Kolacja dla wrony - Jonathan Carroll

Kolaż ze słów

Anna Szumacher

Trudno zakwalifikować gatunkowo najnowszą książkę Jonathana Carrolla. Ani to powieść, ani pamiętnik, ani poradnik dla aspirujących pisarzy. A jednocześnie „Kolacja dla wrony” jest po trochu wszystkimi powyższymi, z dodatkiem obserwacji życiowych, fragmentów prozy oraz psów. Jest tu naprawdę sporo psów.

Lubię twórczość Jonathana Carrolla, choć mam z nim pewien specyficzny problem. Czytam wszystkie jego książki. Podobają mi się w trakcie lektury. Czasami zachwycają opisami ludzi lub sytuacji, ponieważ Carroll jest niekwestionowanym mistrzem, jeśli chodzi o obserwowanie świata i zamykanie otaczającej go rzeczywistości w krótkich scenkach lub dialogach. A jednocześnie, żebyście mnie przypalali rozgrzanym żelazem, nie byłabym w stanie streścić fabuły ani jednej z jego powieści. Po prostu ich nie pamiętam. Jak to jest, że w sumie dobre książki kompletnie nie zapadają w pamięć?

Jak już wspominałam, w przypadku „Kolacji dla wrony” nie będę miała problemu z zapamiętaniem fabuły, bo jej tu nie ma. Carroll ubiera w słowa przyszłość, przeszłość i teraźniejszość, w dialogach zamykając uczucia, w scenkach rodzajowych emocje. Zdradza, jak powstawały jego książki i jakie momenty z życia zaprocentowały przy narodzinach konkretnych postaci czy historii. Przenosi nas do swojego szkolnego dzieciństwa, w którym unikał książek i pisania jak ognia, by kilka stron później poinformować, jaki napis chciałby widzieć na swoim nagrobku. Podpowiada także innym, młodym i aspirującym pisarzom, jak tworzyć lub jak nie tworzyć. A potem zabiera nas na spacer z psem.

„Kolacja dla wrony” może być uznana za przedłużenie innej książki, której tłumaczenie wyszło ze stajni Rebisu. Chodzi mi oczywiście o „Oko dnia”, wydrukowany blog pisarza – sporą część oryginalnych tekstów można zresztą przeczytać na jonathancarroll.com. A jednak „Kolacja dla wrony” okazuje się bogatsza i ciekawsza od „Oka…”, choć jednocześnie nieco rozczarowuje, że nie jest pełnoprawną powieścią. Szczególnie, że poprzedniczka „Kolacji…”, czyli „Ucząc psa czytać”, była tak naprawdę nowelką, a nie powieścią, i pozostawiła po sobie pewien niedosyt.

Odstawiam więc kolejnego Carrolla na półkę, wzdychając przy tym nad fantastyczną, niepokojąco mroczną okładką „Kolacji dla wrony”, i mając nadzieję, że krótkie scenki rodzajowe to nie wszystko, na co stać J.C. i niedługo uraczy nas kolejną, magiczną powieścią. Nawet jeśli nie zapamiętam fabuły…

Tytuł: Kolacja dla wrony
Autor: Jonathan Carroll
Tłumacz: Jacek Wietecki
Wydawca: Rebis
Data wydania: 23 maja 2017
Liczba stron: 208
ISBN: 9788380621817