T2 Trainspotting – Irvine Welsh

Na starych śmieciach

Marcin Knyszyński


Niektóre powroty po latach i spotkania z niewidzianymi długo znajomymi nie rozczarowują tylko dlatego, że są chwilowe. Zjazdy absolwentów, które trwają jeden wieczór i kończą się obietnicą potwornego kaca, działają jak oderwanie od rzeczywistości – następnego dnia jesteśmy z powrotem w swoim mieście, a widziane wczoraj twarze i miejsca funkcjonują już tylko jako zamknięty i odłożony na półkę album ze zdjęciami. Czasem jednak powrót wymuszony jest życiową decyzją, stare śmieci stają się nową szansą lub po prostu koniecznością. Irvine Welsh ponownie zaprasza nas do Leith, dzielnicy Edynburga, w której toczyła się akcja słynnego „Trainspotting”.


Mamy rok 2002. Dziewięć lat minęło, od kiedy Mark „Czynsz” Renton dał drapaka z torbą wypełnioną tysiącami funtów i zaszył się gdzieś na kontynencie. Zdradzeni przez niego kumple nie radzą sobie najlepiej – Simon „Chory” utraciwszy pracę w Londynie, wraca do Edynburga, aby przejąć bar swojej ciotki; Danny „Kartofel” ćpa tak samo jak przed laty i łudzi się, że jego żona wytrzyma jeszcze długo taki stan rzeczy; Francis Begbie (znany z pierwszej powieści jako „Żeber”) wychodzi z więzienia i w charakterystyczny dla siebie sposób próbuje podporządkować sobie ulice Leith. Tylko że nie są to już te same ulice…

„T2 Trainspotting” to powieść, której narracja jest prowadzona jednocześnie z pięciu punktów widzenia. Oprócz czterech starych bohaterów pojawia się Nikki Fuller-Smith, dwudziestopięcioletnia studentka poszukująca mocnych wrażeń w alkoholu, narkotykach i seksie. Wraz ze swoimi znajomymi ze studiów zostaje zaangażowana przez grupę filmowców-amatorów do udziału w produkcji filmu pornograficznego. Większość zdjęć jest kręcona na piętrze baru Simona „Chorego”, a on sam nawiązuje toksyczny romans z Nikki oraz mianuje się producentem i reżyserem. Gdy przypadkowo dowiaduje się, że Mark ukrywa się w Amsterdamie, wpada na pomysł dofinansowania filmu. Tymczasem plany wobec Marka snuje również oszalały z żądzy zemsty Begbie. Każda z wymienionych postaci prowadzi swą opowieść w charakterystycznym stylu, choć tylko narracje Begbiego i Kartofla nawiązują mocno do slangu z „Trainspotting”. Często te same wydarzenia są przedstawiane z różnych punktów widzenia, wzajemnie się uzupełniają i wyjaśniają.

Główni bohaterowie twierdzą, że gdy mieli -dzieścia lat, ich podstawowym celem było przeżycie kolejnego dnia i wyciszenie wewnętrznego głosu, mówiącego, że życie nie ma sensu, a perspektywy na przyszłość to coraz dłuższe heroinowe ciągi. Teraz gdy mają -dzieści lat, powtarzają sobie, że zdają sobie sprawę z błędów młodości i próbują szukać celu życia. Okazuje się jednak, że wewnętrzne monologi bohaterów to tylko pozory, chciejstwo niepoparte żadnymi szczerymi próbami zmiany swego postępowania, efekt niedojrzałości i zagubienia w dorosłym życiu. Powrót do Edynburga, miejsca, gdzie ich dwudziestoletnie życie było regularnie napędzane tłokiem strzykawki, staje się poważną lekcją na temat tego, jacy tak naprawdę są. Dzielnica przyciąga ich jak czarna dziura, stanowi ich wspólny mianownik, choć samo Leith zmieniło się trochę i poszło z duchem czasu.

Nie ma już heroiny. Japiszońska rewolucja zdmuchnęła wszechobecny brązowy proszek, sprowadzając w zamian kokainę ułożoną w równiutkie, kilometrowe ścieżki. Pojawił się też seks, który zdominował praktycznie każdą sferę życia. Nie jest on tutaj żadną pieczątką uprawomocniającą związek dwojga ludzi ani czymś zarezerwowanym dla wzniosłych chwil. Seks jest jak kokaina – mówisz o nim, myślisz o nim, planujesz go, zażywasz go, uzależniasz się od niego, dowartościowujesz się nim, handlujesz nim. Filmy porno wkraczają do mainstreamu, kupczenie własnym ciałem i godnością staje się normą, a przygodny seks taką samą czynnością jak poranne mycie zębów. Welsh wchodzi tu trochę w buty Palahniuka – pokazany przez niego Edynburg to miejsce, gdzie odbywa się dokładnie taka sama gonitwa za pustym, skomercjalizowanym życiem, którego miarą jakości jest liczba zer na rachunku bankowym.

Nie zmieniły się cele żadnej z osób powracających do Leith, zmieniły się tylko środki dojścia do nich. Nikt nie ma żadnych pasji, wszyscy zgnieceni przez szarą i beznadziejną rzeczywistość szukają ucieczki. Moralny nihilizm dominuje  w świecie wykreowanym przez Welsha, Leith wydaje się zamieszkałe przez samych degeneratów, którzy gonią za kojarzoną z materialnym sukcesem kulturą yuppie. Robią to na swój dobrze znany i rozumiany, wulgarny sposób. Nie dostrzegają jednak tego, że próbują reanimować dawne życia z początków lat dziewięćdziesiątych, ponieważ nie odnajdują się zupełnie w nowych realiach. To stare cwaniaki na starych śmieciach, które próbują udawać, że wyrosły ze swoich punkowych ubrań. Prawdziwą drogą do sukcesu okazuje się pozostanie cwaniakiem, odrzucenie marzeń i wywinięcie numeru starym „przyjaciołom”. Tak bardzo na początku podkreślana rewolucyjna rola pornografii zdobywa znamiona piramidalnej bzdury – liczy się forsa i tylko forsa. Jedynie zwyrodnialec Begbie jest całkowicie wierny samemu sobie i pomimo odrazy, jaką budzi w nas jego postepowanie, wydaje się tą postacią, której kibicujemy najbardziej.

Język kontynuacji „Trainspotting” jest tak samo kontrowersyjny, wulgarny i dosadny jak ten z pierwszej części. Powieść została jednocześnie napisana rewelacyjnym, potoczystym stylem, bez żadnych zbędnych fragmentów. Są mocne dialogi i czarny humor, jest trochę zadumy nad życiem i dużo dobrej literatury. Według mnie jest nawet lepiej niż w pierwszej książce, choć być może  to też zasługa innego tłumacza. Jarosław Rybski przekłada slang Leith trochę bardziej subtelnie niż Jędrzej Polak, który moim zdaniem nieco przeszarżował. Irvine Welsh po raz drugi i na pewno nie ostatni całkowicie przykuł moją czytelniczą uwagę.


Tytuł: T2 Trainspotting
Tytuł oryginalny: Porno
Autor: Irvine Welsh
Tłumaczenie: Jarosław Rybski
Wydawca: Burda Książki
Data wydania: marzec 2017
Liczba stron: 508
ISBN: 9788380531857