Córka

Autor: 
Ocena: 
0
Brak głosów

Chloris wiedziała, że naśmiewają się z niej za plecami. Była królową, ale jej autorytet nie sięgał kuchni. Mogli się śmiać, bo nie widzieli tego, co ona, zresztą służba i tak zawsze wydaje się myśleć, że złotogłów wrasta w skórę, jak pancerz, a po jedwabiu, jak po piórkach, spływają drobne złośliwości.

Czy to oni sami nie byli sobie winni? Boskie bliźnięta przeszywały strzałami jej braci i siostry, bo to oni byli źródłem pełnych pychy słów jej matki. W końcu mieli czelność urodzić się w tak zatrważającej gromadzie.

Eksterminacja nie odbywała się bez scenariusza, choć było ich przecież tyle, że można strzelać na ślepo, a i tak ktoś znalazłby się po drugiej stronie strzały. Systematycznie odszukiwali coraz to młodsze najstarsze z rodzeństwa i przebijali ich lędźwie, łona i języki. Chloris patrzyła i czekała, aż przyjdzie kolej na nią. Była w końcu najmłodsza. Więc stała i patrzyła, i czekała, ale śmiertelna strzała nie nadeszła. Bliźnięta znikły, pozostawiając po sobie świsty i rzężenia konających. Może uznali jej zieleń za zazdrość, bo oto teraz ona pozostała sama, bez rodzeństwa, kiedy oni ciągle mieli siebie. Może wiedzieli, że zostawiając jedno dziecko skażą jej matkę na wieczność w strachu czy na pewno jej ostatnia córka jest bezpieczna.

Chloris miała żyć czternastoma życiami, a tak naprawdę nie żyła żadnym. Wszystko, poza puchem, stało się w oczach jej matki śmiertelnym zagrożeniem. Puch zresztą także nie budził zaufania – zawsze mógł ją udusić.

Była szczęśliwa, kiedy opuściła dom, by poślubić Neleusa.

Szczęście nie trwało jednak długo – skończyło się z narodzinami pierwszego dziecka. Nigdy nie śmiała chwalić swojego syna, zawsze trwożnie spoglądając w niebiosa. Kiedy urodziła jego brata, straciła przytomność na dwa dni, a przez kolejne dwa nie śmiała otworzyć oczu, jakby zagłada mogła ich ominąć, jeżeli odmówi jej spojrzenia, tak jak Orfeusz mógł uratować Eurydykę nie patrząc na nią. Spojrzała jednak, i nic się nie stało; a potem przyszedł ich brat i ich brat i kiedy było ich już dwunastu, jako trzynaste dziecko powiła córkę i ciągle bez słowa składała ofiary boskim bliźniętom, jakby chcąc ich przebłagiwać z wyprzedzeniem, jakby chcąc udowodnić, że ani przez gardło, ani przez myśl jej nie przemknie jakakolwiek pyszna myśl.

Bliźnięta albo jej wierzyły, albo o nią nie dbały, albo czekały na odpowiedni moment. Jej dzieci rosły w zdrowiu i bezpieczeństwie, aż do chwili, kiedy gniewny Herakles, któremu Neleus odmówił aktu oczyszczenia z morderstwa,  postanowił sam oczyścić się w krwi jego synów.

Jej synów.

I kiedy zostały tylko ona i jej córka, Chloris zastanawiała się, jak Niobe to zniosła, bo ona nie mogła żyć w wiecznym oczekiwaniu, że zaraz stanie się najgorsze i lepiej, żeby ten puch udusił jej córkę już teraz.