I prawie za każdym razem tak było.

To świetny komiks! Naprawdę! Zaręczam Wam. Nic, tylko po niego sięgnąć i delektować się tak, jak ja to robiłem. Po przeczytaniu każdego odcinka było mi przykro, że już się skończył.

A tak przy okazji, w czasach, kiedy twórcy wyczerpują swoje pomysły do samego końca, aż do zanudzenia, mamy sytuację, że chciałoby się więcej i więcej, a tu tylko dwanaście odcinków.

Bardzo polecam! To świetna zabawa konwencją, popkulturą, nawiązaniami. A przecież w większości o to nam chodzi, kiedy sięgamy po komiksy. To jedna z tych nielicznych pozycji, z którą przygodę chętnie bym kontynuował.

Na koniec składam specjalne podziękowania dla tłumaczki, która na pewno miała bardzo dużo pracy z tym komiksem i myślę, że wykonała ją świetnie!

Tytuł: Top 10
Scenariusz: Alan Moore
Rysunki: Gene Ha, Zander Cannon
Kolory: Wildstorm FX, Alex Sinclair
Wydawnictwo: Egmont
Tłumacz: Paulina Braiter
Data wydania: maj 2017
Liczba stron: 348
ISBN: 978-83-281-1993-2