Deadpool. Deadpool się żeni – Brian Posehn, Gerry Duggan, Ben Acker, Scott Koblish, Mike Hawthorne, Evan Shaner i inni

Każda potwora znajdzie swego amatora

Maciej Rybicki

Jeśli o którejkolwiek komiksowej serii z uniwersum Marvela można powiedzieć, że jest nieprzewidywalna, to niewątpliwie na takie miano zasługuje „Deadpool”. Składają się na to dwa zasadnicze elementy. Przede wszystkim znaczenie ma tu natura postaci. Najemnik z Nawijką z założenia łamie stereotypy, ma skomplikowane, niejednoznaczne relacje z otoczeniem (także dlatego, że z jego głową nie jest najlepiej), a na dodatek jest świadomy bycia postacią z komiksu, która lubi sobie „pogadać” z czytelnikiem (i z głosami w swojej głowie). Taka konstrukcja głównego bohatera wymusza na scenarzystach łamanie schematów i konwencji, zarówno w przypadku formy, jak i treści komiksu. Brian Posehn i Gerry Duggan udanie wykorzystują obie składowe nieprzewidywalności, na przykład zapraszając pół uniwersum Marvela na… ślub Deadpoola.

Muszę przyznać, że wprowadzenie takiego wydarzenia do linii fabularnej głównej serii poświęconej Deadpoolowi jest zadaniem trudnym. Bynajmniej nie ze względu na sam koncept – jest on na tyle szalony, że znakomicie wpisuje się w deadpoolowską konwencję. Problematyczne wydaje się raczej to, w jaki sposób wprowadzono wybrankę Wade’a – miało to bowiem miejsce nie w głównym tytule, ale w wydanej zupełnie odrębnie, cyfrowej serii „The Gauntlet”. W zeszycie #25 nasz (anty)bohater tłucze się z Crossbonesem i wyjeżdża do Europy, #26 to retrospekcja aż tu nagle w #27 mamy wielkie weselicho. W tym miejscu po raz kolejny należą się Egmontowi słowa uznania za włączenie papierowej wersji „Wyzwania Draculi” do wydawanej u nas serii – dzięki temu polski czytelnik nie był narażony na zaskoczenie wywołane pojawianiem się wybranki serca Deadpoola na kartach komiksu. Zaś sama Shiklah? No cóż, wydaje się, że Królowa Nieumarłych to idealna partia dla tak nieszablonowej postaci jak Najemnik z Nawijką. Paradoksalnie jednak, autorzy nie poświęcają jej na łamach tego komiksu zbyt wiele uwagi (choć epizod z podróży poślubnej do Japonii niewątpliwie jest udany). W warstwie fabularnej „Deadpool się żeni” to zlepek  różnych, mniej lub bardziej rozbudowanych historyjek. Centralne miejsce zajmuje rzecz jasna ślub, szczególnie, ze stanowi dla scenarzystów okazję dla dwóch ciekawych zabiegów. Po pierwsze, wprowadzenia mnóstwa gościnnie pojawiających się herosów: spotykamy więc całą plejadę postaci z uniwersum Marvela (nawet jeśli epizodycznie). Twórcom udało się pokazać, że mimo wszystkich kontrowersji Wade zdobył poczesne miejsce w  świecie Domu Pomysłów i cieszy się sympatią trykociarskiej społeczności.

Ślub ślubem, wesele weselem, nie wolno jednak zapomnieć o wieczorze kawalerskim. Jak nietrudno się domyślić, także i ten okaże się wyjątkowy. Choćby przez to, że stanowi okazję do przypomnienia dość zaskakujących w obecnym kontekście matrymonialnych epizodów z przeszłości Deadpoola. Na potrzeby zeszytu #27 wydawnictwo zaprosiło rzeszę twórców pracujących przy jego przygodach od momentu debiutu (czyli roku 1991) do napisania krótkich historyjek z przeszłości bohatera. Lista nazwisk prezentuje się naprawdę ciekawie: pojawiają się między innymi Fabian Nicieza, Mark Waid, Christopher Priest czy Daniel Way. Mnóstwo pomysłów, niektóre lekko świntuszące, inne jawnie szalone – wszystkie zostały zilustrowane w zróżnicowany sposób przez nieco mniej znanych artystów.

Całość uzupełnia kolejna wycieczka Deadpoola w przeszłość – tym razem do lat 50., by u boku Nicka Fury’ego zmierzyć się z podróżującym w czasie Hitlerem (sic!), a także szalone spotkanie z Madcapem, dzięki któremu nie tylko można się dowiedzieć czegoś więcej na temat głosów w głowie Wade’a, ale także cieszyć oko superbohaterską wersją „Tańca z Gwiazdami” (pamiętajcie, quickstep jest trudny…).

W warstwie graficznej „Deadpool się żeni” balansuje między tym, co znane: obecnymi już w tomach drugim i czwartym rysunkami Mike’a Hawthorne’a oraz obowiązkową stylizacją na retro Scotta Koblisha a stanowiącymi powiew świeżości szkicami licznych rysowników odpowiedzialnych za zilustrowanie gościnnych epizodów. Muszę przyznać, że poziom ich plansz jest ogólnie wysoki. Myślę, że za pracami niektórych z nich ( John McCrea, Nico Henrichon, Dexter Soy czy Alvin Lee) będę się teraz uważniej rozglądał.

„Deadpool się żeni” wpisuje się całkiem dobrze w konwencję, którą przyjęli w swojej serii Posehn i Duggan. Myślę, że fani Deadpoola na pewno po ten album sięgną i nie będą zawiedzeni. Choć brakuje tu jakiejś spójnej, dłuższej historii (tak jak miało to miejsce na przykład w tomie trzecim), to na poziomie specyficznego humoru oraz typowych perypetii jest to  udany komiks.

Tytuł: Deadpool się żeni
Seria: Deadpool
Tom: 6
Scenariusz: Brian Posehn, Gerry Duggan, Ben Acker, Ben Blacker i inni
Rysunki: Scott Koblish, Mike Hawthorne, Evan Shaner i inni
Tłumaczenie: Oskar Rogowski
Tytuł oryginału: Deadpool: The Wedding of Deadpool (Deadpool #26-28, Deadpool Annual #1)
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: Marvel Comics
Data wydania: maj 2017
Liczba stron: 168
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: kredowy
Wydanie: I
ISBN: 978-83-281-1931-4