Elektryczna mrówka - Philip K. Dick

Philip K. Dick. Piąty tom opowiadań

Aleksander Kusz

Nadszedł czas na omówienie piątego tomu opowiadań Philipa K. Dicka. Nie wiem, czy nie będzie to już ostatnie omówienie książek mojego Guru. Może tak być z dwóch powodów. Po pierwsze na razie ani widu ani słychu o tym, żeby Rebis miał zamiar wydawać następne książki Dicka. A po drugie, cóż więcej mógłbym pisać na temat Dicka? Przecież już prawie wszystko Wam przedstawiłem. Kto mnie zna i toleruje moje wypociny wie, że piszę te omówienia tak „naokoło”. Bo ja nie potrafię napisać tak wprost, tak jak recenzję powinno się pisać. Zanudziłbym się na śmierć. Po prostu.


Lubię prozę Philipa K. Dicka i znam się na niej. Napisałem tak nieskromnie. Tak się pochwaliłem. Ale przeczytałem wszystko, co zostało wydane w Polsce. Niektóre pozycje po kilka razy. W końcu trochę tych książek mam, niektóre bardzo mi się podobają. Podobają się aż tak, że mogłem zdecydować się na powtórne czytanie. Bo wiecie, ja myślę, że jest tyle dobrych książek na świecie do przeczytania, że trzeba przede wszystkim dobrze wybierać. To połowa sukcesu. A potem należy je przeczytać z głową. Mam bardzo mało wolnego czasu. Więc kiedy tylko czytam jakąś książkę po raz kolejny, myślę sobie, że mógłbym w tym czasie przeczytać coś nowego, dobrego, może jeszcze lepszego niż to, co właśnie czytam. Rzadko mi się zdarza tak myśleć, bo więcej niż jeden raz czytam książki, które są naprawdę super, na przykład książki Dicka. Niestety, z wiekiem gust mi się wyostrzył i mam coraz większe wymagania. Z drugiej strony, kilka razy zdarzyło mi się, że moja ulubiona książka sprzed lat, nie wydawała mi się już tak dobra, kiedy ją ponownie czytałem. Bo kiedy czytałem ją po raz pierwszy, czasy były inne i ja byłem inny. Tak więc dochodzę do konkluzji, bo do czegoś trzeba przecież w życiu dojść – rzadko, naprawdę rzadko czytam książki jeszcze raz. Wyjątkiem jest proza Dicka. Tyle! Właśnie to chciałem podkreślić, że dla Dicka zawsze można zrobić wyjątek.

Piąty tom opowiadań Dicka zawiera dwadzieścia pięć opowiadań napisanych w latach 1963 – 1981. Nie wiem, czy pamiętacie, ale pierwsze tomy składały się z opowiadań pisanych w przeciągu roku, a czasami dwóch. Potem stworzenie tomu opowiadań zabierało Dickowi znacznie więcej czasu. Zebranie opowiadań do ostatniego tomu trwało aż osiemnaście lat. To dużo, ale był to okres, w którym Autor pisał głownie powieści i nie rozdrabniał się na krótsze formy. Faktem jest, że Jego powieści to na obecne standardy raczej nowele, bo nie są długie. Przecież u Dicka zawsze chodziło o pomysł, o przedstawienie zagrożeń dla ludzkości, o obawę, czy aby we właściwym świecie żyjemy, a nie o rozbudowaną fabułę, czy barokowe ozdobniki. Pisał prosto, kawa na ławę i koniec, nie ma co przesadzać z ilością. Przecież następne pomysły czekają na spisanie. Bo pomysłów autorowi nigdy nie brakowało. Wiem, że często sięgał do swoich koronnych, ale zawsze na nowo przerobionych, i zawsze wychodziło coś innego.

Teraz przedstawię małe przemyślenie, bo ja, rozumiecie, czasami mam małe przemyślenia, z tymi dużymi to już mam większy kłopot. Uwielbiam opowiadania Dicka, bo jest w nich to, co najlepsze w Jego prozie – rewelacyjny pomysł. Jednak zawsze miałem wrażenie, że rewelacyjne były pierwsze tomy, a potem było, niestety, gorzej. I czytając zbiory opowiadań wydawane przez Rebis od 2014 upewniłem się co do tego. Najbardziej podobały mi się dwa pierwsze tomy, dwa następne uważam za słabsze. A teraz niespodzianka - ostatni tom złamał tę regułę, bo wydaje mi się, że jest najlepszy z wszystkich pięciu. Dostajemy to, co wcześniej było najlepsze, czyli, podkreślam jeszcze raz - pomysł. A na dodatek mamy lepszy warsztat Autora. Jest też głęboki mistycyzm i pomysły, które często były wykorzystywane w powieściach. Nie mówiąc już o tym, że filmowcy wprost kochają opowiadania Dicka, bo one zdają się być gotowym scenariuszem, a właściwie szkicem scenariusza.

Wracam do omówienia. Zbiór znowu opatrzony jest dwoma wstępami. Zagraniczny został napisany przez Thomasa M. Discha. Został napisany i tyle. Cóż więcej powiedzieć? Szału tu nie ma. Polski wstęp napisał znany i lubiany Tymoteusz Wronka. Kłaniamy się portalowi Katedra, który robi wiele dobrego dla fantastyki w Polsce. I właśnie ten wstęp bardzo mnie zaciekawił. Wcześniej bowiem wstępy pisali ludzie w moim wieku, ewentualnie starsi. Tymek reprezentuje młodsze pokolenie, więc ciekawie było przeczytać, jak poznawał mojego ulubionego Autora. Polecam również komentarze autorskie na końcu książki. Możemy się dowiedzieć, co kierowało autorem, gdy wymyślał dane opowiadania, albo dlaczego właśnie tak, a nie inaczej chciał je napisać.

Jak to zwykle przy zbiorach bywało, nie będę omawiał poszczególnych opowiadań. To zestaw bardzo dobrych i dobrych opowiadań. No, może dwa znalazły się tam niepotrzebnie.
Wymienię Wam tytuły utworów, które najbardziej zapadły mi w pamięć:
„Czarna skrzyneczka”, „Wojna z Fnulami”, „Gra nielosowa”, „Odyseja nowa”, „Umówimy pana na wczoraj”, „Święty spór”, „Wpamiętamy to panu hurtowo”, „Nie sądź książki po okładce”, „Elektryczna mrówka”, „Przedosoby”, „Mam nadzieję, że wkrótce przybędę”, „Sprawa Rautavaary”. Dwanaście opowiadań, czyli połowa to naprawdę dobre opowiadania, a niektóre z nich to nawet perły literatury sf.

Dla mnie to najlepszy zbiór opowiadań Philipa K. Dicka, godny polecenia wszystkim. Zarówno tym, którzy zaczynają swoją przygodę z utworami mojego Guru, jak i znawcom, dla których jest to po prostu „must have”.
 
Bardzo polecam! I teraz tak sobie myślę, że dobrze byłoby, gdyby Rebis kontynuował wydawanie tej serii. Więc trzymam kciuki za pojawienie się następnych tomów.

PS: Jak to? Nie ma PS w moim omówieniu Dicka? No nie może być! Zapomniałem dodać, że jak zwykle, wydanie Rebisu jest rewelacyjne! Naprawdę! Należy się ogromny szacunek!

PS2: Gdyby jednak Rebis zdecydował się kontynuować wydawanie serii, to chętnie pomogę w doborze. Przecież nie wydano jeszcze i „Słonecznej loterii” i „A teraz zaczekaj na zeszły rok”. Wiele innych Jego powieści też jeszcze nie wydano, więc jest nad czym pracować.

Autor: Philip K. Dick
Tytuł: Elektryczna mrówka
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: marzec 2017 r.
Liczba stron: 584
ISBN: 978-83-8062-141-1

Odpowiedzi

No właśnie mi tak czegoś tutaj brakowało ostatnio i teraz mi uprzytomniłeś czego - Twojej recki najnowszego Dicka. :) Ja mam przed sobą, niedługo do mnie dotrze, ale zacieram ręce po tym, co przeczytałem od Ciebie, bo ja też twierdzę, że z tomu na tom niewiele, ale jednak, poziom się obniżał. CO prawda 1-ego nie czytałem, ale 2-rewelacja, 3-bardzo dobry, 4-bardzo dobry z minusem. Jeśli twierdzisz, że pierwsze tomy były najlepsze, a ostatni już naj, to wychodzi, że dla mnie "najlepsze" dopiero przede mną. :D

Powiedz mi, znawco Dicka, czy te 5-tomowe wydanie wyczerpuje już repertuar krótkich form autora, czy jeszcze jakieś pojedyncze są w innych książkach, zbiorach Dicka lub antologiach?

Z tego co kojarzę, to było parę innych, które nie znalazły się w zbiorze, ale myślę, że te pięć tomów to bardzo wyczerpujące i dobre kompendium wiedzy o 'krótkiej wersji Dicka'.

Teraz są w nowym tłumaczeniu. Ale myślę, że nie z powodu złej jakości poprzednich wydań, ale po prostu nie dogadania się, albo braku możliwości wydania poprzednich tłumaczeń.

A to nie ma sensu nawet szukać. Może tam gdzieś, kiedyś się jeszcze pojawią. Ale te 5 tomów zdecydowanie lepiej teraz wygląda. Lepsze tłumaczenia i bardziej to zgodne z oryginałami.

Hmm... tak ostatnio sięgam po starsze utwory, więc można i Dickowi bliżej się przyjrzę. Myślę, że jako osoba niespecjalnie zaznajomiona z opowiadaniami Dicka, najlepiej chyba zrobię rozpoczynając od tego właśnie tomu. Najlepszego. Bardzo przydatna recenzja.

Jak mogę doradzić, to zacznij jednak od pierwszego. Bardzo dobrze się czyta te opowiadania po kolei, gdy widać jak to się wszystko kształtowało.