Yann i Surżenko w Subiektywnie

Thorgalowe spin-offy powoli zbliżają się do końca. Ideę przyświecającą twórcom, gdy podejmowali się tego zadania, można oceniać różnie. Dla jednych jest to interesujące rozszerzenie świata przedstawionego i okazja do kolejnych spotkań z ulubionymi bohaterami, dla innych zaś projekt jest ewidentnym skokiem na pieniądze fanów. Prawda leży, jak zwykle, pośrodku. Z trzech serii pobocznych, „Louve” była tą najbardziej magiczną – pojawiali się w niej bogowie, tajemnicze stwory, a bohaterka przeżywała swoje przygody w kilku światach. Siódmy album jest ostatnim przed ponownym połączeniem się fabuł wszystkich cykli pobocznych i głównego.

Tych spin-offów thorgalowych namnożyło się, a ja żadnego jeszcze nie przeczytałem. Z zgrozo!, przecież Thorgal plasuje się na pierwszym, niezagrożonym miejscu moich komksowych ulubieńców, tuż przed Kajko i Kokoszem. Wiem, stary jestem.
Nie w tym rzecz, abym marudził, że tyle tych historii powstaje. Niech ich będzie jak najwięcej. Tylko, kiedy ja nadrobię zaległości? Eeech...
Tymczasem Marek recenzuje siódmy tom przygód Louve p.t. Nidhogg