Guardians of the Galaxy / All-New X-Men: Proces Jean Grey – Brian Michael Bendis, Sara Pichelli, Stuart Immonen

Sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie

Maciej Rybicki


Niemal od samego startu linii „Marvel Now!” czekałem na moment, w którym Brian Michael Bendis połączy wątki pisanych przez siebie serii. O ile było to zupełnie oczywiste w przypadku „All-New X-Men” i „Uncanny X-Men”, o tyle splecenie tytułów o mutantach ze „Strażnikami Galaktyki” wydawało się niezwykle interesujące. Cross-over pod tytułem „Proces Jean Grey” okazał się porcją naprawdę niezłej lektury, z której przyjemność czerpać będą zarówno miłośnicy marvelowskiego kosmosu, jak i fani Dzieci Atomu.


Trzeba przyznać, że połączenie wątków na pozór bardzo różnych od siebie tytułów wypada nadzwyczaj dobrze, wnosząc nieco ożywienia w serię o młodych X-Men. Paradoksalnie jednak… wciąż mamy do czynienia z eksploatowaniem jednego z głównych konceptów „All-New X-Men”, czyli odnoszenia się do przeszłości mutantów i paradoksów, jakie tworzą się w teraźniejszości. Punktem wyjścia dla opowiedzianej w tym albumie historii jest skomplikowana sytuacja po opisanym w „Nieskończoności” powstrzymaniu Thanosa. Coraz bardziej zauważalne staje się dążenie Kallarka/Gladiatora – pretora imperialnej straży Shi’Ar do odegrania się za wydarzenia znane z „Sagi Mrocznej Phoenix” – zniszczenie przez Phoenix jednego z układów gwiezdnych należących do Imperium. Choć na scenie pojawia się wielu aktorów, to wydarzenie zdają się gęstnieć przede wszystkim wokół młodych mutantów. W związku z zaistniałą sytuacją (a także dość skomplikowanym statusem Petera Quilla/Starlorda), prowadzeni przez niego strażnicy Galaktyki starają się powrócić na Ziemię. Jednocześnie młodzi oryginalni X-Men, wciąż nie do końca radzący sobie z przejściem na stronę Cyclopsa, zostają wciągnięci w wir wydarzeń o jeszcze większej – bo już kosmicznej – skali. Biorąc pod uwagą choćby tytuł tomu, nie powinno zaskakiwać, że prym wiedzie tu młoda Jean – oskarżona o zbrodnię, której nigdy nie popełniła musi się bronić przed kosmicznym trybunałem. Jeszcze lepiej poznaje siebie (i swoje możliwości), a okoliczności powodują, że wykuwa się także jej charakter. Sporo uwagi Bendis poświęca także Cyclopsowi – między innymi w związku z tym, że na arenę wydarzeń wkraczają też Starjammers ze Christopherem Summersem na czele. Spotkanie Szczuplaka z ojcem jest jedną z najbardziej przejmujących scen tego komiksu… choć nie jedyną.

Trzeba przyznać, że amerykański scenarzysta znakomicie buduje napięcie i przeplata wątki obu serii, jasno definiując bohaterów i ich motywacje, a jednocześnie nie pozwalając czytelnikowi jednoznacznie opowiedzieć się po żadnej ze stron. Każda ma bowiem swoje, najzupełniej racjonalne, pobudki i racje. Na stronach „Procesu Jean Grey” dzieje się sporo w najlepszym tego słowa znaczeniu (nawet jeśli nie ma tu zbyt wielu zaskoczeń). Lektura mija bardzo szybko i niełatwo się od niej oderwać.

Fantastycznie wypada strona graficzna – zarówno Stuart Immonen, jak i Sara Pichelli pokazują się od najlepszej strony. Plansze wyglądają świetnie, są też bardzo dopracowane. Nie razi nawet dość charakterystyczna dla współczesnego komiksu amerykańskiego cukierkowość kolorów. Taki efekt jest rzadkością, szczególnie że mamy do czynienia z artystami o wyraźnie odmiennych stylach. Subtelna kreska Pichelli wyraźnie różni się od zdecydowanego, nieco bardziej klasycznego sznytu rysunków Immonena, jednak całość gra ze sobą bardzo dobrze. Dzięki świetnym kadrom, sporej ilości szczegółów i znakomitemu dopracowaniu każdego rysunku „Proces Jean Grey” wskakuje do mojej osobistej topki najlepiej narysowanych komiksów, jakie miałem w rękach w ostatnich miesiącach.

„Proces Jean Grey” to zaskakująco dobry, wciągający komiks pokazujący jak bogate jest uniwersum Marvela. Co prawda może nieco razić fakt, że w przypadku młodych X-Men Bendis wciąż bazuje na eksploatowaniu motywów z ich przeszłości, jednak forma odniesienia się do minionych wydarzeń, jaką przyjął w tym komiksie wypada na duży plus. Czuć rzeczywiste napięcie wywołane brzemieniem przeszłości w momencie, gdy młodzi bohaterowie zdają się przeć ku nowemu. Nieco blado wypadają tu Strażnicy Galaktyki, przede wszystkim dlatego, że przypadły im role drugoplanowe. Jeśli jednak sięga się po przygody Groota, Rocketa, Gamory, Draxa i Petera Quilla ze względu na sympatię do marvelowskiego kosmosu, można mieć pewność, że wrażeń nie zabraknie (nawet jeśli zasadniczym odbiorcą okażą się jednak fani X-Men). Bendis, Immonen i Pichelli popełnili album, który pewnie zapamiętam na długo – świetnie wyglądający, trochę sentymentalny, z dobrym balansem między psychologizowaniem a akcją. Mi więcej nie trzeba.


Tytuł: Proces Jean Grey
Seria: Guardians of the Galaxy / All-New X-Men
Tom: --
Scenariusz: Brian Michael Bendis
Rysunki: Stuart Immonen, Sara Pichelli, David Marquez
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Tytuł oryginału: Guardians of the Galaxy / All New X-Men: the Trial of Jean Grey (Guardians of the Galaxy, #11-13, All-New X-Men #22-24)
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: Marvel Comics
Data wydania: kwiecień 2017
Liczba stron: 144
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: kredowy
Wydanie: I
ISBN: 978-83-281-1945-1