Nic nie jest dane na zawsze

Ocena: 
8
Average: 8 (1 vote)

Łukaszowi

To był okropny dzień. Problemy w pracy, ohydna pogoda, sąsiad całą noc robił balangę i się nie wyspałem. Po powrocie do domu chciałem tylko wziąć prysznic i iść w kimę.

I na początku wyglądało na to, że ten plan uda się zrealizować. Ciepły strumień wody przynosił ukojenie zmęczonemu ciału, w głowie przestało łupać i w ogóle się wyluzowałem. Humor poprawił mi się na tyle, że zacząłem sobie nawet podśpiewywać November Rain, wtem jednak, gdy sięgnąłem po mój ulubiony szampon, okazało się, że butelka jest pusta.

– Jasna cholera – zakląłem, zaciskając palce na plastikowym opakowaniu. Wydało z siebie zabawny pisk, jak jakaś gumowa kaczuszka, ale nic z niego nie wypłynęło, nawet kropelka. I jak miałem teraz umyć łeb? Nie mogłem przecież iść do pracy z brudnymi włosami!

– A niech cię...! – krzyknąłem, podnosząc butelkę nad głowę, gotowy, by cisnąć nią w drzwi łazienki.

– Co robisz?

Zamarłem.

– Nie wyrzucaj mnie! Przecież zawsze byłem ci wierny!

Opuściłem rękę. Teraz zauważyłem, że na plastikowej butelce pojawiło się dwoje wielkich białych oczu oraz ogromne usta. To one do mnie mówiły.

– Dlaczego mnie tak traktujesz? Byłem twoim ulubionym szamponem! Zawsze poprawiałem ci humor! Gdy przychodziłeś brudny z treningu, gdy coś ci się nie układało w pracy! Zawsze wiernie ci służyłem, tyle dla ciebie zrobiłem! Myślałem, że mnie cenisz! A teraz, gdy jestem pusty, to co? Nie mogę stać dalej na półce? Musisz mnie wyrzucać? Bo co? Bo już nic ze mnie nie wydusisz? Jak tak możesz? Przecież ja dalej chcę tu być! Chcę ci pomagać! Napełnij mnie czymkolwiek chcesz, mogę ci służyć do różnych rzeczy! Nie wymieniaj mnie! Nie kupuj nowego! Nie możesz mnie wyrzucić na śmietnik! Nie możesz! Proszę!

Patrzyłem przez chwilę na to dziwne stworzenie, które do tej pory cicho stało w mojej łazience, tak cicho, że nigdy nie zwracałem na nie większej uwagi. Zresztą: kto by zwracał uwagę na szampon? Stoi to stoi, to coś oczywistego... Nie zastanawiałem się nawet nad tym, jak to coś ożyło. O wiele bardziej interesowało mnie czy potworek miał od początku oczy. I czy przez te wszystkie miesiące gapił się na mnie, jak brałem prysznic...

Trzasnąłem stworzeniem o ścianę. Jedno oko pękło jak przekłuty balon, drugie poleciało za wannę. Stwór wydał z siebie cichy jęk i zamilkł. Wyrzuciłem go do kosza stojącego przy umywalce i zapomniałem o całej sprawie.

Nigdy nie żałowałem, że pozbyłem się tej butelki. Była przecież pusta.